Na początku listopada 2002r., gdy zespół powoli wkraczał w końcową fazę prac nad St. Anger, Bob Rock udzielił na łamach So What! krótkiego acz treściwego wywiadu, odpowiadając przede wszystkim na pytania o atmosferę panującą w zespole, pracy producenta, materiale z Presidio, grze na gitarze basowej i o swych odczuciach nt. przyszłości formowanego dopiero albumu St. Anger.

SC: Przede wszystkim, w duchu Metalliki, czy czujesz, że stanąłeś już choć częściowo ponad tą negatywnością jaka spadła naciebie na początku?
BR: Nie wydaje mi się, aby to kiedykolwiek odpuściło, ponieważ zawsze będą ludzie, którzy utożsamiają ich [Metalliki – przyp. red.] sukces z tym, że ja miałem w tym swój udział i że oni przestali być królami thrash metalu.
SC: Rozumiem.
BR: Ludzie wciąż nie mogą przyswoić sobie tego, że to nie ja spowodowałem zmianę.
SC: Więc nie czujesz się bardziej komfortowo niż wcześniej?
BR: Nie bardzo. Dobrze mi z nimi (z zespołem), lecz nie podoba mi się to, co dzieje się na zewnątrz. Tak mógłbym to określić. Nie wydaje mi się, aby istniał w tym czynnik szacunku, który powiedzmy fani U2 mają dla Briana Eno i Danny’ego Lanois, bez jakiekolwiek sprzeciwu, wiesz, U2 rozwinęli się z powodu współpracy z tymi ludźmi. Tworzą wspaniały zespół, który wciąż się rozwija. Rozmawialiśmy o „Load” ostatniej nocy z Niclasem [Niclas Swanlund – przyp. red.], rozmawialiśmy o całym okresie „Load/Re-Load”, który zawsze będzie mi bliski. Tak jest dobrze. Dobrze mi z tym wszystkim. Podstawą jest to, że mój związek z zespołem jest znacznie ważniejszy niż jakikolwiek związek z inną częścią metalu lub z fanami, lub z czymkolwiek. To jest najważniejsza rzecz.
SC: Na ile obecny postęp, wg Ciebie, wymuszony był przez okoliczności, a na ile życie i tak by do tego doprowadziło?
BR: Przede wszystkim, czy masz na myśli postęp w ciągu kilku ostatnich tygodni?
SC: Nie, mam na myśli od momentu rozpoczęcia procesu nagrywania tego albumu i podzielmy to na dwa etapy: rozwój, który miał miejsce w Presidio i poza tym rozwój, który ma miejsce teraz.
BR: Nie – wydaje mi się, że był jeden postęp. Wydaje mi się, że całość jest postępem … sądzę, że największą rzeczą, którą Metallika uczyniła, aby zmienić swą sytuację jest to, że pozwolili sobie na luksus braku pośpiechu. Nie utrzymywali tej maszyny w ruchu tylko dla samego faktu utrzymania jej w ruchu, lub z powodu obawy przed jej zatrzymaniem. To czynnik pewności siebie i komfortu: jeżeli coś nie jest takie samo, oni jakby się z tym godzą. Jestem pewien, że to wynika z tego, że mają teraz dużo pieniędzy, lecz naprawdę wierzę, że nie przeszkadza im fakt, że jeśli coś jest inaczej, to nadal będzie im to odpowiadać na większości poziomów. Więc, pozwolili sobie na luksus czasu, a mając ten luksus moim zdaniem byli w stanie odkryć, co muzycznie jest dla niech najważniejsze.
SC: Odkryłeś też to, co oni teraz odkrywają?
BR: Wydaje mi się, że oni to wszystko teraz starają się wyczuć. Prawie jakby na nowo formowali zespół, wiesz, według mnie to właśnie teraz się stało, zakładają zespół od nowa. Jednoczą się omawiając całą masę pomysłów, przyglądają się temu, jak ktoś słucha tych pomysłów, które powstały tydzień temu, idziesz w jakimś kierunku lub tylko czujesz, że musisz pójść w jakąś kierunku. Robiliśmy to już od jakiegoś czasu. Teraz ponownie przyglądamy się materiałowi z Presidio i … z jednej strony jest to dla mnie zawód, że musimy teraz się temu przyglądać w ten sposób, lecz rozumiem, że tak musi być.
SC: W jaki sposób?
BR: Spoglądamy na te wspaniałe momenty i wiesz, wydaje mi się, że technicznie na pewnych poziomach z całą pewnością ulepszamy je i może ostatecznie będą lepsze w pewnych kwestiach, lecz nadal pozostaje to w ramach tak drogiej nam koncepcji. Głównie chodzi właśnie o to, że wszystko musi współgrać ze sobą zanim będzie strawne. To jest moja opinia, z całą pewnością nie jest to opinia zespołu.
SC: Z tej naszej rozmowy mogę wywnioskować, że gdy sesje nagraniowe w Presidio zakończyły się, wywołały wielki wyłom w twym życiu. Mam rację?
BR: Taa, początkowo tylko się rozkręcaliśmy i myślałem, że … chodzi mi o to, że nigdy nie będziemy pewni, jak to mogło się potoczyć.
SC: To musi być zabawne móc patrzeć wstecz i myśleć o czymś ponownie, wcześniej rozmawialiśmy o zagadkach, to jest trochę zagadkowe …
BR: Sądzę, że ludzie to zrozumieją, gdy nowy album zostanie wydany, ponieważ dla mnie jest on jakby …

SC: Masz na myśli nowy album czy materiał z Presidio?
BR: Chodzi mi o to, co nagraliśmy w Presidio … gdy materiał z Presidio dotrze do ludzi, wówczas – jak sądzę – ludzie może zrozumieją, co się tam działo.
SC: Myślisz, że tak będzie?
BR: O tak. Wydaje mi się, że jest to pewnego rodzaju ekwiwalent pierwszych demówek Boba Dylana, czy czegoś. To jest tylko rozciągnięcie w czasie, które jest …
SC: Mam na myśli, co się wówczas stało?
BR: Cóż, to było coś nowego, nowego jak nigdy. Ekscytacja współistniała wraz z mrokiem.
SC: Co było nowe? Czy było to jakby ‘OK., usiądźmy i zagrajmy to”?
BR: Taa, nie było tak, że Lars i James edytowali wszystkie te pomysły i że wszystko przechodziło przez nich. To było bardziej coś w stylu ‘zobaczmy, czy nas to zafascynuje’.
SC: Nawet pomimo tego, że miałeś pod sobą całą dyspozytornię i studio … mam na myśli to, że to musiało być dla Ciebie bardzo dziwne, czyż nie?
BR: Z całą pewnością było to dla mnie bardzo dziwne. Było to dla mnie dziwne, ponieważ nagle zostałem zmuszony do grania na basie. Co, mówiąc szczerze, naprawdę mi się podobało, ponieważ najgorszą częścią bycia producentem jest siedzenie w dyspozytorni czekając, aż coś się stanie. Teraz mam coś do roboty.

SC: Rozumiem. Czy daje ci to zrozumienie tych rozmów, dyskusji, które prowadziłeś z nimi w przeszłości? Wiem, że jesteście teraz razem, lecz nigdy nie byliście jednością. Więc gdy teraz jesteś też muzykiem grając na basie, czy daje ci to jakieś pojęcie tego, jak oni podchodzą do rzeczy?
BR: Jedyną rzeczą dotyczącą studia jest to, że jestem tam z nimi przez chwilę wówczas, gdy tak się dzieje i wiesz, w ciągu dnia może cztery, lub pięć razy jestem z nimi. Jak wówczas gdy powstaje jakiś riff i nagle rozglądam się, widzę Hetfielda, wygląda jak osiemnastoletni chłopak, szesnastoletni chłopak ze swoją gitarą, a Lars robi najdziwniejsze na świecie miny, używając każdej drobiny energii, aby mocno uderzyć w perkusję, a Kirk ze swoimi zaciśniętymi brwiami próbujący czegoś, wiesz, to wszystko jest tak intensywne, a ja? Kręcę się, rozglądam, chcąc powiedzieć coś jakby ‘wow, to jest zajebiste’. Ale wiesz, im więcej pracuję, tym bardziej staram się nie filozofować. Łapię się na tym ciągle, ale naprawdę staram się pozwalać temu płynąć. To jest mój sposób pracy jako producenta – pozwolić, aby czas swobodnie mijał. Gdy jesteś młody i pierwszy raz zabierasz się za produkcję, chcesz od razu przystawić na tym swój stempel, chcesz, aby ludzie wiedzieli, o co chodzi. Teraz zauważam, że to, co próbuję robić, to stawiać ten stempel możliwie najmniej razy. Nigdy nie byłem taki nawet pomimo tego, że stałem się takim stemplem z powodu sposobu, w jaki pracuję, lecz teraz staram się pozwolić temu przemijać, tak bardzo jak to tylko jest możliwe.
SC: Więc, tak dla formalności, rozmawiamy ósmego dnia listopada, masz jakiś kalendarz prac dla tego albumu?
BR: Myślę, że w Święta Bożego Narodzenia będziemy mieć 10 utworów, które będą tym, do czego teraz zmierzamy. Będą one w pełni odzwierciedlały ideę albumu. Po przerwie świątecznej będziemy mieli trzy tygodnie, aby wybrać te 10 utworów i powiedzieć sobie ‘to jest zajebisty album’ lub ‘tego jeszcze trzeba, aby ukończyć ten album’, wiesz, co mam na myśli? Wtedy będę wiedział więcej …
SC: Więc święta są waszym pierwszym poważnym przystankiem …
BR: Powiedziałbym, że w święta będziemy już wiedzieć, czy możemy ustalać ostateczny termin zakończenia prac nad albumem.