Recenzja płyty Osada Vida – „The After-Effect”

0

W listopadzie miała miejsce premiera już 5 krążka w karierze zespołu Osada Vida. Grupa znana z zamiłowania do progresywnego rocka udowadnia swoim nowym wydawnictwem „The After-Effect”,  że obecnie jest jednym z najlepszych, polskich zespołów w tej kategorii muzycznej.  Jednak po kolei.

Recenzja płyty Osada Vida - „The After-Effect”

Po nagraniu dobrze przyjętej przez krytykę płyty „Particles” zespół spotkały mocne zawirowania w składzie. Z grupy odeszli gitarzysta Bartek Bereska oraz perkusista, Adam Podzimski. Na ich miejsce przyszli kolejno Jan Mitoraj oraz Marek Romanowski.  Wcześniej, bo już na „Particles” pojawił się nowy wokalista – Marek Majewski. Tak odmieniony skład nagrał płytę, która odcina się od ciężkiego stylu, który mogliśmy usłyszeć na pierwszych wydawnictwach grupy i kontynuuję drogę obraną na „Particles”. Jest trochę bardziej energicznie, progresywnie i  rockowo, jednak lekko, strawnie, a czasami wręcz piosenkowo. Znalazło się nawet miejsce dla kwartetu smyczkowego! Ale czy to dobre połączenie?

Pierwszy na płycie ‘King of Isolation’ pokazuje nam na co postawiła Osada Vida – jest to prostota i szybko wpadające w ucho melodie. Oczywiście pamiętajmy, że mówimy o prostocie formy w muzyce progresywnej, co w kwestiach technicznych jak i aranżacyjnych wciąż sprawia, że mówimy tutaj o muzyce wymagającej od odbiorcy wprawnego ucha i odpowiedniej wrażliwości. To nie jest proste jak konstrukcja cepa – jak np. u AC/DC (sprawdźcie w naszej recenzji “Rock or Bust”) W końcu nawet Dream Theater wędrowało w te rejony. Porównanie do tego giganta nie jest przypadkowe, bowiem nowe brzmienie Osada Vida bardzo przypomina lżejsze wydawnictwa DT – oczywiście wciąż im do nich daleko, ale są na bardzo obiecującej drodze.

Osobiście przyznam, że jestem fanem cięższych brzmień, jednak i takich nie zabrakło na tym albumie. Mowa tutaj szczególnie o mocnym ‘Lies’, które śmiało mogę polecić każdemu fanowi metalu. Trzeba zaznaczyć, że mimo wcześniej wspomnianej prostoty zespół nie poszedł na łatwiznę. Do czego piję? Otóż do kwartetu smyczkowego, którego rola jest nie do przecenienia w takich utworach jak ‘Sky Full of Dreams’, ‘Restive Lull’ oraz ‘Haters’. Jak dla mnie pierwszy kawałek jest zdecydowanie najlepszym na całej płycie – rozbudowany, instrumentalny, z powodzeniem mieszający różne style muzyczne, precyzyjny i z doskonałymi riffami.

Płytę kończy brawurowe ‘No One Left to Blame’, które jak żaden inny utwór na tym albumie przypomina mi wcześniej wspomniane Dream Theater, szczególnie mam tu na myśli wokal. Mimo to, kawałek nie jest żadną zżynką, a jeżeli nawet to trzeba przyznać, że bardzo inteligentną.

Pozostałe utwory również trzymają poziom, są idealnie nastrojowe, pełne melodii oraz gitarowych, a także klawiszowych popisów. Dlaczego więc mimo moich tak pozytywnych opinii wystawiam tylko ocenę dobrą? Niestety brzmienie zespołu o ile bardzo dobre, świetnie zaaranżowane i przygotowane z doskonałym wyczuciem formy nie jest niczym nowym. Podsumowując, „The After-Effect” to zbiór ciekawych, wpadających w ucho, ale też wymagających utworów, które sprawiają, że każdy miłośnik muzyki progresywnej powinien mieć ten krążek na swojej półce.

Tracklista:
01. King of Isolation
02. Sky Full of Dreams
03. Still Want to Prevaricate?
04. Lies
05. Dance with Confidence
06. I’m Not Afraid
07. Losing Breath
08. Restive Lull
09. Haters
10. No One Left to Blame

Ocena: 7/10

Autor: Robert Sierpiński

Recenzja płyty Osada Vida - „The After-Effect”

Udostępnij to

O autorze