Till Lindemann o kondycji współczesnego rocka: “To koniec”

0

Ostatnimi czasy coraz częściej docierają do opinii publicznej wypowiedzi zasłużonych gwiazd rocka o tym, że muzyka którą przez lata współtworzyli umiera. Parę miesięcy temu Gene Simmons z Kiss swoim stwierdzeniem “rock and roll is dead” znów wywołał dyskusję, która powraca co jakiś czas. Tym razem w podobnym tonie wypowiedział się Till Lindemann, wokalista Rammstein, który właśnie dziś wydał płytę swojego najnowszego projektu Lindemann, “Skills in Pills”:

Jedyne, co mogę powiedzieć, to tyle, że nie chciałbym zaczynać z zespołem w dzisiejszych czasach. Jest raczej niemożliwe, by z tego wyżyć. Wytwórnie płytowe nie dają ci szans, nie tak jak za starych czasów, gdy mówiły “Masz tu kupkę pieniędzy, idź nagraj dobry album!” Muzyka w dzisiejszych czasach, w mojej opinii, jest szybko produkowana domowym sposobem, cyfrowa i niskobudżetowa. Jako debiutant nie masz szans. Wszystko jest tanie i niskobudżetowe i nic dobrego już nie wychodzi, oprócz DJów… Jest cała nowa kultura DJów, jak Skrillex i inni. Nastąpiła całkowita zmiana w muzyce, a jej jakość i gust jest zupełnie inny. Nigdy już nie zobaczymy takich zespołów jak Led Zeppelin, czy Black Sabbath. To koniec.

O kondycję rocka martwi się również frontman Judas Priest, Rob Halford, który w ostatnim wywiadzie stwierdził:

Czy będzie jeszcze kolejna, wielka rockowa gwiazda jak Ozzy Osbourne czy Axl Rose? Czy to naprawdę się liczy? Nie wiem, ale to się zmieniło. Dobre wieści są takie, że jest niesamowita paleta talentów, które pojawiają się z różnych stron i w różnych odmianach rocka. Przyszłość wygląda jasno.

Przytoczmy także niedawną, bardziej żartobliwą wypowiedź innej legendy ciężkiego grania, Cronosa z Venom:

Niedawno mówiłem jakiemuś kolesiowi z mediów – gdzie do cholery podziali się wszyscy frontmani? Gdzie oni zniknęli? Wydaje się, że jedną z najważniejszych brakujących w tej chwili spraw jest to, że te nowe osoby jak… I nie chodzi mi o kopiowanie… Ale o kolejną charyzmatyczną postać. Gdzie następny Ozzy Osbourne albo pieprzony Alice Cooper? Teraz są tylko dziewczyny, bo gdy widzisz występy takich artystów jak Pink i nawet tych pieprzonych Aguiler i resztę tych Katy Perry… One robią niesamowite show i te suki kopią dupę swoją postawą. I to jest “Wow!”. Frontmanki, podoba mi się to!

A wy jakie macie zdanie w tym temacie, jest jeszcze jakaś nadzieja na dobrą przyszłość gitarowej muzyki? Przypomnijmy, że kondycję obecnych legend sceny będziecie mogli sprawdzić już niedługo, bo chociażby na koncercie Judas Priest w łódzkiej Atlas Arenie 27 czerwca!

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!