Co skłoniło Łukasza Lańczyka do zostania muzykiem? Ile w Lanietzu jest z marzyciela? Czy w dzisiejszych czasach można mieć swój unikalny styl gry? Zapraszam do krótkiego wywiadu, który ostatnio udało mi się przeprowadzić z Łukaszem „Lanietzem” Lańczykiem, wokalistą zespołu Lorein!
Sam przygrywam na gitarze, piszę piosenki, obracam się też wśród innych grajków, wiem więc, że są różne powody, dla których łapie się za instrument. Chciałbym się dowiedzieć, co skłoniło Łukasza Lańczyka do złapania za pióro i gitarę?
Lanietz: Lubię muzykę. Zawsze lubiłem jej słuchać, a kiedyś jakimś cudem w ręce wpadła mi gitara. Wiadomo, ucząc się na gitarze, grałem czyjeś piosenki. To było jednak trochę za mało i postanowiłem spróbować napisać własne.
Śledząc Wasze poczynania oraz Waszych fanów, ich opinie, komentarze, szybko da się wyciągnąć wnioski, że ludzie widzą w Was trochę happysadu, trochę Myslovitz, Ty sam jesteś porównywany nierzadko z Rojkiem (co akurat nie powinno być denerwujące, uczmy się od najlepszych!). Denerwują Cię takie uwagi? Chciałbyś się odciąć od nich?
Lanietz: Zdania są bardzo różne. Ktoś słyszy dźwięki, które kojarzą mu się z Happysad, ktoś słyszy Myslovitz, a ktoś inny nawet Coldplay. To bardzo dobre bandy i nie ma się co obrażać. Myślę, że ludzie i tak będą do czegoś porównywać. Jeśli zmienilibyśmy diametralnie swój styl to i tak ktoś nas do kogoś porówna. My po prostu obracamy się w klimatach w których dobrze się czujemy. Cały czas szukamy czegoś ciekawego. Inspirujemy się wieloma zespołami, ale nie jesteśmy nastawieni na kopiowanie, jak co niektórzy sądzą, bo kopiowanie jest po prostu nudne.
Mieliście też przygodę z programem Must Be The Music, w którym doszliście aż do finału. Co Wam dało to jako zespołowi? Pojawiły się jakieś większe propozycje po zakończeniu edycji?
Lanietz: Uważam, że dobrze wykorzystaliśmy te cenne minuty na wizji. Wykonaliśmy plan ponad normę i zauważyło nas trochę osób. Pojawiło się kilka koncertów, na których mogliśmy zarobić pieniądze dzięki, które zainwestowaliśmy częściowo w sprzęt, częściowo w trasę wiosenną i nagrania. MBTM to dobra promocja, ale tylko ciężka praca stanowi drogę do sukcesu. Ten program to taka mała trampolinka.
Zestawiając ze sobą Wasze dotychczasowe albumy, odnoszę wrażenie, że różnią się od siebie, chociażby pojawieniem się elektroniki na ostatnim albumie. Jak duży wpływ na to nowe brzmienie ma producent płyty? Ile w niej jest Was, a ile jego?
To prawda – płyty się różnią. Przy drugiej pomagał nam Dominic Buczkowski (Young Stadium Club). Chcieliśmy poszukać świeższego brzmienia. Świetnie się rozumiemy z Dominikiem. Część piosenek powstała wcześniej i wspólnie pozmienialiśmy ich i kształt.. Część powstała w studio… Czasem robimy burzę mózgów i szukamy odpowiednich dźwięków i nagrywamy to co nam wpadnie, a czasem odkładamy na później i w domu na spokojnie szukamy. Wszyscy wraz z Dominikiem bardzo angażujemy się w ten proces, na maksa emocjonalnie… Ciężko więc powiedzieć ile jest nas, a ile Dominika. Najważniejsze, że te emocje są odczuwalne przez słuchaczy.
Na zakończenie, takie banalne pytanie – Twoim marzeniem jako muzyka jest…?
Lanietz: Moim marzeniem jako muzyka jest… Dojść z Lorein do takiego poziomu, kiedy będziemy grać koncerty w wypełnionych Fanami klubach i salach koncertowych.
Zespół Lorein działa nieprzerwanie od 2009 roku. Na swoim koncie mają dwa ciepło przyjęte przez grono odbiorców albumy: „MoNoKoLoR” z 2012 roku oraz „Drzewa i planety” z 2014 roku. Formacja ma także na koncie udział w finale 8. edycji Must Be The Music.

