Acid Drinkers w Skierniewicach? Jedziemy! Zerknijmy na support. „SIQ? A co to SIQ?” Już przed Summer Dying Loud patrzyliśmy na siebie zdziwieni widząc, jak został ochrzczony nowy projekt Ślimaka z Acidów. W tak zwanym międzyczasie urologiczny zespół nabrał rozpędu, a my mieliśmy przyjemność pisać kilka razy o udostępnianych przez grupę kawałkach. W końcu jednak po raz pierwszy od pamiętnego, wrześniowego Summera wybraliśmy się na koncert Acid Drinkers, którego supportowała właśnie nowa banda Ślimaka i Ani Brachaczek. Pozwólcie więc, że nie będziemy się powtarzać opisując dokładnie koncert Acidów – takich relacji u nas jest już mnóstwo. SIQ natomiast nie ma ani jednej, więc… do dzieła!

Mimo łącznika, jakim jest perkusista obu zespołów, dobrze wiemy jak ciężko jest zagrać przed Acidami. Potężne riffy, luz na scenie, spontaniczne teksty Titusa, a tuż pod sceną masa wygłodniałych fanów, często wychowanych w czasach, w których utwory zgrywało się z radia na kasetę. Koncert zaczął się głośną syreną, po której po kolei zaczęła wchodzić cała, stawiająca swoje pierwsze kroki na muzycznej scenie ekipa. SIQ, który z kolei sam określa swoją muzykę jako punk&roll, pojawił się na godzinę przed gwiazdą wieczoru i… o dziwo, pozamiatał sceną skierniewickiego teatru. Po wysłuchaniu koncertu, a warto dodać, że akustyka na nim była genialna, możemy spokojnie powiedzieć, że jesteśmy bardzo na tak!
Połączenie ostrych brzmień z delikatnym, ale konkretnym wokalem Ani Brachaczek tworzy kompozycję, która przyciąga i której chce się słuchać, mimo, że teksty połączone z garażową muzyką momentami pozostawiają słuchacza z pytaniem: „ale o co właściwie chodzi?”. Wszystko razem tworzy pikanteryjną i zadziorną całość.
Podczas rozmowy z członkami zespołu po koncercie poruszyliśmy temat, dla kogo właściwie to granie jest przeznaczone i jaka publiczność czuje się najlepiej w reprezentowanym przez nich rodzaju muzyki. Muzycy, podczas swoich koncertów, zauważyli, że są zespołem „raczej dla dziewczyn”. Ale czy to do końca prawda? Żeby to określić, weźmiemy SIQ pod lupę i przedstawimy opinię kobiety i mężczyzny na temat muzyki, wokalu i tekstów zespołu.

Teksty
Są genialne! Może nie zawsze oczywiste, a czasami wręcz trudne do zinterpretowania, ale to sprawia, że są mi jeszcze bliższe, bo z każdym mogę utożsamiać siebie lub kogoś jak chcę. Niestety przez prędkość śpiewania nie wszystkie słowa można zrozumieć, choć te, które zrozumiałam znam już na pamięć (nauczyłam się słuchając płyty w samochodzie!).
Z literackiego punktu widzenia na koncerie SIQ usłyszałam niezłe personifikacje, np. w utworze 'Raj’: „Kostki cukru, starają się być jak najsłodsze”. Ania Brachaczek w napisanych przez siebie kolejnych wersach stara się przedstawić rzeczy oczywiste w sposób, który przynosi uśmiech na twarz, śpiewa nam, np. w 'Człowieku Usterce’ o tym, że „oddychanie jest ważniejsze niż buty za pięć stów”. Z kolei 'Usta Wymazane Szminką’, czy 'Lakier na Pazurze’ sprawiają, że mam Anię za ostrą babkę, podobną poniekąd do siebie. W końcu zawsze mam na sobie szminkę i lakier, jak większość moich koleżanek. W końcu to zespół dla lasek!
Zazwyczaj ponad teksty stawiam muzykę i SIQ nie jest w tym przypadku wyjątkiem. To, co jednak ciekawie chwyta słuchacza i przyciąga jego uwagę, to interesujące gry słowne i rymy tak oczywiste, że aż strzelające plaskacza w twarz. Jeśli dołączymy do tego przeuroczą Anię Brachaczek wyciskającą z siebie siódme poty próbując zagrać równo na basie, zaśpiewać wyraźnie i jeszcze nieźle wyglądać, to naprawdę pod kątem lirycznym SIQ robi dobre wrażenie. Nawet na facecie. W końcu to zespół dla lasek.
Muzyka
Do ostrych tekstów, które opisywałam wyżej idealnie pasuje mocna muzyka, ciężkie garażowe riffy, a perkusja Ślimaka uzupełnia dzieła. Dźwięki grane na żywo na koncercie przeniosły mnie na salkę muzyczną zespołu moich znajomych, gdzie wszyscy wspólnie marzyliśmy o dniu z życia amerykańskich gwiazd rocka lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Słowem muzyka sprawiła, że poczułam się bliżej swoich marzeń, ale i zespołu, a nawet częścią muzyki, którą grali.
Było równo, mocno, porządnie, a mimo krótkiego stażu na scenie zespół świetnie się bawił w swoim własnym towarzystwie na scenie. Brakuje co prawda trochę tego przepitego, absolutnego luzu, którego doświadczyliśmy później na Acidach, jednak to trochę nie ten klimat. Obawiałem się, że Ania Brachaczek zostanie ze swoim basem zepchnięta na drugi plan na zasadzie „byle byś grała jakieś doły”, ale nic bardziej mylnego – wokalistka SIQ grała selektywnie, bez zająknięcia i przede wszystkim było ją słychać bez potrzeby wytężania uszu. Bez wątpienia jej utworem jest 'Człowiek Usterka’ i tutaj linii basu nie można było nic zarzucić.

Gitarzyści nieźle wczuli się w swoją rolę sprawiając wrażenie grających tak, jakby na backstage’u czekał na nich co najmniej czteropak perfekcyjnie schłodzonego browara. W bardziej rozbudowanych partiach uzupełniali się tworząc ciekawe harmonie, a w tych łomoczących razem z całym zespołem łoili do rytmu wybijanego przez Ślimaka.
Mówiąc o tym ostatnim przyznajmy, że o perkusiście Acid Drinkers zostało powiedziane chyba już wszystko. On za to gra tak, jakby po każdym koncercie czekała na niego zmrożona butelczyna Jacka Danielsa. A może czeka?
Acid Drinkers
Wspominając pokrótce o nieraz wałkowanych na naszych łamach Acidach ciężko nie wspomnieć o tym, że skierniewicki koncert miał o wiele bardziej surowy charakter niż ten, na którym byliśmy w ramach zeszłorocznego Summer Dying Loud. Panowie kładą mniejszy nacisk na promocję nowej płyty – fundują za to fanom sentymentalną podróż przez całą dyskografię. Efekt jest następujący – starsi fani w pogo zrzucają koszulki i zaczyna się mordobicie. Wielbiciele płyt od „Fishdick Zwei” w górę natomiast zastanawiali się zapewne, czy przyszli na dobrych Kwasożłopów.
Abstrahując od samej setlisty, Acidzi po raz kolejny pokazali klasę, byli w świetnych humorach, a moment, w którym Titus całuje w rękę kilkuletnią dziewczynkę i krzyczy: „Brawa dla tej młodej damy!” przejdzie do historii tych piękniejszych i bardziej ugłaskanych Drinkersowych momentów. Mimo ponad godzinnego łomotu bez znużenia pochłanialiśmy kolejne dźwięki, a pomogła nam w tym idealna wręcz akustyka skierniewickiego kinoteatru „Polonez”.
W uszach piszczało nam długo, a może nawet piszczy do dzisiaj, tylko się przyzwyczailiśmy. Na takie koncerty nie warto brać stoperów, nie warto się na nie spóźniać i nie warto wychodzić przedwcześnie. Wszyscy ci, którzy kochają Acidów wiedzą, jak znaczący jest to zespół i ten koncert tylko utwierdził wszystkich fanów w tym przekonaniu.
Jeśli chodzi natomiast o SIQ – nasza opinia jest bardzo pozytywna. Kupujcie płyty, chodźcie na koncerty. My CHCEMY SIQ, więcej i więcej!
Tekst współtworzyła: Anna Chojnacka
![Acid Drinkers i SIQ: Relacja z koncertu w Skierniewicach [08.04.2016]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2016/04/acid-1024x576.jpg)