Najnowsze wydanie SO WHAT! przygotowane we współpracy z brytyjskim Metal Hammerem zostało w całości poświęcone 30. urodzinom Metalliki. Wśród opublikowanych tam wywiadów nie mogło zabraknąć rozmowy z Jamesem, przeprowadzonej przez znaną dziennikarkę muzyczną Jaan Uhleshki. Pierwsze pytania i odpowiedzi znajdziecie w niniejszym wpisie. Całość wrzucimy, gdy tylko dorwiemy ten numer.
Jak na tak gigantyczne przedsięwzięcie, na scenie wyglądałeś na dość odprężonego. Nie zawsze tak było.
Bardzo staram się polegać na intuicji i zdaję sobie sprawę, że gdy myśli się za dużo, to nie da się zachować naturalności. Im bardziej jesteś swobodny, tym więcej ludzi to zauważa i wszystko staje się prostsze.
Powiedziałeś mi kiedyś, że na scenie czujesz się bardziej komfortowo niż poza nią. Czy dalej tak jest?
Tak, zgadzam się. Powiedziałbym, że nadal czuję się trochę nieswojo w towarzystwie, ale to jest OK, z kolei nie ma problemów, gdy opowiadam o Metallice. Łatwo się o niej rozmawia, dlatego w wywiadach jestem bardziej otwarty. Jest tak przeważnie dlatego, że zespół to moja pasja i mam o nim sporo do powiedzenia. W pozostałych sytuacjach jestem bardziej nieśmiały.
A do tego jesteś największym ekspertem w sprawach Metalliki i nigdy się w tym temacie nie pomylisz.
Masz rację. Karcę się jednak za to, że nie jestem elastyczny w towarzystwie i nie umiem wskoczyć do każdej rozmowy i powiedzieć coś głębokiego. Chyba jestem trochę zbyt surowy tak siebie obwiniając, do momentu, gdy zaczynamy rozmawiać o muzyce.
Pozwólmy więc, że będziesz ekspertem od Metalliki i powiesz mi, co wg ciebie najbardziej zmieniło się przez te 30 lat.
Na pewno w ostatnich pięciu latach czuć pewną atmosferę nostalgii – z powodu Alei Sław Rock and Rolla i kilku innych rzeczy. Death Magnetic na pewno sprawił, że bardziej niż kiedyś zajrzeliśmy do naszej dyskografii [szukając inspiracji]. To więc się zmieniło. Potrafimy obejrzeć się w przeszłość i być dumnymi z tego, co dokonaliśmy, uznać wkład innych osób, które nam pomogły. Wcześniej baliśmy się to zrobić myśląc, że to zawlecze nas w przeszłość. Bałem się, że nostalgia pozwoli na lenistwo. Spoczywasz na laurach dokonań zamiast pędzić naprzód, ale teraz wiem, że w naszym przypadku tak nie jest. Obie rzeczy wychodzą nam teraz o wiele lepiej.
Na obchody 30. rocznicy zaproszone były przez was osoby, które stanowiły monolit Metalliki, ale już tego nie robią. A dokładniej: Dave Mustaine, Bob Rock i Jason Newsted.
Na Rock and Roll Hall of Fame nauczyliśmy się sporo o dojrzałości jeśli chodzi o dawnych członków itp., szczególnie oglądając jak wprowadzane tam zespoły spierają się o różne drobiazgi. Nie patrzyli na to z większej perspektywy. Wybaczcie, ale jest wiele osób, które lubiły dany skład albo dorastały z nim, dlaczego więc tego nie świętujecie? Dlaczego nie doceniacie tej części waszej historii? To smutne i samolubne. Ponieważ mogliśmy zaprosić na scenę Dave’a, Jasona, Boba i wszystkich tych, którzy tworzyli naszą historię, wznieśliśmy się ponad te przepychanki i świętowaliśmy. Sądzę, że szczególnie Dave wydaje się zdrowszy po wszystkich swoich walkach. Wygląda na mniej zgorzkniałego. Widzę też, jak opowiada w prasie o jammowaniu z nami i nagraniu albumu. Czytam to i myślę: „ChwilaChwila chwila. To jest ten Dave, o którym jakby chcieliśmy zapomnieć. Wiesz, mocny w gębie, szukający tylko zaczepki.’ Ale jest w nim autentyczność, kiedy mówi. Nie myśli zbyt dużo zanim to robi, idzie na żywioł. Na dodatek teraz ma dobre intencje. Myślę więc, że świetnie było zagrać z ludźmi ze wszystkich części naszej historii. Fani mogli zobaczyć całą Metallikę – zarówno radość, jak i te trudne momenty. Pokazanie jednych i drugich było ważne.
