W ostatnim artykule opublikowanym na magazynie Decibel pojawiły się wspomnienia różnych muzyków związane z niedawno zmarłym frontmanem Anal Count, Sethem Putnamem. Autorem jednego z wisów był Philip Anselmo (Pantera, Down). Możecie go przeczytać poniżej.
Znałem Setha kurewsko dobrze w latach ’90… Był niesamowity, ekstremista. Moim ulubionym albumem Anal Count jest i był 'Morbid Florist’. Wydaje mi się, że jest to niedoceniony, oryginalnie brzmiący klasyk, nawet dziś. Taka prawda. Seth miał dziwaczne, absurdalne poczucie humoru, które wkurzało wielu ludzi, jednak Seth od początku o tym wiedział. Jego humor mnie poruszył. Szczerze mówiąc, ten gość był niewiarygodnie kreatywny i dobrze się czuł w swoim małym królestwie. Mówiąc „małe królestwo” mam na myśli to, że stronili od wielu dużych zespołów. Seth się tym nie przejmował, ja robiłem później to samo ze swoimi kapelami!
Jednak nasza przyjaźń nie była zbudowana wyłącznie na samej muzyce; to były stare dobre, pijackie czasy. Oczywiście chodziliśmy wtedy na imprezy, jednak ten okres nędzy zmienił coś w moim życiu. Nie było tak w przypadku Setha. Jedynym co mógłbym tutaj wtrącić jest to, że Seth nie chciałby żebyśmy płakali nad jego śmiercią, taka jest prawda. Osiągnął światowy sukces robiąc to, co kochał. Smutne jest to, co się stało. Jeżeli byłeś jego fanem, przychodź na występy zespołu – on by tego chciał. Jeżeli nie byłeś, zrób co zechcesz…
RIP, Putnam…Walka skończona, śpij dobrze bracie.
