Większość fanów ciężkiej muzyki dobrze zna historię Randy’ego Blythe’a, która wydarzyła się w Czechach. Wokalista zrzucił w 2010 roku ze sceny jednego z natrętnych fanów. Z powodu obrażeń odniesionych podczas upadku, Czech zmarł kilka dni później. Na skutek całego wydarzenia członek Lamb of God musiał przejść przez wiele nieprzyjemności, w tym przez aresztowanie na lotnisku w Pradze, sprawy sądowe i przede wszystkim kilkudziesięciodniowy pobyt w więzieniu.
W świeżym wywiadzie dla brytyjskiego Kerrang! Blythe opowiada, jak zmieniło się jego życie, gdy odrzucono wobec niego zarzuty dotyczące spowodowania śmierci człowieka:
To była wielka chmura, która ciążyła nad moją przyszłością. Gdy przechodzisz przez takie coś… Mogłem uczynić jedyną słuszną rzecz. Czułem się etycznie zobowiązany, aby stawić się do sądu. Zrobiłem to dla siebie. Musiałem to zrobić, żebym mógł spojrzeć na siebie w lustrze. Nie chciałem, aby to nade mną wisiało.
Nie trafiłem jeszcze na kogoś, kto by powiedział: „Tak, zrobiłbym dokładnie to samo, co zrobiłeś ty. Stawiłbym się tam sam, bo nie mógłbym w to uwierzyć” – wydawało mi się, że to będzie dobre rozwiązanie. Potem doszedłem do wniosku, że łatwo kogoś oceniać, bo ludzie nie wiedzą jak to jest, na ogół nie byli nigdy w takiej sytuacji. Być może więcej osób zareagowałoby i coś zrobiło, ale ja zdecydowałem się podjąć słuszną decyzję. Nie mam jednak prawa mówić nikomu, co ma robić.
Randy dodaje:
Uważam, że ludzie słabo się cenią. Nie jestem jedyną osobą, która przeszła przez coś ciężkiego i stawiła się temu twarzą w twarz. Nie jestem jedynym takim kolesiem i myślę, że ludzie nisko się oceniają. Mam przynajmniej taką nadzieję – to siedzący we mnie optymista. Inaczej zamieniłbym się w cynicznego, gorzkiego człowieka. Zbyt ciężko jest nie zrobić tego, co zrobiłem ja.
Zapytany o następstwa oskarżenia o morderstwo i procesu sądowego, Blythe odparł:
To nie zmieniło moich zasad, poglądu na życie czy czegokolwiek takiego tylko z tego powodu, że przeszedłem przez ciężki okres. Faktem jest, że czasami życie jest do dupy. Robisz to, co wydaje ci się słuszne. Takie jest jednak życie i, po prawdzie, nie pojawiły się u mnie jakieś wielkie zmiany. Po prostu szedłem za głosem serca. Nie zdałem sobie z tego sprawy w jakiś dramatyczny sposób. Coś w rodzaju przebudzenia w książkach dla dzieci – nie było czegoś takiego. Po prostu trafiłem na trudny okres, który przetrwałem najlepiej, jak potrafiłem.
Odbiegając lekko od problemów Randy’ego – nowa płyta Lamb of God będzie miała swoją premierę już w tym tygodniu, w piątek. Wszystkie kawałki ze ,,VII: Sturm und Drang”, które zostały do tej pory udostępnione przez zespół, znajdziecie na naszej stronie.

