W najnowszym, styczniowym numerze magazynu Kerrang! pojawił się wywiad z Larsem, o którym już wspominaliśmy. Główne tematy rozmowy to występy na europejskich festiwalach w 2011 roku oraz rozkręcające się prace nad kolejnym longplayem zespołu. Tłumaczenie w rozwinięciu niusa.
Podziękowania dla Ksz za nadesłanie nam materiału!
Kerrang!: Witaj, Lars. A więc Wielka Czwórka wreszcie dotrze do Wielkiej Brytanii jako część Sonisphere 2011. Wiesz, w tamtym roku czuliśmy się trochę pominięci…
Lars: To było planowane od bardzo dawna, ale nikt nie wiedział, że do tego dojdzie. Oczywiście każdy miał pozytywne oczekiwania, a potem wszystko wyszło bez większego wysiłku. Atmosfera była świetna, na koniec wszyscy mieliśmy świadomość, że trzebaby w odpowiednim czasie podzielić się tym z fanami na całym świecie. Co prawda nie ma ciśnienia, by rozegrać to jak najszybciej, ale miło, że do tego dochodzi gdy wszyscy jeszcze tu jesteśmy, bez wózków inwalidzkich i lasek.
Czy koncerty zeszłego lata były tym, na co miałeś nadzieję?
Liczyłem na najlepsze, ale nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze. Wiedziałem, że fani otrzymają wspaniałe setlisty od czterech najlepszych obecnie zespołów hard-rockowych, choć nie wiedziałem, jaka będzie atmosfera. W ciągu pół godziny zorientowałem się jednak, że będzie wspaniale. Wszystkich siedemnastu członków naszych kapel wybrało się do restauracji w Warszawie na dzień przed pierwszym koncertem. Od razu mogliśmy poczuć bliskość i braterstwo. To utrzymało się przez następnych kilka tygodni, a pod koniec każdy czuł, że to było naprawdę dobre doświadczenie.
Punktem kulminacyjnym tamtych występów było wspólne wykonanie „Am I Evil?” w Bułgarii. Czy możemy spodziewać się czegoś podobnego w tym roku w Knebworth?
Stary, trochę za wcześnie by mnie o to pytać! Pewne jest, że to już raz miało miejsce i zdarzyć się może po raz kolejny, może w innej formie. Może wszyscy weźmiemy w tym udział? Takie rzeczy to zazwyczaj kwestia danego momentu.
Przedmiotem rozmów było pojawienie się Dave’a Mustaine’a obok Jamesa Hetfielda na jednej scenie, pierwszy raz od 1983 roku…
Cieszę się, że mamy dobre relacje, a niektóre z nich zostały odmłodzone, nabrały nowego życia. W zeszłym tygodniu trochę esemesowałem z Mustainem. Zawsze czułem, że pod całą tą złośliwością w prasie było wspólne poczucie, że czegoś dokonaliśmy i że jesteśmy ponad tym. Zobaczyć Dave’a, Jamesa i resztę na scenie – to była niesamowita chwila.
Miałeś najlepsze miejsce…
Pewnie!
Metallica jest headlinerem pierwszego wieczoru, drugi z kolei zamyka Slipknot. Czy ziemia w Knebworth wytrzyma najcięższy zestaw koncertowy tego lata?
Możemy mieć tylko nadzieję (śmiech). Sonisphere ma to do siebie, że wydaje się świeże i pełne życia; ma fajny klimat. Nawiedzony teren Knebworth z pewnością poradzi sobie z tym metalem. Jeśli nie, to wrócimy poza sezonem i wstawimy stalowe fundamenty pod Knebworth House (słynna rezydencja z późnego gotyku, symbol Knebworth – red.).
Nie chce ci się już zacząć pracy nad następcą „Death Magnetic”?
Jestem cholernie nakręcony na to! Od dawna, już od prawie czterech lat nie pisaliśmy muzyki. Któregoś dnia James powiedział mi, że ma około 700 riffów.
Słucham? Powiedziałeś „700”?
Tak! Zejdzie parę miesięcy na przedzieraniu się przez to, a przecież inni też mają swoje pomysły!
Kiedy zaczniecie prace?
Ruszymy do HQ za kilka miesięcy i zaczniemy rzucać pomysłami. Naprawdę wyczekuję przestawienia się na tryb twórczy. Minęło sporo czasu. Jak wiesz, Metallica kocha spędzać czas w Europie. Traktujemy to jak letnie wakacje. Masz okazję podróżować, zadawać się z fajnymi ludźmi i grać muzykę, którą lubisz przez parę godzin każdego wieczoru. O co jeszcze można by prosić?
Dacie sobie zatem więcej luzu tego lata?
Wrzucanie na luz to siedzenie na plaży sącząc Coronę. Wstałem dziś o 6:30 rano, by zająć się dzieciakami. Zeszłej nocy starałem się pomóc 12-letniemu przygotować się do testu, jednocześnie żonglując pozostałą dwójką. Przypilnowanie dzieciaków, by zjadły wszystkie warzywa i odrobiły swoje pieprzone zadania domowe, to prawdziwa praca – wierz mi! Wypad na letnie wakacje, by dawać rock 'n’ rollowe występy przez dwie godziny dziennie, to najłatwiejsza część! Do zobaczenia latem!
