Fani Judas Priest z pewnością odebrali ze smutkiem wiadomość o chorobie gitarzysty – Glenna Tiptona. Uniemożliwia mu ona jeżdżenie w trasy z zespołem i granie. Co prawda muzyk na tournée promującym ostatni album „Firepower” pojawia się od czasu do czasu, grając kilka klasyków z Priest, jednak jego dłuższe występy nie są w tej chwili możliwe.
U Tiptona chorobę Parkinsona zdiagnozowano cztery lata temu – po tym, jak został nią dotknięty co najmniej pół dekady wcześniej – ale dopiero przed wydaniem „Firepower” gitarzysta ogłosił, że nie weźmie udziału w trasie promującej ten album. Artysta ma obecnie 70 lat i zagrał na każdej płycie Priest – od debiutu „Rocka Rolla” z 1974 r. po ostatni, czyli wspomniany tegoroczny „Firepower”.
Miłosników legendy heavy metau zapewne nurtuje pytanie: „Czy zespół nagra jeszcze coś z Glennem i czy może kontynuować działalność bez gitarzysty w składzie?”. Basista Judas Priest, Ian Hill, w wywiadzie dla greckiej Rockpages TV został zapytany o to, czy grupa powinna dalej grać bez Glenna jako pełnoprawnego członka. Oto co powiedział:
To się okaże. Ale nie ma powodu, dla którego nie powinniśmy. Mam na myśli to, że Glenn wciąż jest zdrowy psychicznie – wszystkie jego mentalne siły są tam, gdzie być powinny. Nie ma więc sensu, żebyśmy jako zespół komponujący utwory nie kontynuowali działalności; nie istnieje motyw, dla którego nie powinniśmy. Problem Glenna w przeważającej części dotyczy wytrzymałości. On tylko pojawia się czasami, grając z nami trzy lub cztery utwory i przez te 10-15 minut jest z nim w porządku – może grać dobrze. Także nie ma problemu, żeby działać dalej, jak i nie ma uzasadnienia, dlaczego nie miałaby powstać kolejna płyta; nie ma również przeszkód, żeby Glenn był jednym z kompozytorów i zagrał swoje partie na niej. Oczywiście, to wszystko jest możliwe w tej chwili.
