Na naszej stronie zgodnie z obietnicami przychodzi czas na rarytasy. Do nich z pewnością należy wywiad Jamesa Hetfielda dla magazynu „So What!?”. Wywiad pochodzi z 2007r., ale udało sie w nim znaleźć bardzo dużo smaczków dotyczących relacji w zespole i życia prywatnego Jamesa i in., więc z pewnością materiał ten nie uległ przedawnieniu.

SW: Świetnie jest widzieć, ze wyglądasz nie gorzej niż kilka lat temu.
JH: Nie jestem pewien. Moje dzieci mówią mi każdego dnia: „Tato twoja broda jest teraz siwa”. Oto co się dzieje.
SW: Dzieje gdy ma się trójkę dzieci, czy próbuje napisać piosenki na nowy album?
JH: Jedno i drugie.
SW: Więc co się zmieniło najbardziej w twoim życiu, lub co Ci dało oczyszczenie umysłu. Czy dobrze jest w coś wierzyć?
JH: Wierzę we wszystko, jeśli to działa. Cokolwiek, co działa naprawdę. O to chodziło gdy ja i moja żona odnowiliśmy naszą przysięgę małżeńską kilka lat temu. Nasze dzieciaki tam były.
SW: Zaraz po zakończeniu przez ciebie odwyku, tak?
JH: Nie, jakiś czas później. Moja żona jest mądrą kobietą i nie chciała w to „wchodzić” zanim sytuacja kompletnie się nie wyklarowała. Nasze dzieciaki tam były i dobrzy znajomi. Jedni z nich podeszli do nas i powiedzieli: „To pierwszy raz w naszym życiu, jedyny czas w naszym życiu, kiedy planety ustawiły się w szeregu.” Z mojej strony to było coś w stylu: „Naprawdę?” I to był wyjątkowy dzień. Zupełnie jak grom z jasnego nieba.
SW: Cóż, to musi być dobry omen, gdyż ciągle jesteście małżeństwem. To bardzo miłe, że wam to powiedzieli.
JH: Tak to było bardzo fajne.
SW: Wydaje się, ze dobrze Wam razem.
JH: Tak, jest dobrze. Ale jesteśmy różnymi osobowościami i przez to nasze dzieciaki mają dużo okazji do śmiechu. Mają odpowiednio: 4,6 i 8 lat.
SW: Rozumiem, że pracę nad nowym albumem [Death Magnetic] zaczęliście mniej więcej w czasie koncertów z Rolling Stones. Pamiętam waszą fotkę ze Stonesami i Ciebie trzymającego rękę na ramieniu Micka Jaggera. Jak to było?
JH: Spojrzał się na mnie zabawnie. To było coś w stylu: „Kim są ci kolesie i dlaczego oni są tutaj?”. To było w każdym razie dziwne doświadczenie. Mogę powiedzieć, że Keith Richards jest bardzo uprzejmy. W każdym wywiadzie, albo czymkolwiek widziałem, że to zabawny koleś, który nie jest zagubiony w jakiejś popierdolonej drodze – jeśli już, to w zabawowej drodze. Wydaje się, ze przebywanie z kimś takim jak on może być bardzo kreatywne. Nie wiem natomiast, jak można być kreatywnym, kiedy dostaje się jakieś wibracje od Micka.
SW: Spotkałem go kilka razy i wydawał się bardzo ironiczny.
JH: Cóż, wszystkie te rockowe, „królewskie” rzeczy są po prostu dziwne.
SW: To nie jest coś, co ktokolwiek mógłby zarzucić Tobie. Naprawdę nigdy nie chodzisz z głową w chmurach, jesteś niemal taka samą osobą na scenie i poza nią, wiesz?
JH: Staram się taki być. Ciągle się staram.
SW: Wydajesz się być osobą czującą się bardzo wygodnie z tym, jakajest.
JH: To jest klucz do szczęścia, naprawdę. Nawet gdy próbujesz być kimś innym, „trawa zawsze pozostaje zielona” i kończysz byciem tym, kim naprawdę jesteś. To naprawdę jest jedyny sposób na życie. Czasem czuję się z tym bardzo dobrze, ale podejrzewam też, że czasem podążam nieco okrężną drogą. Chcę się spotkać z pewnymi ludźmi, zostać grubą rybą w małym stawie. Wiem, że ta część mnie jest podatna na manipulacje, ale mimo to skłaniam się ku temu, bo wydaje mi się że będę czuł się lepiej będąc taką osobą. Wtedy trafiam do grupy takich Micke’ów Jaggerów i w końcu wybieram jednak przeciwną drogę.

SW: Myślę, że jesteś trochę dziwną kombinacją ekstrawertyka i introwertyka. Jesteś trochę skryty, ale masz wielką osobowość i uważam, że tu jest rdzeń tego, dlaczego Metallica jest tak dobrym zespołem, ponieważ jest tu twoja introspekcja. Badasz, kim chcesz być plus to, że nie chcesz być „piratem”[w Ameryce określenie na „gwiazdę”].
JH: Tak, „piratem”. Kocham to słowo. W tym sensie, że możesz robić, co chcesz, bez wstępowania na ludzi. Chodzi mi o to, że lubię chodzić do restauracji i mam przyjaciół, którzy będą to robić. Wejdą do środka, „wsuną” $20 i powiedzą: „Chcemy najlepszy stolik”. Nie mógłbym tak zrobić. To żenujące. Naprawdę żenujące, ale czasem chcę, by to zrobili, ponieważ chcę mieć dobry stolik.
SW: OK. Załóżmy że jesteś artystą, utytułowanym grafikiem. Mógłbyś zrobić to i „wsunąć” komuś te $20? Nie mógłbyś. To nie pasuje do Twojego charakteru, prawda?
JH: Nie pasuje. Jest część mnie, która czuje wtedy zażenowanie.
SW: Ale Lars nigdy nie jest zagubiony. On nie musi nawet dawać nikomu $20, on po prostu bierze najlepszy stolik. On definitywnie balansuje poza twoimi oporami. Wy dwaj razem jesteście idealną osobą. OK, nie idealną. Jest w waszej relacji coś, jak w relacji Mick Jagger / Keith Richards. Niemalże rywalizacja.
JH: Niemalże? Całkowicie. Tak zgadza się.
SW: Ale ja zawsze myślę, ze wasze najlepsze piosenki powstają w wyniku waszych starć.
JH: Wiemy o tym. Odkryliśmy to. Nieważne jak, wspomniałeś o tym przy Jaggerze i Richardsie. Myślę, że Lars i ja cały czas zamieniamy się rolami. Idziemy do tyłu, a potem do przodu. A to zależy od naszego nastroju, gdyż dobrze nauczyliśmy się rozpoznawać swoje humory. Nie chcemy się kłócić. Pewnych spraw jednak nie przeskoczymy. Toczymy więc wojny cały czas.
SW: Lars zawsze dzieli ludzi. Nie możesz sobie go wyobrazić przyznającego Ci rację…
JH: Wiem. Cóż, dlatego on ma ksywkę Dr. No. Właśnie przez to „NIE”.
SW: Jest lekko nastroszony…
JH: Nastroszony, nastroszony (śmiech).
SW: Ale w sytuacjach towarzyskich jest bardzo łagodny.
JH: Oh, on ma wielki urok, nie ma co do tego wątpliwości.
SW: Czy myślisz, że stara Metallica była zrodzona z gniewu? Skąd ten gniew pochodził?
JH: Co powoduje gniew? Strach. Co jest pod strachem? Myślę, że poczucie niebezpieczeństwa, albo coś w tym stylu. To nigdy nie jest sam gniew. On jest tylko na powierzchni. Jeśli odczytasz to, co jest pod nim, znajdziesz wiele różnych rzeczy, a każdy może stamtąd wybrać to, co mu potrzebne. Dzisiaj rozumiem to coraz bardziej, nawet w polityce, która doprowadza mnie do szału. Pewni ludzie są demokratami, a pewni republikanami tylko dlatego, że taki jest ich charakter. To bywa aż tak proste. Dzięki Bogu jest tutaj dużo opcji. Tak samo jest z muzyką. Możesz brać ten gniew, który jest na wierzchu, ale możesz też zejść głębiej, co wymaga też głębszego myślenia. Niektórzy ludzie wybierają tą drogę.
SW: Myślę, że uwolniłeś ludzi od myślenia, że coś jest straszne na rzecz mierzenia się z tym. Dotyczy to np. rzeczy, które robisz rekreacyjnie: polowania i Harleya Davidsona.
JH: Bez wątpienia to była pewna osłona. Polowanie już nie jest na liście moich zajęć. Motor także. Oczywiście nadal fajnie jest poczuć ten wiatr i poprzebywać z samym sobą, ale jeżdżenie w korku ulicznym i pokazywanie jak dobry motor się ma jest wg mnie niebezpieczne. Teraz uważam, że inne rzeczy są dla mnie ważniejsze. To wszystko.
SW: Inne jak np. wychowywanie dzieci. Czy to zmieniło sposób, w jaki piszesz, w jaki myślisz? Ludzie mówią, ze powieściopisarze zawsze piszą na te same tematy. Czy w dalszym ciągu poruszasz się wokół tych samych tematów, co za czasów, gdy Metallica zaczynała?
JH: Tematycznie, muzycznie nie za bardzo. Dawniej chodziło o to, żeby było po prostu głośno tak, aby była dobra zabawa.
SW: Tak jak zabawa młodych ludzi, a oni nie robią tego długo. Zespoły, które tak robią albo się zmieniają, albo rozpadają.
JH: Masz rację. I te zespoły które się rozwijają dostają to czego chcą, wiesz? Robią kariery, nawet jeśli nie jest to ich intencją. Green Day jest jednym z takich zespołów, oni wykonali następny krok. Myślę, że my z pewnością też taki krok zrobiliśmy i stale je robimy. Myślę, że to ma związek ze słowami Phila, które utknęły w mojej głowie: „To, co tutaj robimy nie jest na ten album, ale na następny”. Wow, teraz to jest takie jasne dla mnie.

SW: Jak na Larsa wpłynęła jego nowa kobieta – aktorka Connie Nilsen?
JH: Pomogła mu powstać – z jego dziećmi, strukturą, dyscypliną, rzeczami tego typu. Znalazł wolność w dyscyplinie i strukturze. Był typem człowieka, który miał 5 telefonów komórkowych i zgubił je, co było frustrującym widokiem. Ale teraz zaczął być bardziej zorganizowany, co myślę, że dało mu więcej pewności, by czuć się z tym swobodnie. Nasz management powiedział: „Niech kreatywni ludzie zajmują się kreatywnymi rzeczami”. Nie pracujmy nad tym za pomocą liczb. Liczby są świetne po kreatywnej części. Wiesz, wymyślam riff – on się zaczyna tu, tu, tu i tu. Wtedy siada Lars i zaczyna: „Co jeśli weźmiesz to i zagrasz tutaj?” Wiesz, on wpada na ten pomysł, co świetnie łączy się z moim. „Wow, nigdy nie grałem tego w ten sposób”. Prawdopodobnie przez to, ze gram na gitarze 20, albo 30 lat. Wtedy gram ten kawałek i „To jest to! Ten riff brzmi naprawdę świeżo”. To jest świetna kombinacja serca i matematyki.
SW: Czy w waszych relacjach udało się odejść od starych schematów?
JH: Tak, mamy to za sobą. Ale mamy Roba… a Rob po prostu przychodzi i jest pozytywnie nastawiony do wszystkiego, co naprawdę pomaga. Nie możemy mieć 200 piosenek, bo on po prostu odleci: „To jest niesamowite”. Wiesz, on naprawdę wszedł w swoja rolę i jest nakręcony.
SW: Myślę, że on jest pracoholikiem, co jest nietypowe jak na 41 latka.
JH: Lars też nim jest… tyle, że chyba to zrozumiał (śmiech). To zabawne – siedzisz na miejscu, na którym zazwyczaj on siedzi i rozmawiamy o tym. Był typem człowieka, który nie przestawał pracować przed 2 w nocy. Ja byłem jedynym, który mówił: „Nie możemy dłużej tego robić.” Ale on też to załapał. To świetnie, że wszyscy teraz w swoich rozkładach dnia jako priorytety mamy dzieci i rzeczy z nimi związane.
SW: Czujesz, że młode zespoły jak Trivium czy The Sword podszczypują wasze miejsce? Czy to Cię popycha do przodu?
JH: To jest klucz do tego co robimy grając z tymi zespołami podczas trasy. Gdy gramy z Trivium, Lars z Kirkiem mają swoje zabawne pogawędki typu: „Jesteśmy całkiem starzy. Ci gitarzyści grają dużo szybciej”. Oczywiście mówią to tak głośno, żeby wszyscy usłyszeli. Deprecjonują samych siebie mówiąc, jak starzy jesteśmy, ale bycie w Metallice polega na posługiwaniu się pewnym sarkazmem. Potem przychodzą jacyś ludzie i mówią: „Słyszałem jak to mówiliście, ale jak naprawdę się czujecie? Czujecie się staro?” Cóż, my wtedy wynosimy się stamtąd i idziemy grać nasze gówno na próbie. Próbujemy tak bardzo się starając i przykładając, wychodzimy na scenę i gramy. Tempo jest niesamowite. Potem ludzie przychodzą po koncercie i mówią: „Co wy do kurwy chłopaki zrobiliście? To były najlepsze dźwięki jakie w waszym wykonaniu usłyszałem!” Cóż, czasem mnie to przeraża. Po pierwsze to znaczy, ze powinniśmy robić próby częściej, a tego nie lubimy (śmiech). Ale najważniejszą rzeczą jest skupienie. Ja jestem tym, który czasem w połowie piosenki na próbie mówi „STOP. To było niechlujne. Dokąd zmierzamy?” Ludzie pytają : „O co wam chodzi?” My siadamy wtedy z Kirkiem i „O, ten riff gra się w ten sposób. Czyżbyśmy go grali inaczej przez ostatnie 10 lat?”
SW: Mówiłeś kiedyś, że nie możesz patrzeć na siebie w „Some Kind Of Monster”…
JH: Ciągle nie mogę. Wczoraj leciało to w TV. Uciekłem.
SW: Myślę, że ostatnim kluczem pasującym do kreatywnego odrodzenia było odejście Jasona i cała frustracja, którą on czuł.
JH: Zgadzam się. Im dłużej go nie ma w kapeli, tym coraz rzadziej to wspominamy i to jest w porządku. Gdy słucham muzyki to mam coś w stylu: „ Wow, to był Jason. Huh.” I wtedy myślę sobie… wiesz, koleś był w zespole przez 20 lat, a wydaje się, jakby nigdy nie uważał Metalliki za swój dom. Ogladam TV, jakaś historia metalu, mówią o Ozzy’m Osbournie i pojawia się fotka Roba. Narrator mówi: „Robert Truijlo, Metallica”, a ja wtedy tylko „Fuck Yeah!” Wiesz? Jestem bardzo podekscytowany tym , że jest on teraz częścią naszego zespołu.

