Relacja z występu Kylesa w Progresja Music Zone [07.07.2014]

0

Dwóch fanów piaszczystych brzmień z naszej redakcji wybrało się na wyczekiwany przez wielbicieli takiej muzyki występ grupy Kylesa. Dzięki uprzejmości Progresja Music Zone po raz kolejny zawitaliśmy na koncert o tyle dobry, że jesteśmy zgodni co do jego świetnej jakości. Tym razem padło na kapele mało znane, a raczej za mało znane. Bez przedłużania, przejdźmy do krótkich opisów zespołów, które uraczyły nas swoimi dźwiękami tego wieczoru.

Kylesa

Sunnata: Gdzie się chowali Ci młodzieńcy pragnę zapytać na wstępie. Noise stage to idealne miejsce dla ich twórczości. Brudne i duszne granie bardzo szybko wprowadziło licznie zgromadzoną publikę w trans. Fenomenalny support. Polska scena potrzebuje takich bandów.

Lazer/Wolf: Eksperymentalne trio z Georgii wystawiło słuchaczy na próbę. Było tak różnorodnie, że aż trudno to opisać. Dzięki ich występowi koncert był jeszcze bardziej barwny i ciekawy. Instrumentalnych popisów do końca nie wytrzymałem. Szanuję jednak ich poziom techniczny i polecam maniakom takiego grania. Jedna uwaga na koniec: niech ich perkusista uderza w werbel z większym wyczuciem.

Kylesa: Klasa sama w sobie. Zespół łączy hardcore’ową energię z dobrymi metalowymi riffami. Na deser dostaliśmy natomiast tony południowego piasku. Publiczność zgromadzona w Progresji wpatrywała się w Laurę i jej dzikie spojrzenie jak w obrazek. Doznania potegowały hipnotyzujące wizualizacje na wszystkich czterech ścianach Noise Stage. Piękny koncert pełen emocji. Zagrany na koniec podstawowego setu ‘Running Red’ przecinał powietrze i na długo zostanie w mej pamięci. Polska Cię kocha Lauro.

Było kilka momentów, które jednak szczególnie zapamiętaliśmy. Tego typu muzyka należy do pewnej stworzonej przez samą siebie niszy. W związku z tym na pewno miłym doświadczeniem jest stanie na widowni zaraz obok głównych gwiazd wieczoru, które lubią integrować się z fanami. Spodobało nam się to, że przy takiej wadze wydarzenia w brzmieniu każdego z zespołów wyczuwalna była ręka, jaką każdy z artystów przyłożył do sukcesu koncertu.

Warto też wspomnieć o momencie, w którym na scenę przez koncertem Kylesy wyszła Laura i zaczęła stroić swoją gitarę. W tamtej chwili cała sala zamarła, zrobiło się bardzo cicho, a tłum zarośniętych mężczyzn wpatrywał się w nią jak w obrazek. Tak bliski kontakt z muzycznym idolem powoduje jeszcze większe wczucie się w i tak doskonale przygotowany koncert. Mamy nadzieję, że dzisiaj ten świetny line-up da równie udany występ w Gdańsku!

Słuchali i zwiedzali: Bartosz Pietrzak i Piotr Wasilewski

Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.