W lipcowym numerze magazynu Decibel (już do nabycia) znajdziecie 9-stronicowy hołd dla Jeffa Hannemana, a w nim m.in. wspominki innych artystów oraz ich reakcje na wieść o śmierci ikony. Wśród nich znalazł się Nergal, który wypowiedział się następująco:
„To była miażdżąca wiadomość. Slayer był czymś więcej niż zespołem. W Slayerze, dla mnie, zawsze chodziło o to całe podejście, które inspirowało mnie i Behemotha przez lata. Zawsze za to będę wdzięczny.
Pamiętam jak otwieraliśmy dla nich w Polsce lata temu po raz pierwszy. Miałem okazję poznać Armanda, technicznego Kerry’ego (R.I.P.), i dowiedziałem się, że był wielkim fanem Behemotha. Więc, gdy zobaczyłem jak testuje gitary grając „Counquer All” Behemotha, pękałem z dumy. Zawsze pozwalał mi oglądać Slayera z boku sceny. Gdy byliśmy z nimi w trasie na Mayhem w USA, chodziłem oglądać Slayera za każdym razem. Jednego dnia byłem po stronie Kerry’ego, innego po Jeffa. Jeszcze kiedy indziej oglądałem ich od frontu. Tak… jestem największym szczęśliwcem na ziemi!
Jeffa miałem okazję spotkać osobiście tylko raz. Wraz z kilkoma innymi kapelami, w tym z Cannibalami, robiliśmy grilla na parkingu i przyszedł do nas z Davem [Lombardo] – obaj w imprezowych nastrojach, ha ha – zachęciliśmy ich do odwiedzin naszego busa i porobienia wspólnych zdjęć. Wiem, to nic nadzwyczajnego – po prostu kolejna, imprezowa sytuacja. Ale miejcie na uwadze, że dla dzieciaka, który dorastał słuchając „Evil Has No Boundaries” mając 9 lub 10 lat, takie coś znaczy WSZYSTKO.
Będzie cię brakowało, Jeff.”
