Andy Bell (Ride): “Kiedyś spędzałem miesiące z jednym albumem”

0

Ukochany przez Artura Rojka zespół Ride był główną gwiazdą drugiego dnia Off Festivalu 2015. Ta reaktywowana po 18 latach legenda shoegaze’u przyjechała do Polski pierwszy raz od 22 lat – wcześniej, w 1993 r. zagrali w warszawskim klubie Stodoła. Przed ich występem w Katowicach miałem przyjemność porozmawiać z gitarzystą grupy Andy Bellem oraz basistą Steve’m Queraltem. Mimo, że jak na prawdziwych Anglików przystało byli mało wylewni, dość zdystansowani i flegmatyczni, udało mi się uzyskać parę ciekawych informacji.

Andy Bell na scenie Off Festivalu - źródło: Onet.pl

Andy Bell na scenie Off Festivalu – źródło: Onet.pl

Założyciel i pomysłodawca festiwalu Artur Rojek jest waszym wielkim fanem i nagrał nawet waszą piosenkę ‘Drive Blind’ z Myslovitz…

Andy Bell: Tak, słyszałem tę historię. Poznaliśmy go wcześniej i opowiedział nam o tym.

Słyszeliście ją?

Andy Bell: Nie, masz ją tutaj?

Nie, w tej chwili nie.

Steve Queralt: Czy ty ją słyszałeś?

Tak, bo Myslovitz to jeden z najpopularniejszych polskich zespołów. Artur Rojek zawsze mówił, że jesteście jedną z jego ulubionych grup i myślę, że również dzięki temu jesteście bardziej znani w naszym kraju. Czyli znacie historię, ale nie słyszeliście piosenki, tak?

Andy Bell: Tak, bo po południu przyszedł do nas, zostaliśmy sobie przedstawieni i opowiedział nam tę historię. Było fajnie, to naprawdę spoko facet.

Był również na waszym koncercie w 1993 r. w Warszawie, nie wiem czy pamiętacie ten występ?

Andy Bell: Tak tak, nawet ma ze mną zdjęcie z tego dnia! Jak on się nazywa?

Artur Rojek.

Andy Bell: Artur… OK.

Zakładając zespół byliście zainspirowani tak samo The Smiths jak i Sonic Youth – i brytyjską i amerykańską muzyką. Czy umiecie określić, która miała na was większy wpływ i jakie według was są główne różnice pomiędzy tymi scenami?

Andy Bell: Tak, mówiąc o tym jak zaczynaliśmy, czyli w późnych latach 80-tych brytyjska scena muzyczna była pobrzękująca i słodka, a amerykańska była surowa, narkotyczna – szaleni skurwiele tarzający się po ziemi, jak Mudhoney, Sonic Youth i Nirvana.

Więc celowo staraliście się połączyć te dwie rzeczy – hałas i melodię, czy to po prostu się stało?

Andy Bell: O nie, były jakby dwa wątki – wersja angielska była bardzo słodka i grzeczna, prawda?

Steve Queralt: Tak, te hałaśliwe kapele zaczęły się pojawiać mniej więcej w tym samym czasie – Jesus and the Mary Chain, którzy robili dużo hałasu… My Bloody Valentine zaczęli wydawać płyty 5 lat przed tym, zanim zaczęliśmy grać. Więc rzeczy zaczęły być bardziej hałaśliwe.

Andy Bell: Tak, to prawda.

Czy są teraz jakieś nowe zespoły, które są dla was ważne? Byliście nieobecni przez parę lat. Jak według was zmienił się muzyczny biznes?

Steve Queralt: Muzyka zawsze była dla nas inspirująca i słuchamy dużo nowej muzyki. Ale mówiąc o biznesie muzycznym, całkowicie się zmienił w porównaniu z tym, co było 20 lat temu. Wszystko jest teraz natychmiastowe, a muzyki jest bardzo dużo. Już nie jest tak, że idziesz do sklepu z płytami czegoś posłuchać i mówisz „o, to jest interesujące”. Teraz jesteś zarzucany co tydzień mailami od sklepów, do których się zapisałeś… Nie wiem, ja czuję presję, że co tydzień muszę posłuchać co najmniej 10 nowych albumów i muszę słuchać ich szybko, by szybko wyrobić sobie o nich opinię. I to frustrujące, bo wychodzi po prostu za dużo muzyki i wydaje mi się, że nie przykładam tak dużej wagi do nowych płyt jak powinienem.

Andy Bell: Tak, też tak czuję. Kiedyś spędzało się dużo czasu z jedną płytą. Kiedy miałem 13-14 lat spędzałem tygodnie i miesiące z jednym albumem.

Steve Queralt: Ale uważam też, że muzyka jest teraz bardzo tania lub darmowa. Gdy zapiszesz się do Spotify czy czegoś innego, płacisz 10 funtów i masz nieograniczony dostęp do muzyki. Ale 20 lat temu, gdy chciałeś posłuchać płyty musiałeś po prostu ją kupić, a przez to, że ją kupiłeś i słuchałeś wyrabiałeś sobie opinię. „Właśnie wydałem 15 funtów na tą płytę, więc mi się spodoba”.

Andy Bell: „Nawet jeżeli ten album miałby mnie zabić i tak musi mi się spodobać” (śmiech).

Steve Queralt: Inwestowało się dużo pieniędzy, a teraz wydaje się, że możesz się tego pozbyć w jednej chwili i nic się nie stanie.

W tej chwili jesteście w trasie ze swoim starym materiałem, ale czy staracie się znaleźć sobie jakieś miejsce w dzisiejszej muzycznej rzeczywistości i później pomyślicie o nowej muzyce?

Andy Bell: Tak, odnajdujemy swoje miejsce ale raczej w sobie samych niż w otoczeniu. Myślę, że teraz czujemy się naturalnie. Nie umiem tego wyjaśnić, ale nasza muzyka wydaje się działać w miejscach, w których gramy i pasować na przykład do tego festiwalu. Myślę, że mamy trochę wspólnego z zespołami takimi jak Tame Impala. To znaczy oni zaczęli grać mniej gitarowo, ale jest w tej chwili dużo zespołów, które mają podobne brzmienie.

Steve Queralt: Nie czujemy, jakbyśmy grali starych piosenek. Gdy gramy na żywo one też ożywają.

Tęskniliście za nimi? W końcu nie graliście ich przez długi czas.

Steve Queralt: To nie jest tak, że… Jak to powiedzieć… Gdybyśmy byli The Hollies i gralibyśmy piosenki, które rzeczywiście brzmiałyby jak napisane w latach 50-tych… ale nie uważam, że nasze piosenki brzmią jak powstałe w latach 90-tych. Gdy gramy je na żywo wydają się dalej aktualne.

Próbowaliście zmieniać aranżacje piosenek, żeby jakoś unowocześnić, ale jednak doszliście do wniosku, że to nie ma sensu?

Andy Bell: Próbowaliśmy, ale w wielu przypadkach to nie zadziałało, więc właściwie każdy gra je tak jak czuje.

Chyba lubicie na nowo być w trasie, bo teraz zaczęliście część europejską, później udajecie się do Stanów. Czy macie już jakieś następne plany?

Andy Bell: Po koncertach w Stanach wracamy do Anglii na parę tygodni, a później z powrotem do Stanów zagrać na paru festiwalach. I tak do końca roku.

Kiedy gracie na festiwalu takim, jak ten staracie się o nim dowiedzieć czegoś więcej? Dowiadujecie się jakie grają zespoły i zostajecie na jakichś koncertach?

Andy Bell: Tak, widziałem rozpiskę na dzisiaj i szkoda, bo ominie nas Patti Smith, Sunn O))).

Patti Smith gra jutro.

Andy Bell: Tak, a my musimy ruszać w drogę. Wylatujemy dziś w nocy.

Następnie gracie chyba we Francji?

Steve Queralt: Teraz udajemy się do Wielkiej Brytanii, później do Skandynawii, a tydzień kończymy we Francji na festiwalu. W następnym tygodniu jesteśmy w Szwajcarii, Brukseli i Belgii, a później lecimy do Stanów.

Jak widzicie reakcje fanów – czujecie, że za wami tęsknili?

Andy Bell: Tak, czujemy miłość, zdecydowanie.

Mam nadzieję, że po tej trasie zbierzecie się razem i może jeszcze zaprezentujecie nam trochę nowej muzyki. Dziękuję wam bardzo.

Andy Bell: Dzięki, fajnie było pogadać.

Steve Queralt: Dzięki, na razie!

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!