3.5. Metallica w XXI wieku
Po nagraniu kilku płyt, które spotkały się z ogromną krytyką mediów oraz niezadowoleniem fanów, logicznym posunięciem zespołu powinna być próba poprawienia swojego, upadającego wizerunku. Jednak zamiast tego, wraz z rozpoczęciem nowego milenium, Metallica wykonała krok, który w oczach wielu osób przekreślił dobre imię grupy, na cały dalszy przebieg jej kariery. „Członkowie Metalliki (…) stracili twarz, gdy perkusista Lars Ulrich i frontman James Hetfield wypowiedzieli się przeciwko ściąganiu plików muzycznych z netu.” skomentował sytuację zespół Iron Maiden w swojej biografii . Ostra krytyka, tym razem dotyczyła pozwu sądowego, jaki złożyła Metallica przeciwko firmie Napster w 2000 roku. W tym samym okresie zespół zakończył pracę nad utworem „I Dissapear”, który miał trafić na ścieżkę dźwiękową do filmu „Mission Impossible 2” – było to pierwsze tego typu przedsięwzięcie w jakie zaangażowała się grupa. Kiedy nieoficjalna wersja kompozycji została wyemitowana przez stacje radiowe, Metallica postanowiła poszukać winnych tej sytuacji. Okazało się, że miejscem, z którego wypłynął utwór jest strona internetowa umożliwiająca pobieranie muzyki z sieci w formacie mp3. Należy tutaj pamiętać, iż na początku XXI wieku, nielegalne pobieranie muzyki z internetu nie było powszechnym zjawiskiem, podobnie jak miejsca, które to umożliwiały. Metallica, której przedstawicielem w tej sprawie został Lars Ulrich, rozpoczęła walkę z założycielem Napstera, którą szybko zainteresowały się media. Przedstawiły one Larsa, jako skąpego, nastawionego jedynie na zysk aroganta, czego skutkiem było odwrócenie się od zespołu kolejnej rzeszy fanów. Formacja próbowała bronić swoich racji podkreślając, iż więcej środków finansowych była zmuszona zainwestować w sprawy sądowe, niż uzyskałaby z tantiem, a istotą sprawy była tutaj ochrona własności intelektualnej. Jednak „sprawa Napstera” do dziś wywołuje negatywne uczucia u fanów Metalliki na całym świecie .
Po zdających się nie mieć końca wpadkach zespołu, Metallica postanowiła wyruszyć w długą trasę koncertową. Występy na żywo, począwszy od lat osiemdziesiątych, pozostały mocnym i niezawodnym punktem grupy. Formacja spędziła prawie dwa lata w drodze, po czym rozpoczęła pracę nad kolejnym albumem. Entuzjazm fanów czekających na nowe wydawnictwo Metalliki, w przeciwieństwie do minionych lat, był osłabiony. Zmieniło się to, kiedy podczas wywiadów muzycy zaczęli opowiadać o nowym materiale. Jednego z nich udzielił Kirk Hammett polskiemu wydaniu „Metal Hammer” mówiąc między innymi o brzmieniu nowego wydawnictwa: „Powiedziałbym, że ta płyta w pewnym sensie odnosi się do tego, co robiliśmy w latach osiemdziesiątych, jednocześnie brzmiąc nowocześnie świeżo; no i czuć w niej zapał z jakim tworzyliśmy… Nie jest to cofanie się w przeszłość, ani próba powielania przeszłości. (…) Metallica idzie do przodu.” . Mimo iż, data premiery nowego albumu była kilkakrotnie przesuwana, po wysłuchaniu pierwszych utworów składających się na materiał, dziennikarze najpopularniejszych magazynów traktujących o muzyce metalowej jak „Kerrang” czy „Metal Hammer” znów zwiększyli swoje zainteresowanie grupą i potwierdzili powrót grupy do dawnego brzmienia. Metallica poza zmianą producenta, którym został Rick Rubin przywróciła solówki gitarowe Kirka Hammetta, których zabrakło na „St. Anger” oraz pozwoliła sprawdzić się w komponowaniu muzyki nowemu basiście Robertowi Trujillo . W wywiadzie dla pisma „Teraz Rock”, Lars Ulrich podkreśla wagę członkostwa Trujillo w Metallice słowami: „Łatwo się z nim gra, bo reprezentuje chemię, która pasuje do tego zespołu i do naszych osobowości. (…) Rob jest po prostu idealnym punktem pomiędzy mną, a Jamesem.” . Ponadto Bartek Koziczyński, dziennikarz wspomnianego pisma zauważa w swojej recenzji, że na nowej płycie słychać groove , który według niego pojawił się za sprawą nowego muzyka, który nie pozwolił zepchnąć swoich pomysłów i talentu na dalszy plan w przeciwieństwie do Newsteda . Po premierze albumu „Death Magnetic” pojawiły się surowe opinie na temat produkcji płyty. Utwory nagrano zbyt głośno oraz były za długie. Jednak brzmieniowo, Metallica udowodniła, że ostatnie lata i nagrywanie płyt różnych od tych z lat osiemdziesiątych, było ich świadomą decyzją – nie spadkiem formy. „Death Magnetic” w pierwszym tygodniu po premierze sprzedał się w ilości ponad pół miliona egzemplarzy oraz stał się piątym albumem Metalliki z rzędu, który trafił na pierwsze miejsce listy „Billboard 200” . Wydawnictwo zostało docenione także w Polsce. Magazyn „Teraz Rock” ocenił materiał na maksymalną ilość czterech gwiazdek oraz okrzyknął album płytą miesiąca .
Pojęcie Wielkiej Czwórki Thrash Metalu pojawiło się najprawdopodobniej w późnych latach osiemdziesiątych za sprawą czterech przełomowych albumów ekstremalnych wydanych w roku 1986. Był to „Master Of Puppets” Metalliki, „Reign In Blood” Slayera, „Peace Sells… But Who’s Buying?” Megadeth oraz „Among The Living” formacji Anthrax. Mimo iż, na ostatnie miejsce w grupie najlepszych zespołów thrash metalowych bardziej zasługiwał Exodus oraz Testament, nie mieli oni wystarczająco dużo szczęścia, żeby do niej trafić. Tuż przed pojawieniem się Metalliki w na gali Rock And Roll Hall Of Fame Lars Ulrich stał się pomysłodawcą uczczenia działalności całej czwórki, organizując wspólną trasę. Do zjednoczenia i legendarnej serii koncertów mogło dojść dużo wcześniej, jednak nie pozwalał na to spór trwający od lat miedzy Dave’em Mustainem oraz Metalliką. Jednak w 2009 roku Mustaine został zaproszony na ceremonię wstąpienia Metalliki do rzeczonego Rock And Roll Hall Of Fame. Mimo iż, muzyk nie mógł się tam pojawić, złożył osobiste gratulacje zespołowi, co świadczyło o zażegnaniu konfliktu. Wówczas Lars Ulrich rozpoczął planowanie pierwszych wspólnych koncertów Wielkiej Czwórki . Historyczny moment spotkania czterech gigantów thrashu na jednej scenie nastąpił 16 czerwca 2010 roku na warszawskim Bemowie i zgromadził imponującą liczbę około 100 tysięcznego tłumu słuchaczy. Poza Polakami możliwość obejrzenia tego wydarzenia miało jeszcze 10 innych krajów Europy, co spotkało się z ogromną krytyką w Stanach Zjednoczonych, które są ojczyzną wszystkich zespołów. Mimo iż, Metallica coraz częściej myliła się podczas występów na żywo, co nie umknęło dziennikarzom muzycznym oraz została posądzona o kolejne przedsięwzięcie mające na celu jedynie powiększyć budżet zespołu, trasa Wielkiej Czwórki była jednym z najważniejszych wydarzeń muzycznych pierwszego dziesięciolecia XXI wieku .
Podczas obchodów dwudziestopięciolecia istnienia Rock And Roll Hall Of Fame w 2009 roku, wśród gwiazd uczestniczących w koncercie, wystąpił wspominany przeze mnie w poprzednim rozdziale Lou Reed, frontman grupy The Velvet Underground wraz z Metallica. Wówczas pojawiła się idea współpracy między muzykami. Pomysł wszedł w życie dwa lata później i zaowocował wydanym w październiku 2011 albumem dwupłytowym „Lulu”. Materiał był eksperymentem i próbą połączenia artystycznych pomysłów Reeda oraz charakterystycznego, ciężkiego brzmienia Metalliki. Jest to także pierwsza produkcja zespołu, której muzycy nie włączają do oficjalnej dyskografii. „To nie będzie tak naprawdę stuprocentowy album Metalliki. To projekt, ujmę to w ten sposób bez zagłębiania się w szczegóły – bardziej projekt studyjny, niż płyta Metalliki z prawdziwego zdarzenia” mówił o wydawnictwie Hammett przed jego premierą. Album na wstępie szokuje tym, jak został stworzony i jak wyglądały postępy prac nad „Lulu”. Teksty i muzyka są autorstwa Lou Reeda i pochodzą z oprawy dźwiękowej, którą przygotował do sztuki opartej na dramatach Benjamina Franklina Wedekinda o tym samym tytule. Zaskakuje fakt, iż Metallica zgodziła się na przyjęcie cudzych kompozycji oraz na pełnienie roli głównie odtwórczej, mając przewagę liczebną nad Lou Reedem, większe sukcesy komercyjne oraz bezkompromisowego Larsa Ulricha w składzie. Jednak muzycy podchodzili do tematu inaczej. James Hetfield zauważał także plusy tego, iż zespół dostał prawie cały, gotowy materiał na wspólną płytę: „Mogłem porzucić rolę wokalisty i tekściarza i skupić się na części muzycznej. To były bardzo mocne teksty wzbogacone przestrzeniami dźwiękowymi, które miały służyć wykreowaniu atmosfery. Lars i ja usiedliśmy z gitara akustyczna i pozwoliliśmy by niezapełnione fragmenty zabrały nas tam gdzie trzeba.” mówił. Jak widać z wypowiedzi, na aranżację utworów i wkład Metalliki w kompozycje Lou Reeda ponownie miał wpływ jedynie Ulrich i Hetfield. Mimo zapewnień o wyjątkowości albumu, zespół ostrzegł fanów, że to eksperyment jakiego się nie spodziewają. Hetfield tłumaczył w wywiadach z mediami, że Metallica nie próbuje w tej sposób „:igrać” ze słuchaczami . Zespół nigdy nie lubił się ograniczać, zawsze korzystał z nietypowych rozwiązań na płytach, za to począwszy od lat dziewięćdziesiątych mógł pozwolić sobie na zaspokajanie w pierwszej kolejności swoich potrzeb artystycznych. Media w większości skrytykowały płytę i były tak surowe, jak zniecierpliwieni eksperymentami zespołu fani. Oficjalna polska strona poświęcona Metallice – deathmagnetic.pl zamiast opublikować kolejną recenzję albumu na swoim portalu, które ukazywały się wówczas w każdym medium muzycznym poświęconym tematyce rockowej, zrobiła ankietę, w której każdy słuchacz mógł się wypowiedzieć na temat wydawnictwa. Wśród licznych negatywnych opinii znalazły się takie jak: „Cheat on me jest fajne, takie czilałtowe, ale jak Lou zaczyna śpiewać, to jak pazurem po tablicy.”, „Cała płyta to totalny GNIOT!”, „Jak na razie Lou to największa porażka wokalna, jaką kiedykolwiek słyszałem. To już młodociane zespoły istniejące od trzech dni mają lepszych wokalistów.” . Jedna z niewielu, jeśli nie jedyna, pozytywna recenzja płyty w Polsce ukazała się w „Newsweeku”, jednak nie jest to pismo specjalizujące się w recenzjach płytowych, dlatego nie odbiła się większym echem. Podsumowując, „Lulu” mimo wysokiej sprzedaży (biorąc pod uwagę ogólne standardy, bo jak na markę, którą stworzyła Metallica, nie był to imponujący wynik) było kolejnym posunięciem Metalliki, które rozczarowało ich fanów.
Po kontrowersyjnej współpracy z Lou Reedem, grupa postanowiła „ugłaskać” zniecierpliwionych fanów, wydając mini album „Beyond Magnetic”, który zawierał cztery utwory, które nie trafiły na „Death Magnetic”. Co ciekawe, jeden z utworów był hołdem dla Laneya Stanleya zmarłego członka Alice In Chains. Po „To Live Is To Die” to pierwsza autorska kompozycja zespołu poświęcona zmarłemu artyście. Materiał spotkał się z dość dobrym przyjęciem, jednak niektórzy nieufni dziennikarze i fani zarzucali zespołowi brak nowych pomysłów oraz działanie motywowane chęcią pozyskania kolejnych pieniędzy .
U schyłku roku 2012 Metallica, po wcześniejszym nieprzedłużeniu umowy z Warner Music Group, stworzyła własną wytwórnię „Blackened Recordings”. Ponad to grupa wynegocjowała prawa do wszystkich swoich dotychczasowych dokonań (muzyki, wideo, teledysków, tzw. taśm matek). Skutkiem tego posunięcia jest fakt, iż bez względu na to jaki materiał będzie chciała wydać Metallica (nowy czy też pochodzący z archiwów zespołu), będzie on sygnowany logiem ich własnej wytwórni. Zespół po ponad trzydziestoletniej działalności stał się niezależny, w pełni może decydować o swoim dorobku artystycznym oraz jest za niego po raz pierwszy w stu procentach odpowiedzialny .
Tworząc własną wytwórnie Metallica, poza presją mediów i fanów, zyskała kolejny powód, aby nagrać nowy album. Następne wydawnictwo zespołu miało być pierwszym materiałem, oznaczonym logo prywatnej wytwórni formacji. Jednak grupa, podobnie jak działo się przez ostatnie dziesięciolecie, miała inne plany. Lars Ulrich znany z zainteresowań szeroko pojętą sztuką, na początku XXI wieku silniej związał się z przemysłem filmowym. Zaczął występować w produkcjach takich, jak „Idol z piekła rodem” wcielając się w samego siebie. Jednak przełomem okazał się „Hemingway i Gellhorn”, gdzie Ulrich zagrał ambitniejszą rolę. Kontakt ze światem filmu zainspirował muzyka do stworzenia kolejnej eksperymentalnej produkcji wraz z Metalliką. Nowe pomysły Ulricha poskutkowały pracami nad filmem 3D zatytułowanym „Metallica: Through The Never”. Zespół zdecydował się na samodzielne sfinansowanie przedsięwzięcia, co świadczyło o niezwykle dużym budżecie jaki posiadali, chęci zniwelowania kontroli nad swoją pracą do minimum, pewności siebie i ryzyku, którego nie bali się podjąć . Koncepcja produkcji polegała na stworzeniu widowiska artystycznego, wzorowanego na „The Wall” Rogera Watersa, który połączył muzykę ze sztuką teatralną. W tym celu Metallica stworzyła specjalną scenę oraz rekwizyty takie jak trumny zawieszane przy suficie, ogromnych rozmiarów figura Temidy z okładki „…And Justice For All”, która w odpowiednim momencie miała rozpaść się na kawałki, krzyże wyłaniające się ze sceny podczas „Master Of Puppets”, czy krzesło elektryczne pochodzące z „Ride The Lightning” strzelające błyskawicami. Metallica do tej pory poza kilkoma fajerwerkami, standardowym ogniami i wystrzałami poprzedzającymi utwór „One”, nie skupiała się na oprawie scenicznej koncertów. Ich energia i muzyka broniła się sama, a liczba granych koncertów i krótki czas w jakim musieli pokonywać ogromne odległości, utrudniał by przewóz dodatkowego sprzętu. Dlatego koncert uwieczniony na filmie 3D jest przełomem jeśli chodzi o „show” i próbę wizualizacji muzyki przez zespół. W późniejszym czasie pojawił się pomysł uzupełnienia koncertu fabułą, której najlepszym recenzentem był sam Ulrich mówiąc: „Praca nad tym filmem zajęła mi trzy lata, ale nie mam pojęcia, o czym jest.” . Mimo fabuły, która dla większości widzów była równie niezrozumiała, co dla Larsa, muzycznie – „Through The Never” to świetna produkcja.” Cieszy na pewno, że w tym nafaszerowanym atrakcjami trójwymiarowym widowisku nie zgubiło się to, co nadal jest w przypadku tego zespołu najważniejsze – muzyka. Zespół prezentuje świetną formę, nawet nie zawsze staranny jako instrumentalista Lars Ulrich jest wyjątkowo zdyscyplinowany.” pisze w swojej recenzji filmu Paweł Piotrowicz .
Przypisy:
P. Stenning, Iron Maiden – Historia Żelaznej Dziewicy, tłum. M. S. Fog, Poznań 2011, s. 270.
J. McIver, Metallica – sprawiedliwość dla wszystkich, tłum. K. Oszczyk, Poznań 2009, s. 276-373.
R. Mendroch, Metallica, „Metal Hammer” 2008, nr 10 (208), s. 10.
M. Pawlak, Metallica: Bardzo dobra wizytówka, „Mystic Art” 2009, nr 1 (48), s. 15-17.
B. Koziczyński, Rodzina przede wszystkim, „Teraz Rock” 2008, nr 9 (67), s. 26-27.
groove metal – podgatunek muzyki metalowej, który wyewoluował z thrash metalu na początku lat dziewięćdziesiątych XX w., http://pl.wikipedia.org/wiki/Groove_metal [dostęp: 24.05.2014].
B. Koziczyński, Metallica – Death Magnetic, „Teraz Rock” 2008, nr 10 (68), s. 85.
Rock And Roll Hall Of Fame – muzeum rock and rolla i rocka oraz hall of fame honorująca artystów rockowych i inne osoby, które wniosły zasadniczy wkład w rozwój tych gatunków muzyki., http://pl.wikipedia.org/wiki/Rock_and_Roll_Hall_of_Fame [dostęp: 24.05.2014].
B. Koziczyński, Czterej jeźdźcy, „Teraz Rock” 2010, nr 6 (88), s. 22-25.
Ł. Dunaj, Wielka Czwórka, „Mystic Art” 2010, nr 2 (52), s. 19 -21.
M. Krzywiński, Metallica, „Metal Hammer” 2011, nr 11 (245) s. 65.
Benjamin Franklin Wedekind – aktor i dramatopisarz pochodzenia niemieckiego, twórca dramatów takich jak: „Duch Podziemi” i „Puszka Pandory”, M. Krzywiński, Metallica, „Metal Hammer” 2011, nr 11 (245) s. 62-65.
http://www.deathmagnetic.pl/inne/wy-o-lulu-czyli-polscy-fani-metalliki-oceniaja-najnowsze-dzielo-zespolu/ [dostęp: 22.05.2014].
http://pl.wikipedia.org/wiki/Beyond_Magnetic [dostęp: 24.05.2014].
http://www.deathmagnetic.pl/inne/metallica-tworzy-blackened-recordings-i-staje-sie-niezalezna/ [dostęp: 22.05.2014].
B. Koziczyński, Musi być ogień, „Teraz Rock” 2013, nr 11 (129), s. 28-31.
http://muzyka.onet.pl/metal/metallica-through-the-never-biczowanie-w-3d-recenzja/157em [dostęp: 24.05.2014].
