Panowie znali się ze sobą naprawdę dobrze. W końcu przez pewien okres w historii Black Sabbath ze sobą grali. To jednak nie wszystko, ponieważ muzycy stworzyli także projekt o nazwie Heaven and Hell, pod szyldem którego zdążyli wydać jeden album – „The Devil You Know”. W ostatnim wywiadzie z The Midland Rocks legendarny gitarzysta wspominał zmarłego kolegę oraz tamten okres:
Ludzie często wspominają tę erę Dio w Black Sabbath i związane z nią albumy. Dla nas ta trasa szła świetnie. Tak samo jak płyta. Wszystko wyglądało wspaniale. I nagle już rozmawiałem z Ronniem przez telefon. To było zaraz po tym, kiedy dowiedział się o chorobie. Smutna historia. Chciałem życzyć mu wszystkiego najlepszego, ponieważ były jego urodziny, a on powiedział: „Oh, nie martwię się już o urodziny. Jestem dla wszystkich wystarczająco stary.”. Pozostawił po sobie wielką dziurę w muzyce. Miał tak fantastyczny głos. To było dla niego naturalne. Nigdy się też nawet nie rozgrzewał. Miał inne zwyczaje niż wszyscy. Na przykład Ozzy zawsze rozgrzewa się przed wyjściem na scenę. A Ronnie mógł siedzieć tutaj, rozmawiać, pić drinki, a za chwilę iść prosto na scenę i bez żadnego przygotowania śpiewać jak superbohater. Oczywiście, bardzo nam go brakuje. Świat muzyki jest jakby gorszy bez niego. Jasne, są świetni wokaliści, ale on był z pewnością jednym z tych naprawdę najlepszych.
