Dziś prezentujemy jeden z wywiadów, ostatnio przeprowadzonych z Metalliką przez portal iafrica.com. Pada w nim kilka ciekawych pytań, dotyczących bezpośrednio Death Magnetic. Ponadto Lars zdradza swoje plany na temat setlist na nowej trasie – brzmi to conajmniej zachęcająco. Zapraszamy!
Jakie są wasze odczucia wobec Death Magnetic teraz, gdy praca nad płytą jest już ukończona?
Lars: Przez kilka ostatnich lat w mojej głowie wciąż krążyły myśli o procesie tworzenia płyty. Wszyscy mówią, że album jest świetny i ja się z tym zgadzam. Z pewnością ma wiele energii, brzmi bardzo energicznie. Jedną z głównych rzeczy, jaką chciał osiągnąć Rick Rubin było uzyskanie takiego ?żywego” brzmienia Metalliki w studio. Niektóre z naszych płyt wydawanych w latach 90. były nadmiernie dopracowane, skupione na małych detalach. Rick pragnął zachować to charakterystyczne uderzenie dźwięku, jakie usłyszeć można na koncertach live. Jestem pewien na 100%, że to brzmienie udało się zachować i jest ono głośne, uderza cię w twarz. Wszyscy moi przyjaciele, którzy słyszeli płytę polubili ją, więc przyjmę to za dobrą monetę.

James: Death Magnetic jest naprawdę dobry. Jest jak esencja stylu old-school, ale z nowym brzmieniem. I jest jak najbardziej w naszym stylu. Przeszliśmy przez proces dojrzewania po St. Anger, o ile mogę powiedzieć że już w pełni dojrzeliśmy! Najważniejszym elementem było uświadamianie sobie pewnych rzeczy. Po prostu fakt, że potrzebowaliśmy siebie nawzajem był silniejszy od wzajemnej nienawiści.
Kirk: Gdy zaczęliśmy pisać piosenki do Death Magnetic znowu staliśmy się zespołem, bo dołączył do nas Rob. To było wielkie! Znowu zaczęliśmy grać, brzmieć i tworzyć jak zespół i to był kolejny oczywisty krok po punkcie wyjścia, jakim stał się dla nas St. Anger. Jestem naprawdę dumny z tego albumu. Jest jeszcze za wcześnie żeby rokować, ale wydaje mi się, że to jedno z naszych największych dokonań muzycznych.
Rob: To jest mój pierwszy album nagrany z Metalliką, myślę że jest świetny. Środowisko twórcze bywało niekiedy nieco onieśmielające, gdyż było tak bardzo intensywne. Z Larsem i Jamesem to jest tak, jakby uczęszczało się do najlepszej szkoły pisania kawałków. Jednocześnie są oni bardzo otwarci i z chęcią wysłuchiwali mojego zdania.
Czy powrót do starej Metalliki na Death Magnetic był świadomą decyzją?
James: Ludzię mówią, że ten album to Master of Puppets II. Nieco mnie to przeraża. Death magnetic to próba uchwycenia przez Ricka oraz nas esencji , głodu, prostoty, szkieletu Metalliki. Myślę, że się nam to udało. To jest dla mnie naprawdę oczywiste , jasne i mam nadzieję, że udało mi się to ukazać fanom, że pisaliśmy te piosenki dla nas samych. Nie da się zadowolić wszystkich. Zawsze znajdzie się ktoś, kto poczuje się pokrzywdzony sposobem wykonania pewnych rzeczy i ja to rozumiem. Jest parę takich zespołów, których nie jestem w stanie słuchać po pewnych albumach i niech tak zostanie. To jest zupełnie normalnie. Ale my jesteśmy badaczami, poszukiwaczami, musimy iść dalej, jesteśmy artystami, czujemy głód najlepszego. A najlepsze jeszcze nie zostało osiągnięte, dlatego dalej idziemy do przodu.

Kirk: Gdy zaczynaliśmy pracę nad Death Magnetic Rick Rubin od razu miał w myślach koncepcję tego, jak nowa płyta ma brzmieć. Powiedział nam: ?Cokolwiek robiliście, cokolwiek myśleliście, czegokolwiek słuchaliście, cokolwiek jedliście, piliście… postarajcie się wrócić myślami do tego momentu. Bo wszystko, co robiliście w latach 80., w połowie lat 80. sprawiało, że tworzyliście niezwykłą muzykę”. Wysłuchaliśmy tych słów i przyznaliśmy mu rację. Nasze nastawienie wobec życia było wtedy zupełnie inne niż dziś. Byliśmy młodzi, chętni by się sprawdzić, żeby udowodnić, że jesteśmy najcięższą kapelą metalową. Rick powiedział, żebyśmy wrócili do tego punktu i to absolutnie zadziałało! Sprawdziło się w pisaniu muzyki, tekstów, solówek, naszym nastawieniu. Pamiętam, że gdy przyszedł czas na pisanie solówek wróciłem do zespołów, których słuchałem jako nastolatek: dużo UFO, Deep Purple, Rainbow, Van Halen, Pat Travers. Początkowo byłem zaszokowany, bo poczułem na nowo zainspirowany tymi rzeczami, to przywróciło moje stare granie. Kiedy zastosowałem tą postawę i tą inspirację do nowych piosenek otrzymałem natychmiastowo świetne efekty. Powrót do siebie samych działał, po prostu kopiowaliśmy siebie samych. Dokonaliśmy czegoś świeżego, nowego.
Lars: Nasz powrót do przeszłości był czymś całościowym. Rick poświęcił dużo czasu po prostu mówiąc o muzyce, sprawiając w ciągu kilku miesięcy, że poczuliśmy się oswojeni z myślą powrotu do inspiracji z lat 80. Kiedy skończyliśmy Justice, czuliśmy że nie ma już nic więcej do zrobienia z tą progresywną, trashową stroną Metalliki, w związku z czym spędziliśmy sporą część lat 90. Uciekając jak się da najdalej od takiego brzmienia. Dzięki Rickowi znowu zapragnęliśmy wrócić do tamtych płyt. Proces tworzenia Death Magnetic zaczęliśmy latem 2006, kiedy to przypadła 20. rocznica Master of Puppets, w związku z czym graliśmy cały ten album na koncertach w Azji i Europie. Wniknęliśmy znowu w Master… pisząc w tym samym czasie teksty do nowej płyty. To z pewnością zachęciło nas do włączania pewnych rzeczy z lat 80., czego nie robiliśmy od dobrych 15 lat. To było bardzo interesujące. Rick sugerował: ?Słuchajcie tych samych płyt, jakich słuchaliście w latach 80., postarajcie się pisać w ten sam sposób„. Ale nigdy nie powiedział kopiujcie to, co wtedy tworzyliście. To było raczej: postawcie się w tamtym punkcie. Poczuliśmy się z tym bardzo dobrze, w końcu. Długo unikaliśmy tego powrotu, ale gdy on wreszcie nastąpił poczuliśmy, że znowu możemy się inspirować tamtymi albumami.
Rob: Zdaje się że zespół przez ostatnich 15 lat starał się uciec od swojej przeszłości. Dla mnie jako nowego członka zespołu podobało się wszystko, co stworzyła Metallika, ale przede wszystkim naprawdę kochałem ten old-school. To, że chłopaki byli otwarci na te stare klimaty był dla mnie czymś bardzo pozytywnym. Rick był bardzo mądry, także w kwestii strojenia. Mówił nam: ?Dlaczego Metallika ma wszystko przestrojone o pół nuty w dół lub nawet o całą? Dlaczego nie może brzmieć jak na Master of Puppets?” I tak skończyliśmy próbując nagrać piosenki w naturalnym strojeniu i to jest świetne! James znowu powala swoim śpiewem, naprawdę podoba mi się to, co James zrobił. Rick zrobił dla nas wiele dobrego.

Czy łatwo było nagrać Death Magnetic, zwłaszcza po trudnych narodzinach St.Anger?
James: Tworzenie tej płyty było zdecydowanie łatwiejsze niż St. Anger. Sytuacja nabrzmiewała do momentu, aż jeden z nas nie mógł już wytrzymać. A pozostała trójka wkrótce do niego dołączyła. Kiedy twój kumpel, brat, żołnierz odchodzi lub polega, reszta trzyma się razem. Pojawienie się Roba było czymś wspaniałym. Dynamika zespołu jest teraz inna. Lars i ja walczymy o kierownicę, a pozostała dwójka czuje się świetnie siedząc na tylnich siedzeniach. Ja nigdy nie mógłbym siedzieć z tyłu i czuć się z tym dobrze. Ten system sprawdza się naprawdę dobrze. Dlatego robienie tego albumu było tak pozytywne i produktywne, wszyscy się cod o tego zgadzamy. Nikt nie wchodził sobie w drogę, nie musiał zwracać na siebie uwagi. Wszyscy mieli ten sam cel i misję.
Lars: Pisaliśmy przez większość roku, piosenki powstawały w sposób ciągły. Byliśmy w drodze, zainspirowani tym i tamtym… skończyliśmy z zarysami 25 utworów po czym zaczęliśmy je selekcjonować co dało 14 piosenek, które nagraliśmy. Przejrzeliśmy tych 14 utworów decydując, które dostaną na płycie numer 11, 12, 13, 14. Mieliśmy w głowie starą koncepcję robienia albumu jako całości, a nie zbioru pojedynczych piosenek. Bardzo nam zależało na zachowaniu takiego właśnie charakteru albumu. Wybraliśmy najlepsze piosenki, Rick bardzo upierał się przy tym, byśmy nie weszli do studia dopóki nie będziemy potrafili grać nowych kawałków przez sen, stojąc na głowie, od tyłu, do góry nogami, jakkolwiek. Wiem, że brzmi to niedorzecznie, ale Rick nie chciał by studio było miejscem tworzenia, lecz dokonania. Myślenie ma mieć miejsce w okresie przedprodukcyjnym.
Kirk: Myślę, że Death Magnetic jest logiczną konsekwencją po St.Anger. W czasie nagrywania St. Anger spędziliśmy dużo czasu tak naprawdę nie grając, to było bardzo dziwne. Natomiast na Death Magnetic rzeczywiście graliśmy na swoich instrumentach. Mieliśmy już sporo gotowego materiału, z którego czerpaliśmy przy tworzeniu płyty. Zaczęliśmy jammować, pisać nowe piosenki i tak album nabierał kształtów. Rick Rubin dodawał swoje opinie, wskazywał kierunek.
Rob: Tworzenie Death Magnetic było bardzo całościowe, piosenki zaczęły dojrzewać ok. 5 lat temu i wtedy nasze pomysły zaczęły dojrzewać. Po dwóch latach koncertowania mieliśmy ok. 60 godzin pomysłów. Musieliśmy się przez to przebijać przez rok. Proces pisania postępował w trakcie jamowania. W związku z tym, że mieliśmy brzmieć jak na żywo graliśmy na stojąco, jakby to było prawdziwe show.
Dlaczego w trakcie tworzenia Death Magnetic, zdecydowaliście się na trzy trasy koncertowe? Czy to na pewno dobry pomysł w momencie, gdy nagrywa się nową płytę?
Kirk: Powodem dla którego zdecydowaliśmy się zrobić te trzy mini trasy w lecie jest to, że chcieliśmy uniknąć sytuacji w której można ?utknąć” w studio, a tego nie chcieliśmy. Bardzo łatwo jest stracić umiejętność grania na żywo, czerpania z tego energii. Myśleliśmy, że granie live jest dla nas czymś bardzo ważnym, aby utrzymać koncertową formę. Dodatkowo, chleliśmy się po prostu rozerwać, bo siedzenie cały czas w studio może męczyć i się po prostu trochę nudzić. Bardzo dobrze nam to wszystko zrobiło – odświeżyliśmy nasze spojrzenie na niektóre rzeczy. Gdy spędza się dużo czasu w studio, bardzo łatwo jest wtopić się w te wszystkie zawiłości związane z produkcją – wstawia się pięć lub sześć kawałków gitarowych tu i tam, kilkanaście perkusyjnych zagrywek a czasem i całą symfonię. Kiedy gra się to samo na żywo to tak, jakbyś grał tylko szkielet piosenki. To dlatego zabieraliśmy nową muzykę na koncerty, aby spróbować ją zagrać mając do dyspozycji tylko dwie gitary, perkusję i bas. Staraliśmy się tak pisać Death Magnetic, by można ją było grać na żywo przy użyciu czterech instrumentów i to jest właśnie to, co chcieliśmy zrobić wyjeżdżając w trasę. Dzięki temu to, co usłyszysz na koncercie, będzie bardziej zbliżone do tego, co usłyszałeś na płycie.

Wracacie w 2009 z nową trasą koncertową. Czy jesteście podekscytowani mając w perspektywie set listy z kawałkami z Death Magnetic?
Lars: Oczywiście! Zaczeliśmy już grając Cyanide i The Day That Never Comes w Europie, a zagramy wszystkie dziesięć kawałków z nowego albumu. Chcemy móc je zagrać kiedykolwiek, gdy tylko będziemy mieli na to ochotę. Nowe kawałki są łatwiejsze, niektóre numery z St. Anger były cholernie trudne do zagrania! Sporo materiału powstało tam przy użyciu ProTools i komputera – więc chyba już wiecie o co mi chodzi. Piosenki z Death Magnetic są bardziej naturalne, prostsze do zagrania – są jakby bardziej organiczne. St. Anger jako całość to było prawdziwe wyzwanie, szczególnie gdy przychodziło nam to zagrać dla naszych fanów na żywo, ale te nowe piosenki… nie możemy się doczekać! To jest 75 minut muzyki, wartej, aby je zagrać. Możemy zmieniać set listę każdego wieczoru, więc będziemy grali coraz to inne piosenki, wrzucali tyle nowego stuffu, ile się da. Zagramy trzy nowe numery podczas jednego show i cztery inne podczas następnego. Granie Cyanide jest świetną zabawą i czekamy na to, aż pokażemy resztę nowych piosenek.