Andrew Haug, prowadzący audycję „The Racket” w australijskiej stacji radiowej Triple J (a jednocześnie perkusista zespołu Contrive) przeprowadził ostatnio wywiad z Larsem. Rozmowa trwa 18 minut i poruszono w niej kilka ciekawych tematów, które wymieniliśmy w tytule niusa. My wybraliśmy co bardziej interesujące fragmenty (na oko ponad 3/4 całości) i przetłumaczyliśmy je dla Was. Oprócz tego w rozwinięciu wpisu znajdziecie też pełne nagranie rozmowy.

Porozmawiajmy o albumie „Death Magnetic”. Jakie macie nastawienie do niego po dwóch latach promowania tego nagrania?
Trudno mi przypomnieć sobie jakiś inny album Metalliki, który tak długo wywoływałby tyle pozytywnych reakcji. „Death Magnetic” ma dobry żywot. Skończyliśmy go jakieś dwa i pół roku temu. Ostatnio gdy byłem u siebie, puściłem sobie parę kawałków w samochodzie – kilka, może trzy, cztery kawałki – a on nadal brzmi… chodzi mi o to, że ma w sobie świetną energię, uderza w twarz, jest taki zwariowany, pełen energii, cool. Na wielu poprzednich albumach dostrzegaliśmy wady zaraz po wydaniu lub przekazaniu wytwórni, z kolei „Death Magnetic” w dalszym ciągu postrzegany jest bardzo pozytywnie.
Jak skomentujesz negatywne reakcje odnośnie przesterowanego brzmienia tego alburmu? Sam słuchałem wersji CD i przyznaję, że słychać różnicę wobec wersji z Guitar Hero.
Robimy co w naszej mocy, usiłujemy uzyskać najlepszy możliwy efekt, ale doskonali nie jesteśmy. Takie rzeczy zawsze będą miały swoje niedoskonałości. Siedzisz i nagle sobie myślisz: „Dobra, podkręćmy to tak głośno, jak tylko możliwe”. Wcielasz to w życie, a ktoś z tego powodu dostaje skrętu kiszek, dlatego też ciężko jest przewidzieć wszystkie reakcje. Oczywiście, jeśli słuchasz tego na małych słuchawkach czy na czym innym przez MP3, przy kompresji dźwięku, to klimat muzyki jest trochę inny niż na wielkim zestawie stereo. Sądzę, że ludzie zawsze coś znajdą, stąd też robimy co możemy na każdym froncie. A w przypadku tego nagrania może nam się ręka poślizgnęła… Być może podkręciliśmy głośność do… 110% to za dużo? No to może ustawiliśmy na 120%.
Wielu fanów kojarzy Metallikę z energią. Co motywuje was do dążenia przed siebie, ciągłego „go, go, go!”?
Ten zespół to dobra zabawa. Gdy myślę o tym zostawiając kolejny dzień za sobą, to uważam, że wszystko sprowadza się do dobrej zabawy. Wielu patrzy na to jak na pracę, ale tak wcale nie jest. Możliwość grania na żywo, dawania ludziom punktu odniesienia, sposobu oderwania się od codzienności. Do tego dochodzi możliwość spotykania się z fanami na Meet & Greet, wysłuchania, jaki wpływ się miało na życie tych wszystkich ludzi. Ledwo nadążam z pilnowaniem własnego życia prywatnego, ale granie muzyki z Jamesem, Kirkiem i Robertem jest tą rzeczą, dla której codziennie wstaję z łóżka.
Jeżeli chodzi o fanów, to od początku naszej kariery staramy się dawać wszystkim do zrozumienia, że jeśli z czymś nie będziemy się dobrze czuli, to i inni nie będą z tego zadowoleni. Nie ma mowy o godzinach rozważań, co ludziom może się spodobać, bo nie jesteśmy produktem, nie jesteśmy żadną pastą do zębów, która musi być dostosowana do potrzeb. Robimy co w naszej mocy i to ma podobać się nam, a jeśli tak, to mamy nadzieję, że zadowoleni są też inni. Szczególnie w tych czasach, gdy jest internet, a każdy ma własne zdanie na każdy temat.
Zatrzymajmy się przy temacie internetu. Jak do tego podchodzisz? Czytałeś może kiedyś opinie o sobie np. na Youtube?
Sądzę, że mam dobrą równowagę w tych sprawach. To było fajne parę lat temu, gdy wszystko się rozkręcało, można było zobaczyć, co sądzą inni. Lecz z czasem… myślę, że teraz nie odczuwam potrzeby pilnowania tego aż na takim poziomie. Oczywiście, czytam recenzje w najważniejszych czasopismach, ale nie mam czasu czytać każdego jednego komentarza, ani mnie to nie interesuje, uważam to za niepotrzebne, bo dostałbym chyba zawrotów głowy. Mam trójkę dzieci, wiele obowiązków domowych, więc może gdyby 20 lat temu internet miał taką formę, jak obecnie, to być może wtedy bym czytał dokładnie każdy jeden komentarzyk na nasz temat. Metallica funkcjonuje obecnie lepiej, niż kiedyś, właśnie dlatego, że mamy w swoich życiach inne sprawy, przez co zespół nie jest dla nas głównym nurtem. W ten sposób Metallica nie jest tematem, nad którym dumamy do przesady, kierujemy się raczej instynktem. Jest tyle spraw, że nie mamy kiedy spierać się o drobne szczególiki.
Metallica wywarła wpływ na nieskończenie długą listę zespołów. Czy czujecie bliskość wobec społeczności metalowej na całym świecie?
Taa, staram się śledzić to, co dzieje się w metalu. Nie jestem zupełnie na bieżąco i nie słucham każdego jednego albumu, który wychodzi, ale w tym wieku i przy tylu sprawach nie da się dopilnować każdej deathmetalowej kapeli.
Jaka jest najgorsza kompozycja Metalliki, np. taka, o której możnaby powiedzieć – wzorem twego ojca – „delete that” („skasujcie to” – słynny fragment filmu „Some Kind of Monster” – red.)? Chodzi mi o taką, co do której masz świadomość, że „eee, to jednak nie to, tego tu nie powinno być”.
Nie wiem jak to powiedzieć, ale z całą pewnością nie jestem fanem czegoś, co nazywamy rytmem walca – „ta dum, ta dum, ta dum, raz dwa trzy„. Na „Black Albumie” jest jeden kawałek, który ma właśnie taki rytm – „ta da la, ta da la da” i takie tam. Zdecydowanie nie jest to mój ulubiony utwór.
„Don`t Tread On Me”? „Tu du du duuut”. Tam jest kilka dobrych riffów! A „The Struggle Within” to prawdziwy killer.
Bo czekamy z tym numerem na wyjątkowy dzień – na grillowanie u ciebie na działce.
Jesteście mile widziani… Chciałbym spytać, w jaki sposób wpłynął na ciebie sukces, który odniosłeś. Nie mówię o aspekcie finansowym, tylko raczej o światopoglądzie, o wpływie na to, jak patrzysz na świat budząc się rano.
[Dłuuuuuuuuga cisza] Sądzę, że udało nam się pozostać na ziemi. Ale jak już poruszamy ten temat… Wiesz, w pewnym sensie jestem snobem jeśli chodzi o jedzenie. Jedzenie wspaniałych potraw jest dla mnie dużą przyjemnością. Mogę jeść cheeseburgery i frytki, bardzo to lubię, ale jednocześnie bardzo doceniam możliwość jedzenia czegoś na wyższym poziomie.
Co do zmian to uważam, że na pewno nie daliśmy się zwariować. Wiesz, obrywa mi się trochę od żony, każe mi zmywać naczynia i dawać w ten sposób przykład dzieciom. Wiesz, zmywanie naczyń po kolacji – jeślibym tego nie zrobił, to nie odzywałaby się do mnie przez trzy dni. Jednak najwięcej w moim życiu nie zmieniła Metallica, lecz dzieci. Kiedyś myślałem przede wszystkim o sobie, było tak we wszystkich sprawach, teraz z kolei myślenie o sobie jest gdzieś tam na końcu, za dziećmi, żoną, Metalliką, paroma innymi rzeczami, wtedy dopiero mam czas, gdy przychodzi mi do głowy: „O, pora na Larsa!„. Ale wporzo, to część starzenia się.
Wiele osób mówi mi, że świetnie naśladuję Larsa Ulricha. Proponuję, żebyś zadał mi pytanie mówiąc z australijskim akcentem, a ja odpowiem „twoim” głosem.
No dooobra, pozwól, że spytam, noo, dziesięć lat temu, wiesz… [średnio udane naśladowanie – red.] Lars, powiedz mi, czemu ty jesteś taki chciwy, dlaczego dobrałeś się do Napstera?
Bo chodzi o to, że ludzie kradną nasze nagrania, ja muszę ciężko harować, dlatego czuję, że ludzie powinni płacić za naszą cholerną muzykę, bo przecież tak mocno nad nią się napociłem. Gdy słucham naszej muzyki, to myślę sobie, jaki ona ma wspaniały klimat, zadaję sobie pytanie, jak inni mogą to kraść.
Wiesz co? Leć na scenę i graj za mnie, ja wskoczę do studia radiowego. Wystarczy, wypisuję się. Lars Ulrich idzie do radia! Popatrzcie na te włosy! Cofająca się granica włosów…
Pełny odsłuch wywiadu:
Część 1:
Część 2:
Część 3:
Część 4: