Oto fragmenty wywiadu, jaki Brad Tolinski z Guitar World przeprowadził z Jamesem Hetfieldem:

O tekstach na Death Magnetic:
Tematem nowego albumu jest to, że wszyscy kiedyś umrzemy. To tak jak z biegunami magnesu – niektórych to przyciąga, a niektórych odpycha, ale wszyscy musimy zmierzyć się z tym. Jeśli chodzi o teksty, to wszystko zaczęło się od hołdu dla Layne Staleya i innych męczenników rock`n rolla. Ale od tego punktu to wszystko ewoluowało i rozwinęło się.
O albumie St. Anger:
Nie byłem wielkim zwolennikiem pozbycia się solówek. Jestem wokalistą i niewielu piosenek słucham tylko dla solówek, ale solo jest jak głos. Dlatego zrezygnowanie z tego elementu na St. Anger było – nie chcę używać słowa „nudne” – ale sprawiło że album jest dosyć jednowymiarowy. W danym momencie mieliśmy wokal albo riff. Albo ten dźwięk werbla.
O brzmieniu Death Magnetic:
Powiedziałbym, że to spojrzenie wstecz – wyłowienie esencji dawnych dokonań i wykorzystanie jej przy naszych obecnych umiejętnościach. Niemożliwe jest zupełnie odzyskać swoją niewinność albo dziewictwo. Gdy nagrywaliśmy nasz pierwszy album, nie mieliśmy żadnego szacunku dla władzy czy do tego, jak wyglądają pewne sprawy. Wchodziliśmy do studia, nagrywaliśmy co umieliśmy i tyle. Niektórzy inżynierowie dźwięku mówili: „Nie słychać wokalu” albo „Nie słychać gitary…co to za dźwięk?”, a my odpowiadaliśmy: „To właśnie my. Nagrywaj, proszę” (śmieje się). Teraz próbowaliśmy ponownie uchwycić to nastawienie. To był jeden z powodów dla których wybraliśmy Ricka Rubina. Jest dobry w uchwycaniu esencji artystów z którymi pracuje.
Więcej w grudniowym numerze Guitar World (dostępnym już teraz).