Saratan: Recenzja płyty “Asha”

0

Uchodźcy, Bollywood, Borat, telenowele… Bliski wschód niejedno ma oblicze. Jedno z ich ukrywa się u nas w Polsce. Oblicze drapieżne, brutalne i mocno metalowe, a imię jego: Saratan…

Asha
Na swojej najnowszej płycie zatytułowanej „Asha” brutalny death-trash metal przyozdobił całymi garściami arabskiej muzyki instrumentalnej. W ruch idą takie niecodzienne instrumenty jak tar, sitar, baglama cura, kamanhech, tambuka czy tombak. I tutaj duży plus należy się za produkcje materiału. Mimo tak pokaźnego instrumentarium, wszystko brzmi bardzo przejrzyście i klarownie. Czyste wokale i klimatyczne wstawki nie są zagłuszane przez brutalne riffy, zaś te ani przez chwile nie tracą na swoim ciężarze. Świetnie słychać w to już w otwierającym płytę ‘Hare Khshaeta’. Na początek w podróż na muzyczny Bliski wschód zabiera nas klimatyczne intro, aby zaraz sprzedać nam plaskacza po mordzie wraz z nadejściem metalowego oblicza grupy. Growle Jarosława Niemca przywodzące chwilami na myśl Petera Wiwczarka ciekawie kontrastują z wysokimi wokalizami Małgorzaty „Maggie” Gwóźdź. Gitarowe riffy wprowadzają ciekawy groove, osadzony w bardzo przyzwoitej linii perkusyjnej. Takie pływanie pomiędzy orientalnym i brutalnym obliczem grupy utrzymywane jest przez dwie pierwsze kompozycje.

Na trzecim tracku, trwającym ponad 10 minut ‘Dakhma- The Tower of Silence’ zostajemy wchłonięci przez pustynny klimat na jeszcze dłużej niż zazwyczaj. Gdy już zatoniemy w hipnotycznych melodiach wstępu, zupełnie niespodziewanie pojawia się deathmetalowa młócka. Mimo iż moment ten ma olbrzymią dawkę mocy, można odnieść wrażenie, że przejście między nim a klimatycznym intro jest trochę zbyt mało płynne. Cały ten utwór żongluje przeróżnymi motywami, ale czasem odnosi się wrażenie, że są one wciskane na siłę.

Kolejne kompozycje nie odbiegają znacznie od formy znanej z pierwszej trójki. Nadal dostajemy długie, progresywne kompozycje miksujące etniczne brzmienia z mięsistym metalem. Po pewnym czasie ta formuła może się znudzić. Pomimo tak bogatej budowy kompozycji, niewiele z nich zapada w pamięć na dłużej. Najciekawszym utworem na płycie jest powolny, hipnotyczny ‘The Chinvat Bridge’, który niczym piaski pustyni wciąga nas kobiecymi wokalizami w gorącą atmosferę Egiptu.

„Asha” dziełem wybitnym nie jest, ale na pewno wprowadza powiew oryginalności na polską scenę metalową. Powiew gorącego, orientalnego powietrza. Kierunek, który obrało Saratan nie do wszystkich przemówi, ale warto spróbować dać się wciągnąć w tę hipnotyczną podróż i uwieść przez moment pustynnemu klimatowi.

01. Hvare Khshaeta
02. Asha
03. Dakhma – the Tower of Silence
04. The Chinvat Bridge
05. Khvarenah
06. Sacred Haoma

saratan-asha-duze

Wyro(c)k

76%
76%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7
  • Wokal
    8
  • Instrumentarium
    7
  • Brzmienie
    10
  • Repeat Mode
    6
  • Oceny czytelników (2 głosów)
    8.6
Udostępnij to

O autorze

Vincent13

Miłośnik gitary pod każdą postacią, otwarty na różne gatunki muzyczne- od bluesa i funku po progresywny metal. Rok bez Woodstocku uważa za rok stracony. Poza muzyką zakochany w kinie, powieściach Agathy Christie i dziełach Beksińskiego.