Wreszcie udało mi się oderwać od komputera, by sprawdzić co ciekawego można przeczytać w majowym wydaniu Młotka. Bohaterami miesiąca są muzycy Luxtorpedy, którzy trafili na okładkę. Arek Lerch przepytał aż trzech z nich. Na pierwszy rzut Litza, który porównał nową płytę do kamieni milowych swoich starszych projektów:
(…) Był trochę inny tok myślenia i mimo, że słychać, że gramy my to jest ona inna od pozostałych. Porównam ją do czasów Acid Drinkers – pamiętam, jak nagraliśmy „Infernal Connection”. To było dla nas coś nowego i świeżego, podobnie jak „Juicy Planet” dla Flapjack a dla Arki płyta „Petarda” była czymś takim. Tak samo uważam, że „MyWasWyNas” jest czymś nowym dla Luxtorpedy. Są pewne konsekwencje w tym co robimy, ale jest też dużo rzeczy nowych i zaskakujących.
Arek Lerch:
Ukułem sobie na wasz użytek dwa słowa, opisujące w pewnym sensie fenomen Luxtorpedy – konsekwencja i szczerość. Bo wbrew temu, co ktoś może mówić, robicie swoje i nie oglądacie się na innych…Krzyżyk:
Konsekwencja na pewno… w końcu jedyne co potrafimy i chcemy robić to właśnie grać. Grać i śpiewać o tym co jest dla nas ważne. Szczerość chyba właśnie w tym się objawia, że mamy świadomość tego, że jesteśmy zwyczajni, ułomni… i że czasami czujemy się bezradni, słabi, jak Ci, którzy nas słuchają. Hans i Lica mają odwagę dzielić się w tekstach swoimi przeżyciami, czasem bardzo osobistymi. Myślę, że Ci, którzy kupują nasze płyty i przychodzą na nasze koncerty po prostu to doceniają.
Hans wypowiedział się natomiast w temacie niezależności:
(…) Nie ma czegoś takiego jak „artysta zależny”, bo wtedy przestaje być artystą a staje się rzemieślnikiem czy muzykiem sesyjnym, który robi coś na zlecenie. Twórczość, by mogła się rozwinąć, musi być nieskrępowana.
Poza Luxami, redaktorzy Młotka porozmawiali z kilkoma innymi polskimi artystami, m.in. z naszym przyjacielem – Sasimem z Alcoholiki. Wojtek opowiedział o nadchodzącej płycie jego zespołu oraz wyraził opinię o następnej płycie Metalliki:
Zrobiliśmy krok do przodu. Nie ma odwrotu (śmiech). W kwietniu planujemy nagrać i udostępnić kolejny singiel – będzie to ostatnie z planowanej na jesień tego roku płyty. Wsparcie, jakie mamy w różnych częściach kraju od pozytywnie nakręconych ludzi, jest ogromne. Oczekują od nas płyty – my chcemy te oczekiwania spełnić.
Właśnie czasem się nad tym zastanawiam. Widząc, co robią poza zespołem, wydaje się, że ta iskra trochę przygasła. Oczywiście chciałbym, aby wydali coś, o czym będziemy mogli długo rozmawiać. Są już na scenie ponad 30 lat i chyba to wszystko nieco im znormalniało. Obym jednak się mylił!
Ciekawy wywiad znaleźliśmy także pod nazwą ThermiT. O twórczości zespołu – bardzo nieskromnie – opowiedział Jendras. Kilka słów padło także na temat religii.
(…) Pięciu przyjaciół, indywidualistów, którzy potrafią skupić się na wspólnym celu i stworzyć coś niesamowitego.
Rzeczywiście było trochę „niepochlebnych” komentarzy na YT pod „Holy Bomb” pisanych łamaną angielszczyzną. Kilku osobom po prostu nie spodobało się połączenie Adhan z muzyką metalową. W „Perfect Plan” kontynuujemy tę tematykę. Wyrażamy naszą niechęć do „wojny” prowadzonej w taki sposób. Ten utwór to również życzenie, aby każda kolejna próba zamachu kończyła się tak jak w tekście. Wiem, że marketingowo jest to znacznie słabsze niż podarcie Biblii na scenie, jednak dzięki temu pozostajemy autentyczni.
Spośród zagranicznych zespołów najwięcej miejsca przypadło dla Lacuna Coil. Wywiadu udzieliła Cristina Scabbia, a najnowszy krążek zespołu został płytą miesiąca.
Koncept przyszedł z bardzo różnych stron. Wziął się nie tylko z osobistych doświadczeń, ale także z tego, że chcieliśmy wpleść coś ściśle wizualnego do naszej twórczości. Muzyka pojawiła się w pierwszej kolejności, a my zdaliśmy sobie sprawę, że jest ona znacznie mocniejsza, wścieklejsza i dużo bardziej mroczna, niż wcześniej. Gdy dołożyliśmy do tego nasze doświadczenia, na które składały się chociażby problemy z depresją, czy moje wizyty w szpitalach psychiatrycznych, dające mi szerszy pogląd na różne sprawy, okazało się, że ten koncept bardzo nam pasuje.
Janne „JB” Christoffersson z Grand Magus opowiedział o swoich inspiracjach:
Wychowałem się na nordyckiej mitologii. Mój tato opowiadał mi do snów historie o Thorze, Odynie i innych bogach – fascynuję się tym od dziecka. Gdy podrosłem zacząłem czytać te mity, przy okazji odkrywając jak silne jest ich powiązanie z naturą. Szacunek do natury ma absolutnie nadrzędne znaczenie w tym systemie filozoficznym, bo nie mogę nazwać tego religią. Kocham naturę, jest dla mnie bardzo ważna – daje mnóstwo energii, spokoju i wewnętrznej harmonii.
Granicę pomiędzy metalem a hardcorem próbowała natomiast znaleźć wokalistka Walls Of Jericho, Candace:
Uwielbiamy ciężkie granie, thrash, czy po prostu – metal. TO wszystko nas jara, inspirujemy się tym, i tworzymy muzykę po swojemu jak tylko nam się podoba. To sprawia niektórym sporo kłopotu bo nie wiedzą jak nas sklasyfikować, wziąć męczą nas pytaniami typu – „Jesteście metalowym, hardcore’owym czy hardcore metalowym bandem?” (śmiech). Kochamy Anthrax, Slayer… ale nie szukaliśmy na siłę jakichkolwiek muzycznych inspiracji.
… a najczystszą formę hardcore’u opisał Jeff Janiak z Discharge:
Ma być krótko i prosto. Szybka terapia wstrząsowa. Nawet teksty mają być zwięzłe, żadnego słowotoku. Tak jakbyś wydzierał się na manifestacji albo wiecu. Refreny sprowadzają się często do jednego słowa. Nie mamy ambicji pisać głębokich tekstów pełnych ukrytych komunikatów. Piszemy jak jest. Prosto w papę.
W ślady Jendrasa poszedł Jyrki z The 69 Eyes. Oceńcie sami.
(…) Nie jesteśmy metalowcami. Ani gotami. Ani punkami. Jesteśmy outsiderami. Świetnie, bo dzięki temu nasze płyty nie brzmią jak produkt jakiejś sprecyzowanej epoki.
Na koniec serwujemy cytat z rozmowy z Alem Jourgensenem (Surgical Meth Machine). Co ten gość ma w głowie? Albo…czego tam brakuje?!
Każdy projekt jest inny, każdy potrzebuje innego szyldu. Albo pracuję z innymi muzykami, albo w innej konfiguracji, więc inny jest wkład. Tym razem pracowałem tylko z moim inżynierem dźwięku – to już wystarczająca różnica. Mój tryb pracy polega na tym, że każdego roku rezerwuję trzy-cztery miesiące na pracę w studiu. Zamykam się w ty studiu i uwalniam pomysły, które nagromadziły się w mojej głowie. Frustruje mnie, gdy te pomysły zbyt długo kołaczą mi po łbie, więc muszę dać im ujście. Proces powstawania każdej płyty to jak posiedzenie na sraczu. Nieuwolnione pomysłu są jak przetrzymywany kał, który zatruwa mnie od środka, więc regularnie muszę wpadać do kibla, czyli do studia. Po takim seansie przysłuchuję się efektom i dochodzę do różnych wniosków. „O, to mi brzmi jak świetny numer dla Revolting Cocks”. „O, to nadałoby się na album Ministry”. „Ten kawałek pokochałby Jello Biafra, więc chyba pora na płytę Lard”. „Z tym to nie wiem, co począć, może powinniśmy powołać do życia nowy projekt”. Zatem każdy projekt jest po prostu wielkim gównem. Po defekacji czuję się o wiele lepiej, a jakieś dziewięć miesięcy później wracam na porcelanowy tron.
Redaktor Krzywiński tradycyjnie zrecenzował najnowsze premiery książkowe – Scott Ian „I’m The Man”:
(…) I okazało się, że największym atutem „I’m the Man” jest zwyczajność historii Scotta. Ta książka nie streszcza bachusowych losów gwiazdy rocka – bodaj największym ekscesem Iana było zesranie się w gacie w łóżku hotelowym po pijackiej nocy z Lemmym – tylko zmagania typka o uporze odwrotnie proporcjonalnym do wzrostu z bezwzględnym światem muzyki rozrywkowej, ale i z małymi własnymi demonami.
„Biografia The Doors – Gdy ucichnie muzyka”
(…) Przed samozwańczym Królem Jaszczurów Wall na szczęście również nie klęczy – opisuje go zarówno jako przetrąconego geniusza, jak i zadufanego w sobie pijaka-furiata o skłonnościach autodestrukcyjnych i, co tu dużo gadać, destrukcyjnych w ogóle.
Płyta miesiąca – Lacuna Coil „Delirium”
Okazuje się, że poważne zmiany w składzie niekoniecznie działają na niekorzyść danej grupy. Wręcz przeciwnie – nie dość, że zachowana została cigłość stylistyczna, to jeszcze została ona ciekawie wzbogacona. Tak w wielkim skrócie przedstawia się najnowsze dzieło Włochów z Lacuna Coil.
W dziale recenzji najwyższe noty zebrały płyty: ThermiT, Grand Magus, Destruction, Satyricon, Inglorious oraz Babymetal (?). Zdaniem recenzentów Metal Hammera odpuścić należy sobie słuchanie Surgical Meth Machine oraz The 69 Eyes.

