Koncert Slayera w Poznaniu 2014 – historia oczami Adriana

1

Podczas zeszłorocznego koncertu Iron Maiden w Poznaniu, którego supportował Slayer i Ghost, nasz czytelnik Adrian (ten sam, który wysłał nam niepublikowane wcześniej nagranie z koncertu Slayera na Big 4 w Warszawie) przeżył coś czego nie zapomni do końca życia. Szukanie butów dla Toma Arayi wraz z jego bratem, wpisanie na listę gości Slayera – o tych i wielu innych przeżyciach możecie przeczytać w historii Adriana.

Jestem wielkim fanem zespołu Slayer i gdy dowiedziałem się, że zagrają w Poznaniu (mieście, w którym mieszkam) po prostu popłakałem się. To był mój 7 koncert w przeciągu 4 lat i czułem, że ten dzień będzie wyjątkowy i był. Dzień przed koncertem obczaiłem w internetach loty, bo wiem, że zespół lata normalnymi liniami, i że będzie lądował na Ławicy lotem z Szwecji. Oczywiście pojechałem na lotnisko i czekałem, czekałem… czekałem. Niestety, ani Toma, ani Kerry’ego i Paula nie ujrzałem. Byłem strasznie zawiedziony, bo chciałem strzelić sobie samojebę z idolami, a tutaj klops. Zrezygnowany wsiadłem do autobusu i wracałem do domu. Jestem fanem na tyle, że znam i stalkuje technicznych Zabójcy, więc wszedłem na znany portal internetowy i zobaczyłem, że jeden z technicznych wrzucił fotkę kilka minut temu ze Starego Rynku w Poznaniu.

Podjarałem się niesamowicie i miałem nadzieję, że są na przechadzce z całym zespołem. Umówiłem się z nimi w komentarzach, że będę na rynku za 30 minut i tam się spotkamy. I tak też było. Członków zespołu nie spotkałem, ale prawie całą ekipę ‘Slayer Crew’ miałem okazję spotkać. Poznałem Johna – technicznego i brata Toma, poznałem technicznego (niegdyś Jeffa, a teraz Holta), którego danych nie chcę zdradzić i technicznego Kerry’ego Kinga. Dla mnie jako fana było to niesamowite przeżycie. Pokazałem im trochę Poznania, pogadaliśmy… poznaliśmy się bliżej i w pewnym momencie John się spytał czy nie wiem gdzie jest jakiś sklep Martensa, bo Tom zniszczył swoje buty i miał mu kupić nowe. Na szczęście wiedziałem gdzie taki sklep się znajduje i poszliśmy kupić mu Martensy (Tom ma nr buta 42 jakby co 😛 ). Rozmawiałem z nimi o wielu rzeczach, ale starałem się unikać tematów o Jeffie, nowej płycie i wejściu na bekstejdż. Poszliśmy jeszcze na kebsa, po czym chłopacy zaprosili mnie do hotelu, więc grzecznie przemierzałem z nimi ulice Poznania i słuchałem opowieści z wielkiego świata. Po drodze spotkaliśmy menadżerkę Slayera i jej asystenta, przedstawili mnie, wymieniliśmy kilka zdań ze sobą, John spytał się co robi Tom a menadżerka odparła, że ogląda mecz Chile. Wyśmiali go wszyscy (do dzisiaj nie wiem czemu no ale nieważne).

W końcu techniczny X spytał mnie jaki mam bilet, ile kosztował itd. Odpowiedziałem mu, że 100$ i że mam bilet GC. Był trochę zszokowany ceną i stwierdził, że “wiesz co stary, wpiszemy cię na listę “Slayer Crew” a bilet sobie sprzedaj”. W ogóle to do mnie nie dotarło i mówię “Ok, spoko”. Napisałem Johnowi w telefonie swoje dane, mój nr telefonu i temat ucichł. Doszliśmy do hotelu, chłopacy wzięli kilka jointów, które po chwili spaliliśmy i po trzech godzinach spędzonych razem musieliśmy się rozstać. Chłopacy dali mi kilka kostek na pamiątkę, wyściskaliśmy się i nasze drogi się rozeszły. To byli bardzo mili, przyjaźni i życzliwi ludzie, aż totalnie nie pasowali do otoczenia poznańskich nadąsanych gęb, które mijaliśmy w międzyczasie. Aha, jeżeli macie Instagrama to profil Slayera prowadzi Tom. Jeżeli lajkuje jakieś zdjęcia albo odpisuje w komentach to znaczy, że mu się nudzi przed gigiem.

Podekscytowany wróciłem do domu, zaspamowałem Fejsa tym co mi się przytrafiło, odpaliłem Live Intrusion (koncertówka Slayera – przyp. red.) i planowałem dożyć tylko dnia koncertu. Mocno po północy dostałem smsa z dziwnego numeru: “Hey, I put your name on list”. Po tym smsie już miałem nockę z głowy. Nadal nie dotarł do mnie ten fakt…

Następnego dnia pojechałem pod inny hotel (pozdro Kuba) w celu upolowania Toma. Niestety temat okazał się fiaskiem i ruszyłem pod Inea Stadion. Podchodzę do kas i mówię, że jestem na liście, ble ble, a babka mówi, że takiej listy nie ma. Niestety nie jestem w stanie wam w żadnych stopniu przekazać swoich uczuć, byłem mocno zawiedziony, ale pomyślałem “Ok, przecież mam bilet”. Po chwili dodała, że zadzwoni po menadżera. Zadzwoniła, było sporo zamieszania, trwało to chyba z 30 minut, patrzę – jest! Lista, biała kartka, logo Zabójcy i moje dane personalne. Babka odhaczyła mnie na liście, dostałem kopertę. Otwieram ją a tam… brak biletu, tylko naklejka (dodaje ją w załączniku). Napisałem na Fejsie, że sprzedam goldena 100zł taniej i ktoś zadzownił, kupił bilet. Nakleiłem sobie tą plakietkę na pierś, wchodzę dumnie przez wejście, a tutaj miła Pani mnie wyśmiewa, że zaraz zaraz bilecik proszę… (bilet sprzedałem 5 minut temu). Mówię, że nie mam, że to lista, jestem gościem, ble ble, a ona bilet albo wypierdalaj. Trochę poddenerwowany (Ghost już zaczynał grać) mówię, że chcę rozmawiać z kierownikiem. Po krótkiej chwili przyszedł typ z Eventimu, wytłumaczyłem mu co i jak… i mnie po prostu wyśmiał. Rzucił coś w stylu, że nakleiłem sobie plakietkę i uważam się za kurwa VIPa. W mojej głowie działo się wiele, poprosiłem żebyśmy podeszli do okienka gdzie dostałem tego passa. Trwało to następne 15 minut. W końcu udało się sciągnąć menadżerkę Slayera, uśmiechnęła się tylko, powiedziała im, że mają mnie puścić, i że mogę chodzić sobie wszędzie oprócz bekstejdżu. Wszystko się wyjaśniło, po drodze znalazłem jeszcze 120zł (ten dzień nie mógł być już bardziej szczęśliwszy, serio 🙂 ).

Dopchałem się jakoś pod scenę, koncert był MEGA WYJEBANY. Grało tam jeszcze Iron Maiden, ale nie jest to totalnie moja bajka, więc po Zabójcy pokręciłem się obok merchu, kupiłem dwie koszulki i zwinąłem się do domu. Odpisałem technicznemu X, że dzięki było zajebiście, itd. Następnego dnia próbowałem jeszcze swoich sił na lotnisku ale niestety nie zbiłem piony z żadnym z muzyków… Tom cały czas siedzi w hotelu, tylko Kerry czasami się gdzieś rusza. Podobno ktoś gdzieś go widział na mieście… “podobno”.

Reasumując – z Johnem i technicznym X mam “kontakt” do dzisiaj… I niestety drodzy Slayerojebcy – Bogowie trasz metalu nie pojawią się w tym roku w Europie (chyba, że pod koniec roku co jeszcze jest możliwe)… A rok bez Slayera to rok stracony.

Jeśli Wam też przytrafiła się taka historia – piszcie do nas! Jeszcze raz dzięki, Adrian!

slayer

Udostępnij to

O autorze

Jędrek Chałabis

Miłośnik muzyki, motoryzacji i dobrego kina. Domorosły gitarzysta. Wielbiciel whisky oraz piwa rzemieślniczego. Uzależniony od dobrego rocka i angielskiego humoru.