Magazyn The Rolling Stone pod adresem rollingstoneextras.com/playlists/ na koniec roku skrzyknął artystów i ogólnie ludzi ze świata muzyki, by przedstawili swoje ulubione kawałki z wybranej przez siebie muzycznej przestrzeni, którą kochają. Co tydzień publikowane są kolejne zestawienia. Wśród nich znalazł się m.in. Lars, który swoją playlistę stworzył typując 10 jego zdaniem najlepszych utworów rock / metal, każdy swój wybór (z wybraną kategorią włącznie) oczywiście jakoś uzasadniając. Poza Larsem w grupie opiniodawców znaleźli się też np. Rick Rubin (który postawił na hity Led Zeppelin) i Ozzy (własna playlista Beatlesów). Wewnątrz oczywiście typy Larsa wraz z jego komentarzami i odsłuchy.

Podziękowania dla OnlyGoodMusic za podesłanie nam źródła kilka dni temu, bo nie pojawiło się to apropos Metalliki w konwencjonalnych kanałach zdobywania informacji.
„Ja oczywiście zawsze interesowałem się muzyką mającą energię i podszytą ciężarem. Ale również byłem bardzo zainteresowany prostotą każdego utworu. W sercu każdego z tych kawałków tkwi wspaniały utwór: cykl wersów, przejście i refren.”
Wduście PLAY – niestety nie można skakać po utworach do woli z jakichś dziwnych licencyjnych przyczyn. Ale w sumie po co?
- „Let There Be Rock” AC/DC, 1977
Tutaj AC/DC było sobą najbardziej. To ma ten rodzaj energii zupełnego Detroit w stylu [The] Stooges / MC5 [Motor City Five – red.].
- „So What?” Anti-Nowhere League, 1981
To nagranie wyniosło punkowe teksty i podejście do miejsca, do którego nikt inny by się nie wybrał. Gdy Animal, ich wokalista, mówi, że „ssał fiuta staruszkowi”, to już tylko premia do całości.
- „Don’t Get Yourself in Trouble” Bachman-Turner Overdrive, 1973
Mój ojciec często jeździł do Ameryki i przywoził [z niej]45-tki [winyle 45rpm – red]. Tak wkręciłem się w BTO. To ich najcięższy kawałek ze wspaniałym, prostym i groove riffem.
- „Tattoo Vampire” Blue Öyster Cult, 1976
Posłuchajcie tego w jednym ciągu z BTO i AC/DC – to zawiera ten powtarzający się klimat w riffie. A perkusista przez połowę czasu wali w talerz, katując go do nieprzytomności, by uzyskać ten efekt skwierczenia.
- „Silver Lightning” Bow Wow, 1977
Pochodzenie z Japoni dało tym gościom szansę wyjścia ze swoim własnym brzmieniem: angielski blues rock połączony z amerykańską przebojowością i punkową arogancją.
- „Child in Time” Deep Purple, 1970
Miałem dziewięć lat, gdy mój ojciec zabrał mnie na Deep Purple. To ustawiło mnie na innej ścieżce. To jest ich „Stairway to Heaven.”
- „Helpless” Diamond Head, 1980
Kamień węgielny naszego brzmienia: riff i energia, ale też wysoka dbałość o aranżację.
- „Free Speech for the Dumb” Discharge, 1982
Nigdy nie byłem w stanie pojąć tej solówki. Pojawia się bez wyraźnej przyczyny.
- „Prowler” Iron Maiden, 1980
To ma wszystko, czego trzeba – energię, surowość, strukturę utworu.
- „Evil” Mercyful Fate, 1983
Naigrawano się z nich za makijaże i teatralność. Ale ich wokalista był bardzo poważnym – i [zarazem]najsłodszym kolesiem.
- „Overkill” Motörhead, 1979
Gdy usłyszałem pompowanie tej podwójnej stopy, rozwaliło mi łeb. A pod spodem skrywa się ten wielki, środkowy palec, próbujący się wydostać.
- „Commando” The Ramones, 1977
Rzucałem monetą pomiędzy tym, a „Cretin Hop.” Zawsze uważałem, że było im bliżej do hard rocka niż do Sex Pistols.
- „Jumpin’ Jack Flash” The Rolling Stones, 1968
Mój przydział to hard rock i metal z lat ’70 i ’80, ale „Jumping Jack Flash” pasuje do tej listy. Po trasie …And Justice For All, gdy chcieliśmy odejść od progresywnej strony w kierunku czegoś prostszego, rozmawialiśmy o tym utworze. To wzorzec tego, co można osiągnąć w utworze hard rockowym w 2 minuty.
- „Forty-Five Hundred Times” Status Quo, 1973
Ten jest epicki – ich „Free Bird.” W gitarowych solówkach chodzi mniej o popisywanie się, a bardziej o wpasowanie się w utwór. A John Coghlan, perkusista, zakręca rytm dwa czy trzy razy zupełnie bez wysiłku.
- „The Rocker” Thin Lizzy, 1973
Ten kawałek łączy ich wczesną, progresywną i irlandzko-folkową stronę z ich późniejszymi dokonaniami. To było moje wprowadzenie w Thin Lizzy i koniec końców widziałem ich setki razy. Grali w Danii co pół roku.
- „Killers” Tygers of Pan Tang, 1980
Tu chodziło o gitary. Robb Weir powinien robić reklamy pedałów wah. Wyginał struny depcząc na kaczkę, by uzyskać płaczące solówki. To brzmi równie dobrze w 2010, co wtedy w 1980. A pisownia Tygers przez 'y’ – to było świetne samo w sobie.