Basista Megadeth lubi udzielać wywiadów. Poniżej możecie przeczytać garść wypowiedzi Ellefsona dot. 'Wielkiej Czwórki’, ze szczególnym uwzględnieniem Metalliki, dość mocno zresztą wychwalanej…

Jak wam się teraz układa z Metalliką?
Bardzo dobrze. Zawsze miałem z nimi dobre relacje. Nigdy nie byłem w Metallice więc ich lubię. Uważam, że są świetni. Zawsze lubiłem ich jako kolesi, uważałem, że są cool, ich zespół dobrze buja, a nagrania są wspaniałe. Po prostu srogi zespół koncertowy.
Jeśli chodzi o oczywiste sprawy dotyczące naszej kapeli i w ogóle innych zespołów, szczerze to mówię – wspaniale, że Metallica osiągnęła tak olbrzymi sukces. Jednocześnie to bardzo fajne z ich strony, że chciało im się wyjść z blasku reflektorów i wrócić do tej sceny metalu, którą wszyscy wspólnie stworzyliśmy. Wiele lat temu udało im się odejść z tego środowiska dzięki albumom, które nagrali, i kawałkom, które napisali – co też zawsze podziwiałem, bo większość zespołów tego nie potrafi.
Megadeth na pewien czas to się udało. Slayerowi – nigdy. Anthrax zmontował parę kreatywnych i fajnych rzeczy. Obecnie każdy zespół z naszej czwórki ma bardzo odmienne brzmienie pomimo tego, że wywodzimy się muzycznie z tego samego miejsca i w jakimś stopniu każdy z nas okazuje się być gałęzią drzewa Metalliki. Dave był w Metallice, ja grałem z Davem, Kerry King był w Megadeth. W ten czy inny sposób wszyscy stanowimy siłę uderzeniową Metalliki. Możemy to porównać do zjazdu rodzinnego, który jest bardzo zdrowy i stanowi dobrą zabawę.
Zapytany o młode zespoły, Ellefson odpowiada:
Jednym z dużych zespołów metalowych, który rzeczywiście wypracował sobie pozycję i moim zdaniem na nią zasługuje jest Lamb of God. Fantystyczni. As I Lay Dying to też fajna kapela. Zawsze są zespoły, które pracują ciężko by osiągnać wyższy status, a ja staram się być w tych sprawach na czasie. Jednym ze sposobów by być z tym wszystkim na bieżąco jest po prostu bycie na trasie. Muzyka otacza cię wtedy nieustannie więc to dobra metoda by być wystawionym na wszelkie nowości.