Świat heavy metalu był zszokowany, gdy dowiedziano się od tragicznym losie basisty Metalliki, Cliffa Burtona, który zginął, wypadając przez okno autobusu podczas wypadku na oblodzonej drodze, gdy byli w trasie po Skandynawii. Był ważnym elementem ówczesnej Metalliki, której sukces zawdzięczano głównie jego połączeniu stylu gry, ulicznych zachowań oraz scenicznej charyzmy. Zapraszamy do lektury wywiadu przeprowadzonego w San Francisco na pół roku przed tym wydarzeniem.

Pojawił się w życiu Metalliki wraz ze swoją gitarą basową oraz żądzą grania na pierwszym planie, z czym wiązały się jego harmoniczne kompozycje, elementy gry klasycznej oraz zamiłowanie do używania efektów typu distortion i wah-wah – „Orion” czy „Anesthesia” są jednymi z najlepszych przykładów jego niesamowitych umiejętności. Dzięki Bogu, że James, Kirk i Lars akceptowali jego pragnienia i pozwolili mu grać takim stylem, jakim uwielbiał – samowolnym. W przeciwieństwie do większości metalowych basistów, Cliff pokazywał nam coś więcej niż podążanie za ścieżką rytmiczną. To oni podążali za nim.
Dziś, po ponad 25 latach od jego śmierci, wciąż jest inspiracją muzyków i fanów. Jego zdolności są wszystkim dobrze znane, ale to jego osobowość była tym, co uczyniło go aż tak niesamowitą indywidualnością. Jego luźne spojrzenie na świat i pewność siebie doskonale kontrastowało z jego dzikością, którą odkrywał na scenie przed publiką. Był także wierny i oddany swoim kumplom, fanom i rodzinie.
Jeśli nie spotkaliście nigdy Cliffa, to co zaraz przeczytacie, pozwoli Wam spojrzeć wgłąb osoby, która była filarem zespołu. Cliff chętnie udzielał wywiadów, namawiając Larsa i Jamesa, do tego samego. Poniższy wywiad był przeprowadzony w lutym ’86, w starym mieszkaniu Jamesa i Larsa dla „Metaliimansion” po typowej pijackiej nocy w przytulnym Ruthie’s Inn, w Kalifornii.
Reporter: Kiedy zacząłeś swoją przygodę z muzyką?
Cliff: Zacząłem grać w 1976. Zwykle grałem tu i ówdzie z kumplami z okolicy, aż w końcu zacząłem grać z gośćmi nazywającymi siebie EZ Street, na część dziwkarskiego baru w San Mateo. ( w oryginale „strip joint in San Mateo” – Strip joint – slang, bar, gdzie „damy” rozbierają się do muzyki, a potem to już sami wiecie:) – przyp. tł. )
httpvh://www.youtube.com/watch?v=N1q0zLaXUuE
R: Jaki typ muzyki?
C: Jejku, to była kupa róznego gówna, w sumie bezsensownego. Robiliśmy dużo coverów, nic znaczącego. Ale cóż, byłem z nimi przez jakiś czas, kilka lat, w czasie których coraz bardziej się dezintegorwaliśmy. Wtedy zobaczyłem Traumę i pomyślałem „Cóż, mnie też na to stać.” I tak nie miałem nic lepszego do roboty.
R: A co z Twoimi autorytetami, inspiracjami?
C: Hmm..Cóż, jeśli chodzi o granie na basie, mogliby nimi być Geddy Lee, Geezer Butler, Stanley Clarke…
R: Ci najlepsi. A co ze Stevem Harrisem?
C: Cóż, nie bardzo, tak naprawdę, nie słyszałem o nim, dopóki…
R: Dopóki nie odkryłeś własnego stylu?
C: Taaa.. Lemmy [Motorhead] też miał na mnie wpływ przez używanie distortion do swojego basu. To było coś nowego, innego, podniecającego. Ale także gitarzyści mieli na mnie znaczny wpływ. Ludzie, jak… cóż, w sumie, Thin Lizzy, wszystko, co robił, miało na mnie wpływ.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=DgOG1L2VKhw
R: Phil (Keaggy – dop.tł.) był świetny.
C: Jimi Hendrix, Ulrich Roth, Schenker rónież, Tony Iommi – oni też mieli wpływ.
R: Twoje ulubione 5 albumów? Pytanie trochę głupkowate, wiem…
C: O kurczę, pięć ulubionych albumów… NIe no, może ulubione 5 zespołów. Wszystko, co jest twórczości Glena Danziga, czyli The Misfits albo Samhain, wszystkie te jego durnoty. Wszystko, co jest Thina Lizzy’ego. Co jeszcze? Chryste, co jeszcze? No kurwa mać!
R: English Dogs? Credence?
C: Nie, nie. Stare kawałki Black Sabbath. Co by tu jeszcze…Jest zespół nazywający się R.E.M., który bardzo lubię, o dziwo. Jest też…dużo starego Aerosmith, różne gówna nowego też zresztą. Lubię Aerosmith bardzo.
R: Więc, jak pierwszy raz spotkałes Metallikę?
C: Razem z Traumą wylądowałem w Los Angeles, zagraliśmy kilka numerów. Podczas tego, James i Lars zauważyli mnie i stwierdzili, że chcą mnie u siebie w zespole. Zaczęli do mnie wydzwaniać, łazić za mną, prosić, aż w końcu przyszedłem na ich wystep, gdy grali we 'Frisco. Ostatecznie Trauma mnie zaczęła, hm, wkurwiać, na rózne sposoby, więc po prostu powiedziałem „narazicho”.
R: Teatralnie?
C: Teatralnie? O tak, to był teatr. Zaczęli przystosowywać się do tych róznych dziwnych rzeczy, po prostu zaczęło zalatywac komerchą, TAKA muzyka mnie irytowała.
R: Chciałeś grać ciężej?
C: Zdecydowanie.
R: Więc oznajmiłes Metallice, że muszą się sprowadzić do San Francisco, jeśli masz dołączyć…
C: No taa, powiedziałem, że będa musieli się tu sprowadzić, bo nie byłem w stanie przeprowadzić się do Los Angeles, lubiłem San Francisco. A oni na to „ta, cóż, i tak zastanawiamy się nad tym.” . Zadziałało to, sprowadzili się do tego mieszkania, gdzie my siedzimy teraz, wszycy od początku pełni gotowi, no i podjarani przez ostatnie kilka dni. To było oczywiste, że nasza współpraca zaowocuje, zrobiliśmy to!
R: Co nam powiesz o tych pierwszych dniach? Strasznie sie polepszyliście od początku waszej działalności.
C: Wtedy była zabawa, teraz jest… zabawa.
R: Wyglądasz, jakbyś trochę porzucił swoją zasadę „Mam wyjebane”.
C: Myślę, że śmiało mógłyś stwierdzić, że dorośliśmy muzycznie, jeśli nie w ten sposób, to i tak sami w sobie przez te trzy lata. I teraz jest więcej na rzeczy.
R: O tak, więcej rzeczy na głowie, więcej ekipy, prawda? Wasza ekipa dobrze o was dba, co nie?
C: Taa. Wszyscy, których wybraliśmy, odwalają kawał dobrej roboty. Sprawnie to idzie.
R: W porządku. Gdzie według ciebie będziecie za kilka lat? Jesteście na takiej jakby swojej drodze do nieba, ale myślisz, że spotkacie się tam z Maidenami i Priestami? Na to wygląda teraz.
C: Em, nie wiem. Próbuję nie…kurde, próbuję nie spekulować na temat rzeczy jak te, wiesz, w sensie, mogę się mylić, gdy nie mam o czymś pojęcia. Po prostu staramy się jak najlepiej, a to zabiera nas tam, gdzie zabiera.
R: Jaki występ zapadł ci najbardziej w pamięć?
C: To jest to. Różne występy mają różne dobre strony, no i zawsze dobrze odwalić dobry występ w rodzinnym mieście. Ale są też występy inne, gdzie rzeczy dzieją się w 100%. Jest kilka takich, bo są rózne rzeczy, któe zapadają w pamięć. Ale nie przypiszę jednego, konkretnego występu, jako „tego najlepszego”.
R: W każdym razie, pewnie dobrze się na nich bawiłeś. Zawsze tak wyglądasz.
C: Na większości, owszem. Czasem chce ci się, czasem nie, ale koniec końców, zawsze skutkuje to czymś dobrym. Ciężko powiedzieć, co czujesz, gdy jesteś na scenie, bo nie wiesz tak naprawdę, co się dzieje. Po prostu robisz, a potem odkrywasz, co robiłeś.
R: Co powiesz nam o Donnington Festival?
C: To był dzień z celami do spełnienia i róznymi priorytetami. Graliśmy na wysokim poziomie przez cały dzień, a pojebusy i tak się przewracały pod sceną.
R: Nie powiesz, że robili to, bo Cię nie lubili.
C: Nie. Oni po prostu lubią takie rzeczy robić, a przy okazji i nas.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=uAjZU1izaCE&feature=fvst
R: Słyszałem także ciekawe wieści. Co z albumem „Master Of Puppets”? Powiedz nam coś o nim. Ulubiona piosenka?
C: Moją ulubioną piosenką z niego jest „Master”. „Master” jest najlepsza piosenką Metalliki, tak uważam. Tekst bardziej dociera do ludzi.
R: Tak samo jak muzyka?
C: Tak, wsyzstko się polepsza z czasem. Nazywamy to „postępem”.
R: A co z tymi bardziej thrasowymi, jak „Battery”, czy „Damage”?
C: Są…są… em, bardzo szybkie, no. Typowe rzeczy Metalliki. Szybkie. Ale jest też trochę innych.
R: Jak szły nagrania w studiu, tak bajerancko, jak były wyczekiwane?
C: Zabrały nam dużo czasu. Nie dysponowaliśmy nim zbyt dobrze, ale piosenki udały nam się naprawdę dobre, więc to, z czym wyszliśmy do ludzi, było dobre. Jak wspomniałem, mogliśmy lepiej rozdysponować czas, ale, ostatecznie, wyszło to na dobre.
R: Czyli dobrze było kontynuować styl z „Ride the Lightning”?
C: Zdecydowanie.
R: Co z twoim ekwipunkiem? Czego używasz jako wzmacniaczy?
C: Mega Boogie. Mam zestawy 4×12 oraz własnoręcznie złożony 115 cab.
R: Coś o specyfikacji?
C: To po prostu model 115 umieszczony w obramowaniu 4×12. Więc wiesz, wygląd z lepszym dźwiękiem. Gram na basach Aria. Aria Black & Gold są tymi, które preferuję najbardziej.

R: Co sie stało z Rickym? [Rickenbacker]
C: Trzeba popracować nad nim. Miałem Alembicę, dopóki mi go nie ZAJEBANO! Jeśli ktoś spotka bas z czarnym lakierem, sporych rozmiarów odbiciem na główce, to może być mój, więc.. po prostu przyślijcie mi go.
R: Na nowym albumie słyszałem krótkie bass solo, do którego użyty był pedał głośności. O co chodzi?
C: Chodzi Ci pewnie o intro do „Damage.” zrobiłem je całe na basie. To jest jakieś 8 lub 12 ścieżek basowych, dużo harmonii, efektów i róznych innych rzeczy. Dziwnie jest to nazywac „solo”, to jest więcej niż intro, ale to wciąż bas. Ale za to jest takie oto solo w „Orionie”, tuż obok małej gitarowej solówki. Nikt prawdopodobnie nie uwierzy, że to bas, ale to jest bas, cóż.
R: To świetnie. Jest to gdzieś w pierwszym przejściu?
C: Nie, cóz, raczej w 2/3 piosenki.
R: Zauważyłem, że nie stosowałeś takich rzeczy, jak w poprzednich piosenkach, czemu?
C: Tak, to prawda, to jest tak, że masz piosenkę do napisania i masz ją jak na tacy, albo możesz dodać coś nowego, by uczynić to lepszym. To podtrzymuje moje natchnienie, jest zabawniejsze. Wiesz, że trzeba coś zrobić.
R: Ulubiona piosenka z „Kill’em All” ?
C: (chrząka)
R: Niech zgadnę, „Anesthesia” ?
C: Nie no, nie nazwałbym tego piosenką.
R: Ale tam jest ukazany cały twój kunszt.
C: No dobra, ale piosenka to piosenka, wiesz. A to jest zwykłe solo.
R: W sumie racja. Cóż, pozostając przy starych piosenkach, co lubisz grać na żywo?
C: Lubię grać „Seek”. To jest łatwe, nie musze zwracać uwagi na to, co robię. „Four Horsemen” jest fajne.
R: Zauważyłem, że Dave nie zagrał tego w Sylwestra (chodzi o koncert Megadethu – przyp. tł.).
C: Czyżby?
R: Dave wyrzucił „The Mechanics” z setu.
C: Nie widziałem Dave’a tamtej nocy.
R: Jak wielu ludzi; zaczęli grac o ósmej wieczorem. Po prostu wydało mi się to trochę dziwne. Zrobili z tego zasadę, by nie grać tego w secie, i zawsze się do tego przykładają.
C: No cóż, ciekawe.
R: Powiedz nam coś o Spastikach jeszcze. [Spastik Children]
C: To wymówka, by trochę pograć bez sensu i popić bez sensu. Wiesz, Spastic Children są bandą POJEBANYCH DUPKÓW!
httpvh://www.youtube.com/watch?v=f8V-3BjWrgA
R: OK. Grasz tam na basie, podziel się szczegółami.
C: Chcesz szczegóły, Heraldzie?
R: Jeśli nie miałbyś nic przeciwko.Chyba, ze nie chcesz o tym rozmawiać.
C: Myślę, że raczej nie. Wtedy każdy będzie chciał o to pytać, rozumiesz? Za każdym razem, gdy będę udzielał wywiadów, będą się mnie pytali „a co to?” No chyba nie.
R: WIęc to jest po prostu thrashowanie, dobrze się bawiąc i nie przejmując, jak to brzmi?
C: Nie martwimy się niczym wtedy. To po prostu coś do roboty we wtorkową noc, kiedy nie masz nic do roboty. Nic wielkiego.
R: Masz coś do powiedzenia, by udzielić rady muzykom? Powiedzmy, co się stało w Twojej przeszłości, że cię wciągnęło w to wszystko? Jakie są Twoje wskazówki?
C: Cóż, przede wszystkim, zdecydowałem, że poświęcę temu życie.
R: To chyba jedyna droga, by zajść gdziekolwiek, czyż nie?
C: U mnie się to sprawdza. Wyobrażam sobie ludzi , którzy oddają się czemuś całkowicie i nie osiągają sukcesu, którego oczekują. To znaczy, jest wiele czynników na to wpływających, ale ten jest absolutnie najważniejszy – jakbyś miał poślubić to, gdzie zmierzasz, nie przejmując się gównem, które życie ci oferuje.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=cVPCC6V3xRs