Muzyk z niejednego muzycznego pieca już chleb jadł. Był perkusistą, gitarzystą i wokalistą. Ostatnio jeden z dziennikarzy Beats 1 zapytał go, w czym najbardziej się odnajduje. Dave odpowiedział:
Koleś, w pierwszym rzędzie myślę o sobie jako o perkusiście, zdecydowanie! Kocham granie na gitarze, to mój pierwszy instrument, a na perkusji zacząłem grać trochę z przymusu. Byłem w zespole, gdzie perkusista był cholernie słaby. I wiedziałem, że potrafię go zastąpić. Powiedziałem wtedy: „Mam pomysł. Czemu nie weźmiesz basu, a ja zajmę się perkusją?”. Totalnie wszystko zmieniłem. Kiedy powstawało Foo Fighters wariowałem na punkcie bycia wokalistą, ponieważ byłem perkusistą i miałem się wcześniej za czym schować. Teraz sytuacja się zmieniła. Byłem na widoku, na przodzie i czułem się z tym niekomfortowo, byłem zdenerwowany. Jednak pewnego razu mieliśmy występ z Bowiem w Szwajcarii. Byliśmy supportem. Obserwowałem go, kiedy był na backstage’u, jak przechadzał się z gracją, uśmiechał i był niebywale niesamowity. Potem wszedł na scenę i był dokładnie taki sam. Wtedy zrozumiałem, że chodzi o to, żeby być sobą!
