Recenzja płyty Thy Disease – “Costumes of Technocracy”

0

W czasach, gdy w niemalże każdym omówieniu pada słowo “ciekawy” naprawdę trudno jest wyróżnić te najbardziej interesujące zespoły. Długo zbierałem się do napisania tej recenzji i tak samo długo zastanawiałem się, jak właściwe określić najnowszą płytę Thy Disease w taki sposób, żeby w pełni oddać to, co się na niej dzieje i zachęcić was Was do choćby jednorazowego przesłuchania. Arcydzieło? No nie. Nie jest to muzyczne arcydzieło, to coś nawet więcej. Arcyciekawa? Owszem. Ale tak jak już wspominałem, nawet używanie odmian tego słowa nie wzbudza już w nikim przesadnego zainteresowania… Już wiem. “Costumes of Technocracy” to po prostu wciągający, hipnotyzujący i porywający album, który bez problemu sprawi, że zakochacie się na zabój w tych kilku połamanych utworach.

THY_DISEASE-1024x682

Od razu wypada się przyznać i uwierzcie, że jest mi wstyd – nie znałem dotąd twórczości zespołu Thy Disease. Gdybym najpierw posłuchał muzyki tej krakowskiej grupy, a dopiero potem przeczytał ich biografię, na mojej twarzy dostrzeglibyście wytrzeszczone oczy, zmarszczony nos, a jakiś metr pod nim koniec opadniętej z wrażenia szczęki. Nigdy, ale to przenigdy nie powiedziałbym, że kawał tak dobrej muzyki pochodzi z Polski (z całym szacunkiem dla innych rodaków – nasza muzyka brzmi świetnie, ale tutaj wyraźnie czuć światowy poziom). Pomijając brzmienie, a wysuwając na pierwszy plan całokształt twórczości też jest podobnie – ogromne zaskoczenie.

Połączenie czysto zaśpiewanych, melodyjnych refrenów z ciężkimi growlowanymi zwrotkami jeszcze parę lat temu wywoływało w fanach ciężkiej muzyki bolesne konwulsje, toczenie piany z ust, oraz niepohamowaną chęć zniszczenia odbiornika (albo co gorsza, w przypadku koncertu na żywo, sprzętu zespołu). Pamiętam dobrze – także miałem z tym problem. Dopiero zespół Trivium wybawił mnie z tej obsesji i co więcej sprawił, że pokochałem na dobre tego typu eksperymenty.

Teraz, gdy usłyszałem “Costumes of Technocracy” znów czuje to samo wewnętrzne ciepło i ten sam nieposkromiony entuzjazm. Entuzjazm, który szybko przerodził się jednak w podniecenie, gdy wychwyciłem, że na najnowszych krążku Thy Disease jest mnóstwo elektronicznych wstawek. I niech skarcą mnie wszyscy true metale – uwielbiam śmiałe połączenia miażdżących kości gitar z nowoczesnymi, syntetycznymi dźwiękami.

Po przesłuchaniu całej płyty umieściłem swoje gały z powrotem w oczodołach, pozbierałem z podłogi obolałą szczękę i już miałem włączyć krążek od nowa, gdy nagle dopadł mnie wewnętrzny niepokój. Ja, maniak szufladek nie miałem najmniejszego pojęcia co to do cholery za dziwaczny gatunek muzyki. Każdy szanujący się człowiek, w takich chwilach odpala Wikipedię:

Thy Disease – polska grupa wykonująca początkowo muzykę z pogranicza black i death metalu. Powstała w 1999 roku w Krakowie. Po wydaniu drugiego albumu studyjnego formacja zwróciła się w stronę death metalu z wpływami muzyki elektronicznej.

Tylko tyle? Nie ma na ich twórczość fachowego określenia? Zwiodłem się, bo tak zmyślne połączenie dźwięków zasługuję na szczególną klasyfikację. Zaraz mi ktoś znów spróbuje wmówić, że gatunki nie mają znaczenia, gdy muzyka pochodzi z serca, ale ja i tak wiem swoje. Jak pedant musi mieć poukładane ciuchy na półkach, tak ja muszę mieć na wszystko w muzyce nazwy. Każdy ma jakieś głupie zboczenia.

Zostawmy w tyle ludzkie upośledzenia i skupmy się w końcu na muzyce zawartej na “Costumes of Technocracy”. Jak sama nazwa wskazuje warstwa liryczna osadzona jest gdzieś w industrialnej przyszłości, o której opowiada nam nowy, debiutujący wokalista Syrius. Skoro mamy już ogólne pojęcie zarówno o muzyce, jaki i tekstach to czy jest sens omawiania każdego utworu po kolei? Chyba nie. Jest natomiast parę perełek o których nie sposób nie wspomnieć.

Thy-Disease-Costumes-of-Technocracy

Moim zdecydowanym faworytem na omawianym wydawnictwie, a zarazem jednym z moich ulubionych utworów (ever!) jest ‘Corporate Cull’. Opatrzony narastającym, złożonym z przeróżnych dźwięków wstępem dezorientuje, aby po chwili wstrząsnąć i zmiażdżyć słuchacza wirem potężnych gitarowych riffów. Złowieszczy growl przechodzi tutaj w melodyjny refren co sprawia, że koniec końców mimo upiornego klimatu mamy do czynienia z całkiem przyjemnym kawałkiem. Bezużyteczną ciekawostką jest także fakt, iż ustawiłem sobie ten właśnie utwór na nowy dźwięk dzwonka w telefonie.

Kolejny numer, na który warto zwrócić uwagę nosi tytuł ‘Drowning’. I tu jest podobnie: złożony z syntetycznych dźwięków wstęp zapowiada jakieś porządne, mocarne uderzenie. Ostatnio, gdy usłyszałem tak dobrze zwiastujące, elektroniczne intro, dostałem w twarz nie gitarową, a dubstepową sieką – mam na myśli ‘Narcissistic Cannibal’ z “Path of Totality” (i tu znów się narażę – nie mam nic przeciwko nowemu obliczu amerykanów z Korna). Dalej mamy mnóstwo podwójnej stopy i jeszcze większą dawkę melodyjnych riffów, okraszonych moimi ulubionymi, dołującymi wstawkami.

‘MK Ultra’ natomiast uznaję za totalnie udany eksperyment. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich utworów, na tym nie uświadczymy w ogóle gitar – zostajemy sam na sam z połamanym rytmem perkusji i wprowadzającymi w trans syntezatorami. Stonowane, powolne recytacje wokalisty tylko potęgują ten wspaniały efekt. Polecam tę kompozycję szczególnie tym, którzy za pomocą przeróżnych substancji uwielbiają zmieniać swój stan świadomości i postrzeganie otaczającego świata.

Słuchając w nocy “Costumes of Technocracy” przyśnił mi się koszmar. Obudziłem się zlany potem, a w głośnikach leciały ostatnie dźwięki ‘Global Technocratic Prison’ – ostatniego utworu z płyty. Nie będę bawił się w egzorcystę i bełkotał, że w tym kawałku wyczuwam obecność demona, ale jedno jest pewne, brzmi potężnie i bardzo złowieszczo. Gitary oraz sekcja rytmiczna wgniatają w ziemię, a wokal dodatkowo oplątuję się wokół szyi bombardując uszy potężnym growlem. Osoba która usłyszy tekst kawałka, będzie powtarzać w koło jego refren. Tylko nie mówcie mi potem, że nie ostrzegałem…

Tak oto w skrócie prezentuje się najnowsza płyta krakowskiej grupy Thy Disease. Nie ma co ukrywać – to właśnie te elektroniczne wstawki i połamane rytmy perkusji powodują, że jedni zespół kochają, a drudzy szczerze nienawidzą. Ja na szczęście należę do tych pierwszych, i choć nie znam jeszcze dobrze całości twórczości, to już ich uwielbiam. Utalentowani muzycy odważnie eksperymentują, co sprawia, że metal zyskuje zupełnie nowe, świeże oblicze. Nic na sztywno. Mimo, że to death metal i klimat utworów jest dość ponury, to grupa naprawdę da się lubić. Mimo ciężkości przytłaczających gitar, muzyka jest przyjemna w odbiorze. Gwarantuję, że jedno przesłuchanie “Costumes of Technocracy” wystarczy, aby ich hipnotyzujące dźwięki zostały z Wami na dłużej. Wystawiam maksymalną ocenę i chętnie podpisuję się pod tym arcydziełem obiema rękami.

Lista utworów:

1. Slave State
2. Muted Scream
3. Costumes of Technocracy
4. Psycho Parasites
5. Holographic Reality
6. Corporate Cull
7. Synthetic Messiah
8. Drowning
9. MK Ultra
10. Global Technocratic Prison

Ocena: 10/10

4169_photo

Udostępnij to

O autorze

MattMarduk

Uzależniony od muzyki. Każdej. Bez względu na gatunek. Chłonę wszystko - od miejscowego undergroundu, aż po światowe legendy metalu. Otoczony dźwiękami całą dobę pisuję, czytuję i poznaję. W życiu kieruję się słowami, które zostawił po sobie Cliff Burton: "Nie wypalasz się od szybkiego życia. Wypalasz się od powolności i znudzenia."