W minionym tygodniu Polskę odwiedził szkocki zespół Alestorm. Panowie w trakcie tegorocznej trasy promowali swoje ostatnie dzieło – „Sunset on the Golden Age”, dając m.in. aż 3 koncerty w naszym kraju. Na ich drodze znalazły się Wrocław, Warszawa oraz Kraków. Poniżej przedstawiamy relację z koncertu grupy w Klubie Proxima w Warszawie, który odbył się 24 września.
Alestorm to pod pewnymi względami wyjątkowy zespół. Grupa gra dość nietypowy rodzaj gatunek muzyki, który można określić tylko w jeden sposób – pirate metal. O ile pirackie klimaty były obecne już w twórczości innych grup, jak np. w tekstach Running Wild, to jednak zespół ten muzycznie brzmiał jak klasyczny heavy metal. Do tego w niemieckim wydaniu… Alestorm zaś brzmi tak, jakby prawdziwi piraci z XVII-wieku chwycili za elektryczne gitary i zaczęli wycinać metalowe riffy. Na całe szczęście widać, że muzycy mają do siebie duży dystans, więc nie sprawiają wrażenia sztucznego, pretensjonalnego zespołu. Jeśli miałbym podsumować środowy koncert w jednym zdaniu to zapewne byłoby to „radosna metalowa libacja”. Dobry humor dopisywał członkom zespołu od pierwszych minut występu, a uśmiechy nie schodziły z ich twarzy do samego końca występu, podobnie jak z twarzy wszystkich osób uczestniczących w tym koncercie.
Występ Szkotów został poprzedzony intrem motywu przewodniego z klasycznej już gry przygodowej z początku lat 90. – The Secret of Monkey Island. Co ciekawe, wersja była dubstepowa, nie wprowadziło to jednak żadnego zgrzytu wśród metalowej braci. Panowie zaczęli od Walk the Plank otwierającego ich najnowszy album, a potem przeszli do The Sunk’n Norwegian oraz przebojowego Drink. W setliście pojawiły się chyba wszystkie najważniejsze utwory z czterech dotychczasowych albumów Alestorm, dlatego wątpię, żeby ktokolwiek wyszedł z koncertu nieusatysfakcjonowany. W Proximie wybrzmiały zarówno Over the Seas, Captain Morgan’s Revenge, Shipwrecked, Pirate Song, Rum jak i cała masa innych znakomitych utworów. Co ciekawe, jako jeden z bisów publika mogła usłyszeć Wolves of the Sea, będący coverem piosenki disco z Eurowizji!
Brzmienie zespołu było zaskakująco dobre, jak na Klub Proxima. Klub ten nie słynął nigdy z dobrej akustyki, jednak w trakcie tego koncertu dźwiękowcy wybrnęli z karkołomnego zadania nagłośnienia warszawskiego lokalu. Rozmywające się basy co prawda przeszkadzały w dokładnym odbiorze muzyki, jednak doskonała, bardzo radosna atmosfera koncertu wynagrodziła wszystkim tę niedogodność.
Co do samego koncertu – był po prostu świetny. Z jednej strony pełen metalowego szaleństwa i zadziorności, a z drugiej dowcipnych tekstów i żartów. Widać, że metalowi piraci mają duży dystans do siebie i swojej twórczości, dzięki czemu dobrze się bawią grając koncerty. Publiczność też dopisała – ludzie znali wszystkie teksty, skakali i moshowali przy każdym utworze, a przy spokojniejszych, jak np. Nancy the Tavern Wench tańczyli walczyka! Koncert zakończył się skokiem wokalisty i perkusisty w publiczność i zaproszeniem wszystkich do kontynuowania zabawy przy barze. Bo kto powiedział, że heavy metal musi być poważny? Nie zawsze trzeba słuchać skomplikowanej, wirtuozerskiej muzyki pełnej ambitnych i głębokich tekstów. Metal może być też po prostu radosną zabawą. Jeżeli ktoś z Was będzie miał kiedyś okazję wybrać się na koncert Alestorm to musicie koniecznie to zrobić. Gwarantuję, że na żadnym się tak dobrze nie ubawicie.

![Alestorm: Relacja z koncertu w warszawskiej Proximie [24.09.2014]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2014/09/alestorm_proxima-716x1024.jpg)