Wiemy już, że Iron Maiden nie zamierza złożyć broni po zakończeniu obecnej trasy koncertowej związanej z promowaniem najnowszego albumu grupy – „The Book Of Souls”. Jest to 16 wydawnictwo w dorobku grupy i jednocześnie 5 płyta nagrana we współpracy z Kevinem Shirley’em. Ostatnio, w wywiadzie z Las Vegas Weekly, Adrian Smith opowiedział o ostatnim krążku oraz o tym, co do niego wniósł ich producent:
On jest oldschoolowy. Lubi nagrywać na żywo. My zawsze tak robiliśmy, naprawdę. Rejestrowaliśmy, grając wszystko równocześnie. Później ewentualnie dogrywaliśmy i powtarzaliśmy gitary czy wokale. Teraz stawiamy na to jeszcze bardziej. Poprawiliśmy kilka rzeczy, powtórzyliśmy i tyle.
Muzyk wspomniał także o przeszkodach, jakie napotyka zespół podczas nagrywania w studio:
Kiedy robisz to tak długo, to wiesz, jak się za to zabrać. Jednak nadal grasz po prostu zamknięty w czterech ścianach. To jest pewien problem. Musisz nadać materiałowi życia i energii, ale nie masz publiczności przed sobą. A wiadomym jest, że zespół odżywa przy ludziach. Na szczęście jednak radzimy sobie z tym jakoś.
Gitarzysta jest w zespole już wiele lat. W tym czasie był świadkiem zmian, jakie przeszła grupa. O nich także powiedział parę słów:
Kiedy dołączyłem do zespołu, nie mogłem nadziwić się tej energii grupy oraz szybkości w graniu utworów. To była po prostu czysta adrenalina, energia i testosteron. Wychodziliśmy na scenę i zwyczajnie dawaliśmy czadu. Myślę, że teraz to wszystko jest trochę bardziej wyważone. Lubimy stwarzać w naszej muzyce więcej przestrzeni, tak, aby każdy mógł wyrazić siebie w ramach utworu. Jest także odrobinę więcej szacunku dla innych ludzi. Kiedy starzejesz się, zaczynasz dawać ludziom więcej przestrzeni i szacunku. Bierzesz pod uwagę, co czują. Uważam, że spotyka się to z uznaniem. Bywa jednak tak, że niektóre stare emocje biorą górę i przeskakujemy poprzez kawałki. Lubię mówić, że teraz to jest kontrolowana moc. Tak brzmi moje motto na koncertach: „Utrzymaj je mocne, ale kontrolowane.”.
