Podczas warsztatów perkusyjnych w Belfast’s Crescent Arts Centre, Brian Coney z portalu The Thin Air przeprowadził wywiad z Davem Lombardo, perkusistą Philm, supergrupy Fantômas oraz byłym członkiem Slayera .
W obszernej rozmowie, Dave Lombardo wspomina zmarłego gitarzystę Slayera, Jeffa Hannemana, mówi o swoich inspiracjach innymi gatunkami muzycznymi, opowiada o bieżących i planowanych projektach muzycznych, a także udziela cennych rad dotyczących gry na perkusji i w zespole. Poniżej znajdziecie całość tej wyczerpującej rozmowy.
Jesteś na warsztatach perkusyjnych w Belfaście. Co skłoniło cię do uczestnictwa w takich akcjach?
To dla mnie dobry sposób by wyjść, porozmawiać z fanami i być z nimi w kontakcie – by znaleźć się na ich poziomie gruntu. Przychodzisz tutaj aż ze świata Slayera, więc to jest dobry sposób by powrócić do korzeni połączyć się z fanami, wzbudzać zainteresowanie. To coś jak pokazanie, że Dave jest wciąż obecny, a nie siedzi tylko w kącie powtarzając: „Och nie, nie jestem już w Slayerze”. Nie, nie, nie – pracuję nad czymś nowym. To moja druga produkcja i rzeczy zaczynają się dziać szybko.
Chodzi o Philm, prawda? Jak się tam układają sprawy?
Cóż, zrobiliśmy pierwszy album – to było przyjemne. Został wypuszczony na Ipecac. Świetnie się bawiliśmy nagrywając go. Nowy krążek jest skończony i gotowy do wydania – potrzebujemy jeszcze tylko wytwórni płytowej. W dzisiejszych czasach pytania, które się nasuwają to „Czy naprawdę potrzebujesz wytwórni płytowej?” i „Dlaczego chcesz podpisać coś ze złą hipoteką?”. Bo to jest zasadniczo zła hipoteka – nigdy nie będziesz w stanie jej spłacić. Spłacenie jej zajmie ci wieczność. Kto wie czy w ogóle ją spłacisz? Nie jesteś też właścicielem materiału pod koniec tego okresu, więc pomyślałem o możliwości wrzucenia albumu na Tunecore albo Nimbit. Do tego wszyscy zmierzają.
Więc naprawdę łapiesz teraźniejszość pod względem robienia tam swoich rzeczy?
Tak, chociaż jedyną rzeczą, za którą tak bardzo nie nadążam jest najprawdopodobniej technologia, której użyto podczas nagrań. Uwielbiam cyfrowe i profesjonalne oprogramowanie, bo ratuje mnie to w wielu sytuacjach. Mogę zrobić pięć czy sześć podejść, a to, co one robią to wycięcie połowy jednej piosenki i połowy innej łącząc je w jeden kawałek – i wtedy pozwala to na osiągnięcie najlepszego wykonania. Więc uwielbiam profesjonalne oprogramowanie, ale krzywo patrzę na nadużywanie ich przez perkusistów czy inżynierów wystawiających swoich perkmanów na ich nadużywanie. Przesadzają z nadmiernym użyciem technologii i doprowadzają wszystko do perfekcji do punktu, w którym przestaje to brzmieć po ludzku. I jeżeli coś czego pragniesz brzmi tak jak to robią zazwyczaj Nine Inch Nails oraz inni industrialni i elektroniczni muzycy to mi się podoba. Ale gdy pokazujesz mi zespół, który ma wystąpić na scenie z perkusistą i pójdę na ten koncert słysząc, że bębniarzowi brakuje tego co słyszałem na nagraniu to jest to rozczarowujące. Nie siedzę w tym. Więc sądzę, że to jedyna rzecz, której nie lubię w związku z technologią. Lubię jednak social media i wszystko co się z nimi wiąże.
Zawsze uderzałeś mnie jako osoba, która nie obnosi się z symbolami, swoim ego i resztą tych podobnych rzeczy – po prostu jesteś facetem, który kocha bębnić. To musi byś wyzwalające, mieć to poczucie swobody, działać na swoich własnych warunkach po raz kolejny. Odnalazłeś to zeszłego roku i teraz?
Przez pierwsze 8 miesięcy, po tym jak wszystko się skończyło, próbowałem szukać mojej własnej drogi: „Co teraz będę robił?” i moje drzwi były otwarte dla Slayera. To było coś w stylu „Ok, zobaczymy czy możemy to razem wypracować”. Ale nie udało się i pewne słowa zaczęły na dobre fruwać w mediach, a pewne rzeczy zostały powiedziane. Później dotarło do mnie więcej informacji, które zgniotły koncepcję, by cokolwiek znów wydarzyło się między nami. Więc zacząłem iść naprzód, rozpocząłem pisanie książki, pobudziłem maszynerię do działania. Gdy byłem żonaty – teraz już od 4 czy 5 lat jestem rozwiedziony – naprawdę nie pokazywałem się dużo. Więc teraz będziemy mieli sytuację, w której ludzie zobaczą więcej Dave’a Lombardo – więcej grania, więcej wałków z Philm, Johnem Zornem i możliwe, że z innymi kapelami. Zobaczycie więcej mnie – nie mogłem tego wcześniej robić. Przez 10 lat Slayer wydał dwa albumy. W jednym roku wydałem ich cztery oraz książkę. Więc jestem teraz produktywny i odnajduję się w tym, wiesz?
Tak zawsze wyglądały sprawy związane z tobą, szczególnie przez ostatnie piętnaście lat albo i więcej. Twój głód na nowe wyzwania wydaje się wzrastać. Czy tak się właśnie czujesz?
Tak. Nie boję się podejmowania jakichkolwiek wyznań. Jestem bardziej zachowawczy w wyborze projektów, upewniając się, że nie są tandetnymi i głupimi. Muszą być na takim samym poziomie na jakim ja obecnie jestem. Nie mogę zejść na niższy poziom. To po prostu nie działa, więc musisz podejmować właściwe decyzje. Na tym właśnie się teraz skupiam, upewniając się, że odsiewam zły materiał, materiał który nie przysporzy mi dobrej prasy. Otaczam się dobrymi muzykami.
A jeżeli chodzi ogólnie o granie na perkusji, jak entuzjastyczny jesteś w stosunku do uczenia się nowych technik i rzeczy, których nigdy się nie spodziewałeś, że spróbujesz?
Bardzo, naprawdę bardzo. Szukam ciężkich brzmień, dla przykładu w drum n’ bass. Niektórzy, w szczególności metalheadzi prawdopodobnie nie przepadają za tego rodzaju muzyką, ale ja znajduję w niej ciężkie elementy. Jest na swój sposób intensywna, szybka i czasami gwałtowna ze względu na perkusję i tempo, w jakiej jest grana. Więc czuję i wykorzystuję to. Słucham tej muzyki i jest ona dla mnie wyzwaniem, bo czasami próbuję naśladować ten styl, który posiadają automaty perkusyjne. Jest perkusista, nie pamiętam jego nazwiska, specjalizujący się w graniu w stylu jungle i drum 'n bass, który mi się bardzo podoba. Oglądam jego klipy i wspieram jego kanał. Więc jestem zmotywowany, by spróbować się w tym gatunku, tak samo jak w paru innych gatunkach muzyki. Nie ograniczam się i nie dopuszczam do siebie jakichkolwiek restrykcji. Weźmy przykładowo tradycyjne irlandzkie i celtyckie bębnienie takie jak bodhran. To co oni w tym robią jest szalone. Sam nie wiem jak to grać. Pytam siebie: „Co do diabła robią ci goście?”. I to otwiera drzwi. Słucham tych rytmów i to mnie inspiruje. I zawsze jestem na pokładzie, gdy mowa o scenie i innych stylach.
Jak wiadomo, posiadasz sporą reputację jako pioniera i wpływowego perkusisty. Wykorzystujesz w jakiś sposób to przypisane tobie znaczenie i twój wpływ nad innymi?
Widzisz mnie i jestem wyluzowany, prawda? Nie jestem pretensjonalny, nie jestem wielką gwiazdą rocka, która myśli, że jest Bogiem na Ziemi czy kimkolwiek innym. Nigdy tego nie wykorzystywałem oraz nie brałem do siebie. Nigdy w to nie wierzyłem. Przez ostatnie parę lat moja dziewczyna i moi kumple z kapeli Philm, za każdym razem gdy przechodziłem przez trudny okres mówili mi: „Człowieku, nie martw się tym. To zacznie działać. Jesteś Davem Lombardo. Jesteś pierdolonym Davem Lombardo. Nawet nie wiesz KIM jesteś!”. To po prostu jest trudne postawić siebie na pozycji, w której w to wierzysz. Przynajmniej dla mnie. Pochodzę z rodziny, w której mój ojciec być może przewidział coś w mojej przyszłości. Powiedział mi: „Dave nigdy, przenigdy nie myśl, że jesteś od kogokolwiek lepszy!”. I powiedział to jeszcze przed tym, nim w ogóle zobaczył mnie na scenie. Myślę, że to była najlepsza rada, jaką mój tata kiedykolwiek mi dał. I ludzie mają odjazd kiedy mnie widzą – „Wow, Dave, chłopie, jesteś zarąbisty. Jesteś wychillowany!” – ale to po prostu sposób w jaki zostałem wychowany. Akceptujesz ludzi. I będąc imigrantem z innego kraju, doceniam innych ludzi, którzy przywitali tutaj moją rodzinę. Myślę, że to jest odjazdowe.
Poruszając nieco twoje odejście ze Slayera – twój post na Facebooku o tym, który nie przemienił się w tyradę, jakkolwiek…
Tak! Postaraliśmy się, by to było krótkie. Było szczegółowe i nikogo w nim nie jechałem.
Dokładnie. Czy od tego czasu miałeś jakieś sygnały sugerujące nawiązanie pewnego rodzaju przyjaźni z Kerrym i Tomem po raz kolejny?
Nie, nie było jakiegokolwiek sygnału. Wysyłałem im SMS-y, e-mailowałem do nich pisząc „Hej chłopaki, odłóżmy to wszystko na bok, usiądźmy i pogadajmy”. Żadnego kontaktu. Może z parę miesięcy temu napisałem Tomowi: „Tom, myślałem o Tobie – mam nadzieję, że wszystko w porządku”. Nic. Dobra! Byłem aż tak im niezbędny, że wybrali perkusistę, który siedział na kanapie prawdopodobnie przez ostatnie dziesięć lat i nic nie robił. No i stało się… znów zaczynam! Nie chciałbym być dla nikogo złośliwy, bo nie jestem taki, ale cholera chłopaki, naprawdę? Czy to najlepsze co potraficie? Och, przywrócić kolesia tak jakby to były drzwi obrotowe? Myślę, że drzwi właśnie zostały zatrzaśnięte. Ale jedne drzwi się zamykają, a pięć innych się otwiera.
Ta muzyka i ta kapela wpisała mnie na mapę muzyki, z czego jestem bardzo dumny. Nie ma niczego, czego bym żałował będąc w tym zespole i poza nim. Z wszystkiego, co robiłem byłem zadowolony i tego nie żałowałem, ale przykrym jest to, co się wydarzyło i naprawdę życzyłbym fanom i kapeli, byśmy mogli być wciąż razem w naszych złotych latach. Bo dokonaliśmy niesamowitego wyboru, zdobywając Gary’ego Holta, który jest fantastyczny. Jest perfekcyjny. Powinien być na nowym albumie. Gdy byłem jeszcze w zespole, Kerry chciał napisać wszystkie kawałki – „Gary nie jest jeszcze gotowy. Prawdopodobnie wyjdzie na prowadzenie później.”. Gary nie jest gotowy?! Grał w kapeli przez ostatnie trzy lata. Jak mógłby być nie gotowy? Zna mój styl. To co było świetne to moment, gdy byliśmy w Indiach, kiedy Gary i ja wyszliśmy na scenę na soundcheck i byliśmy improwizowanymi maniakami – co jest tym jak uwielbiam tworzyć muzykę, na poziomie improwizacji. Weszliśmy na scenę, popatrzeliśmy na siebie i pomyśleliśmy: „Stary, właśnie napisaliśmy pierdolony album!”. I to było kapitalne. Nie mogę tego robić z Kerrym. Kerry nie wie jak improwizować. Dlatego nie graliśmy na Big Four, bo Kerry zawsze mówił, że „Nie wykonuję żadnych piosenek, jeżeli nie przygotowuję ich dla zespołu”.
I to miało miejsce trzynaście miesięcy temu. Idziesz naprzód. Patrząc na twoje dodatkowe projekty, czy możemy się spodziewać kawałków z kapelami z którymi byłeś związany lub z nimi kiedyś grałeś?
Możliwe. Zamierzam zobaczyć się z Mikem Pattonem i Trevorem Dunnem – trzej z czterech członków Fantômas będą w Australii. Jesteśmy bardzo bliscy temu, by wykonać tam giga. Więc nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć po tym spotkaniu.
Dasz wiarę, że minęło już 10 lat od ich ostatniego albumu?
Wiem o tym! Rozmawiałem po prostu z managerem Pattona. Powiedziałem „Minęło 10 lat”, a on na to, „Cholera, Dave, minęło!”. Uwielbiam pracować z Pattonem i możliwe, że teraz też tak będzie – więc zobaczymy co się wydarzy. Definitywnie jesteśmy w kontakcie. Jeżeli zaś chodzi o Grip Inc., możemy coś wspólnie zrobić w przyszłości. Chociaż Gus Chambers nie żyje, mamy możliwego zastępcę, czym jestem podekscytowany. Nadchodzi nowy album Philm, ale piszemy już też kolejny w tym momencie, więc jest 5 nowych utworów. Jeszcze nie wyszedł jeden album, a my mamy już pięć kawałków, czyli jedną trzecią kolejnego. I jest jeszcze dwóch kolejnych artystów, o współpracy z którymi nad nowym materiałem, naprawdę nie mogę powiedzieć. Robię także soundtrack do kreskówki – pracuję teraz z Disney’em i jestem bardzo tym podniecony. To nowa kreskówka pod tytułem 'The Dudes of Legend County’. Będziemy grali muzykę w pilotowym odcinku i zobaczymy jak z tym pójdzie. Jeżeli pilot się nie przyjmie, muzyka też się nie przyjmie. Więc tak, zawsze tworzę!
Poruszając bezpośrednio temat Jeffa Hannemana, który zmarł zeszłego roku: patrząc wstecz na waszą przyjaźń i muzyczne relacje, jakbyś mógł oddać mu hołd?
Z Jeffem mieliśmy wspaniałą relację. Myślę, że miałem lepszy kontakt z Jeffem w jego ostatnich latach, gdy wróciłem do zespołu, bo spędzaliśmy więcej czasu w autobusie podczas tras koncertowych. Kerry i Tom siedzieli w środku lub Tom był w swoim własnym busie. Jeff zajmował miejsce z przodu lub z tyłu autokaru po prostu się relaksując. Przechodziłem tamtędy, by wziąć coś do picia. „Jak leci? Co robisz?”, „Hej stary, chcesz piwo?”. Po prostu się obijaliśmy, wiesz? Przychodził na tył autobusu mówiąc: „Dave, wrzuć coś na twojego iPoda”. Uwielbiał mojego iPoda, bo było na nim tak wiele różnych stylów muzycznych. Wkręcałem go w nią. „Co to kurwa jest Dave? Czego ty słuchasz?!”. Uwielbiał to – on to uwielbiał.
Jeżeli chodzi o złożenie mu hołdu, to myślę, że wspominanie jego imienia i wspominanie historii z nim związanych tym właśnie jest. Jeff był niesamowitym charakterem – bardzo miłą osobą. Pozwól, że opowiem historię, która powinna zostać opowiedziana na jego pogrzebie. Powinienem był to powiedzieć, ale milczałem ze względu na to wszystko, co się działo. Byliśmy w Kanadzie, jadąc ciężarówką z naszym sprzętem. Byliśmy czterema facetami jadącymi przez kraj. Dotarliśmy na miejsce do Toronto, noc przed koncertem. Mieliśmy wolny wieczór, grała jakaś kapela – było świetnie. Były piwa i urwał mi się film. Jeff wyszedł za mną i szukał mnie wszędzie. „Stary, wszędzie ciebie szukałem!”. To oznaczało, że się martwił się o mnie. Znalazł mnie w kabinie ubikacji po prostu śpiącego, bo miałem już dość. Rozwalił drzwi, zwyczajnie je wyrwał z tej kabiny. Powiedział „Dave, wywaliłem już te drzwi, kiedy zorientowałem się, że wystarczy je otworzyć!”. Wziął mnie ze sobą i wróciliśmy. Następnego dnia zapytałem go: „Stary, czy miałem opuszczone gacie?” odpowiedział „Nie”, a ja na to „Och, to dobrze!”. Następnego dnia obudziłem się z małymi naleśnikami w kieszeniach – wszystkie moje kieszenie były wypełnione naleśnikami, spałem w małym łóżku z naleśnikami. Zapytałem się „Jeff, ty to zrobiłeś?!” a on „Tak, stary”.
Człowieku, chodziliśmy razem na imprezy cały czas. Raz skończyliśmy w pubie w Kanadzie. Chyba próbowaliśmy nakłonić jakichś kolesi, żeby się prali – byliśmy podżegaczami, no wiesz. Jeff zdaje się podszedł do jednego z nich i powiedział: „Hej stary – tamten koleś obczajał twoją dziewczynę”, ale tak naprawdę to Jeff obczajał tę laskę, co nie? On i ja byliśmy zadymiarzami w tamtych wczesnych latach. I wtedy poznałem dziewczynę, stałem się poważny i raczej odsunąłem się od kapeli. Później po separacji znów zaczęliśmy razem balować. To było świetne. Tęsknię za nim – bardzo za nim tęsknię. To smutne, bo on nie chciałby, by to się stało ze Slayerem. Zawsze mnie pytał „Hej Dave. Co się tam dzieje? Co się kroi?”. Był rozłam oczywiście, ale nie wiedziałem, że zostaną przy stanowisku, by nie brać mnie do Australii. Moje torby były spakowane.
Byliśmy wtedy wszyscy tacy sami poza Kerrym, który nie pił, nie balował i niczego takiego nie robił – a Tom, Jeff i ja balowaliśmy. Teraz Kerry jest inny. Teraz pije jak szalony.
Odchodząc na minutę od Slayera i mówiąc ogólnie o perkusji, jaką dałbyś radę nowemu perkusiście, który jest w ciebie zapatrzony?
Myślę, że główną rzeczą którą bym doradził jest, oczywiście, uczyć się swojej muzyki i ćwiczyć – siedzieć w szkole itd. Ale doradziłbym także by uczyć się biznesu. Są dwa aspekty bycia w zespole. Jest strona biznesowa i oczywiście strona muzyczna. Kapela może zapomnieć, że zespół jest biznesem, kompanią, korporacją. I nie wiesz o tym, gdy zaczynasz i jesteś młody. Nie myślisz w ten sposób. I tak jak już wcześniej wspominałem, nie ma przyjaciół jeżeli chodzi o pieniądze. Wszyscy mówią „Jesteś ze mną bracie. Ty i ja aż do końca bracie. Zrobimy to i tamto bracie”. Nie mogę znieść tego gówna z „bratem”. To dwulicowe. Więc to jest to, co mówię teraz dzieciakom. Musicie zrozumieć, że zespół to biznes i nauczyć się waszych praw.
Kończąc już, czy patrząc wstecz na swoją karierę, masz swój jakiś ulubiony, szczególny album, koncert czy moment jako muzyk?
Oczywiście, wszystkie z pierwszych 6 czy 7 płyt. Te płyty były niesamowite. Myślę, że ostatni album na którym był Jeff – „World Painted Blood” – był dla mnie niezłym zamieszaniem. Grałem z kapelą i nikt nie wiedział w czym tkwi mój problem. Byłem na próbach cały czas, gdy pewnego dnia przyszedłem z podbitym okiem. „Co się kurwa stało, człowieku?”. Pobiłem się z facetem mojej żony – już po rozwodzie – w tamtym czasie. Działo się wtedy sporo gówna, ale Jeff był już w trakcie pisania, cały czas tam był – tworzył muzykę i wszyscy się do tego dokładali. To był specjalny moment. To był ostatni… moment.
To wspomnienie najbardziej zapadło mi w pamięci, bo miałem wtedy najwięcej swobody. Nie byłem żonaty i mogłem się bardziej zrelaksować z chłopakami. Piłem w tym czasie piwo z Jeffem na lotnisku – było inaczej. Zaciągnąłem Jeffa zobaczyć tę kapelę deathmetalową Jucifer, założoną przez męża i żonę. Jeffowi podobała się ta muzyka, gdy grałem ją na backstage’u. Przyszli i odwiedzili nas, gdy byliśmy na trasie i gdy mieli występ tego wieczoru. Powiedziałem „Jeff, chodźmy i zobaczmy ich po koncercie”. W tamtym okresie nigdy nigdzie nie wychodził, był jak pustelnik, nie interesowały go jakiekolwiek wyjścia. Więc zaciągnąłem go i poszliśmy zobaczyć Jucifera w tamtym małym barze – nie pamiętam nawet w jakim byliśmy wtedy stanie. Bawiliśmy się doskonale. Było wspaniale i usiedliśmy przy barze i porozmawialiśmy z kapelą. To wspomnienie naprawdę mnie wzrusza.



