Steel Drunk: Recenzja EPki “Vendetta”

0

Wielu fanów przesterowanych brzmień snuło w czasach edukacji gimnazjalno-licealnej marzenia o posiadaniu kapeli. Repertuar owej przybierał w marach postać rock’n’rolla z krwi i kości wzorowanego na największych klasykach gatunku, od AC/DC po Led Zeppelin. Dla wielu zapewne na marzeniach się skończyło. Co jednak, gdyby komuś się udało? Zapewne owocem tej działalności byłyby takie płyty jak „Vendetta”.

Od razu zaznaczam, że nie opisuję w ten sposób debiutu Steel Drunk, aby im ubliżyć. Zawartość tego krążka brzmi jednak jak suma wszystkich elementów potrzebnych do wywołania uśmiechu na twarzy młodocianego rockmana z kudłami do pasa i glanami na nogach. Dzikie, szybkie solówki gitarowe? Obecne! Zbuntowane teksty? Są! Bujające riffy w stylu Angusa Younga? Jakżeby inaczej!

W takim graniu nie ma oczywiście niczego innowacyjnego, ale i nie o to chodzi, aby muzyczną Amerykę tu odkrywać. Młodzi muzycy jeszcze szukają swojego brzmienia, raz się skłaniając bliżej klimatom ciężkiego bluesa (‘Zew Krwi’) innym razem podchodząc pod Metallikę (‘Wyścig z samym sobą’, w którym pod koniec zupełnie niespodziewanie pojawia się agresywna, pędząca podwójna stopa). Trzeba również przyznać, że chłopaki mają głowę do chwytliwych refrenów. Od pierwszego przesłuchania uczepia się ‘Marsz głupców’ czy bardzo prosty, a jednak skuteczny ‘Zew Krwi”.

Ceną młodzieńczej werwy jest jednak brak doświadczenia, który najbardziej słyszalny jest przy produkcji płyty. Utwór tytułowy ma zbyt głośny wokal, zaś instrumenty czasem chaotycznie zlewają się ze sobą, co słychać chociażby na zwrotkach w ‘Machinie Nienawiści’. Tomek Czyżewski w swoich wokalnych partiach miewa problemy z dykcją, która idealna być nie musi, ale w tym wypadku zakłóca momentami odbiór. Zdarza mu się też wypadać poza rytm. Słychać, że to nadal głos młodzieńczy, nie męski, przez co niektóre groźne z zamierzenia linijki tekstu brzmią trochę kiczowato. Te niedoskonałości da się jednak wyćwiczyć i przy odrobinie wprawy wokal będzie gryzł jak należy.

Mimo licznych technicznych wad, płyta Steel Drunk ma swój urok. To brzmienie rodem z demówki, denerwująca momentami maniera wokalna czy niegrzeczne teksty ni cholery nie pozwalają „Vendetty” uznać za pełnokrwistego, zadziornego hard rocka. Nie oznacza to jednak, że nie można z tej płyty czerpać przyjemności. Młodzi adepci aż kipią energią i jestem przekonany, że na żywo publika musi kupować ich muzykę w stu procentach.

I dlatego może lepiej wybrać się na koncert Steel Drunk. Mimo iż do stania się pełnoprawnymi rock’n’rollowymi killerami jeszcze im trochę brakuje, mają coś, czego brakuje wielu bardziej popularnym od nich i o wiele bardziej popularnym od nich kapelom. Potrafią wzbudzić sympatię. I dlatego ocena na razie niska, ale za to wystawiona z sympatią i życzeniami powodzenia.

 1. Machina Nienawiści
2. Zobaczyć więcej
3. Marsz Głupców
4. Wyścig z Samym Sobą
5. Zew Krwii
6. Vendetta

Vendetta

 

Wyro(c)k

66%
66%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    6
  • Instrumentarium
    7
  • Wokal
    7
  • Brzmienie
    5
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (3 głosów)
    5.5
Udostępnij to

O autorze

Vincent13

Miłośnik gitary pod każdą postacią, otwarty na różne gatunki muzyczne- od bluesa i funku po progresywny metal. Rok bez Woodstocku uważa za rok stracony. Poza muzyką zakochany w kinie, powieściach Agathy Christie i dziełach Beksińskiego.