25 sierpnia, w dzień premiery nowego albumu Queens of the Stone Age jadąc tramwajem dostałem wiadomość, i była to nie byle jaka informacja, bo pochodząca od największej fanki wspomnianego zespołu (pozdrawiam Karolinę). Czytam – „Mówili w Teleexpressie o Villains i puścili dłuższy fragment The Way You Used to Do”. Zaraz, zaraz, w telewizji publicznej o godzinie 17:00 pokazano najnowszy teledysk QOTSY, w którym Josh Homme radośnie tańczy do garażowego, melodyjnego rocka? Ten sam Josh Homme, który zrzucił ze sceny jednego z fanów, który na nią wtargnął omijając ochronę? A może to ten, który nawalony na scenie krzyczął do tłumu „everybody knows you dance like you fuck”?
Nie zamierzam sobie zadawać pytań typu „czy coś przespałem?” albo „gdzie ten stary Josh?”, ponieważ losy Queens of the Stone Age śledzę od kilku lat i znam dobrze historię zespołu, począwszy od powstania na zgliszczach Kyussa, poprzez narkotyczne „Rated R”, przebojowe „Songs for the Dead”, ponowny romans z ciężkim, brudnym brzmieniem na „Lullabies to Paralyze”, a skończywszy na nowych, bardziej przystępnych „Era Vulgaris” oraz „…Like Clockwork”. Jest to zespół szalenie różnorodny, który swoimi albumami starał się połączyć stonera z przebojowym garage rockiem oraz coraz większym stężeniem muzyki elektronicznej na późniejszych krążkach. Szczególnie ostatni z albumów, „…Like Clockwork”, przyciągnął wielu nowych fanów dzięki bardziej przystępnej produkcji, ciekawej liście gości (Elton John, Trent Reznor, Brody Dalle) oraz osobistemu wydźwiękowi utworów. No ale… Teleexpress? Przyjrzymy się więc, co TVP postanowiło zareklamować polskim widzom 25 sierpnia o godzinie 17:00.
Z pewnością „Villains” jest świetnym krążkiem, choć w wielu momentach zaskakującym lub nierównym. Ujmując to w krótkich, żołnierskich słowach – jest to kolejna porcja muzyki znanej z „…Like Clockwork” ze szczyptą tego, czym zespół uraczył fanów na „Rated R”. Znajdziemy tu więc przydługi, ale dynamiczny wstęp w postaci 'Feet Don’t Fail Me’, promujący cały krążek 'The Way You Used To Do’, spokojny, przyjemny i brzmiący jak 'Into the Hollow’ kawałek w postaci 'The Fortress’ czy krótką, lecz solidną dawkę rock and rolla w 'Head Like a Hounted House’. Swoją progresywną stronę ekipa Josha Homme pokazuje w 'Un-Reborn Again’, a nagrywając 'Villains of Circumstance’ wyjadacze stoner rocka pokazali, że z ciszą i minimalizmem potrafią sobie poradzić równie dobrze, jak z fuzzem i hałasem.
W przeciwieństwie do „…Like Clockwork”, przy odsłuchu „Villains” miałem wrażenie, że mimo pewnych różnic gatunkowych wszystkie utwory tworzą spójną całość. Nie uświadczymy tutaj tak szokujących przeskoków jak pomiędzy 'I Sat by the Ocean’, a 'The Vampyre of Time and Memory’ czy między 'My God is the Sun’, a 'Kalopsia’. Pozwala to w większym stopniu „odpłynąć”, zaufać kolejnym minutom lecącej z głośników muzyki i czerpać z niej czystą przyjemność. Sztuka ta udała się QOTSA pierwszy raz od czasów „Lullabies to Paralyze”, a samemu Joshowi Homme od czasów fenomenalnego „Them Crooked Vultures” nagranego z Davem Grohlem i Johnem Paulem Jonesem.
Zaraz, zaraz… czy właśnie w kontekście nowego albumu Queens of the Stone Age padło słowo „odpłynąć”? Otóż tak – „Villains” jest po prostu bardzo przyjemnym albumem. Nie jest rozrywającą głowę i zmuszającą do tańca porcją rock and rolla znaną z „Songs for the Deaf”, nie jest też pokręconą „Erą Vulgaris” ani nie jest dostarczającym wielu zaskoczeń „…Like Clockwork”. To krążek bardzo bezpieczny, zachowawczy, by nie powiedzieć leniwy. Słucha się tego bardzo dobrze, lecz brakuje tu poszukiwań, momentów, których byśmy nigdy jeszcze nie słyszeli.
Dodatkowo, jak już wspomniałem, pod pewnymi względami „Villains” jest dość nierówne. Zatrudnienie Marka Ronsona (Lady Gaga, Adele, Robbie Williams) na stanowisku producenta poskutkowało na przykład niemal całkowitym usunięciem perkusji w cień. Niby słyszymy czasem klaśnięcia, przejścia na tomach, okazjonalne uderzenia w werbel, jednak brakuje tutaj rockowej energii. Słuchając sekcji rytmicznej „Villains” można jedynie zastanawiać się jak to możliwe, że to, co dolatuje do nas z głośników spełnia ambicje Jona Theodore, byłego perkusisty The Mars Volta. Dużo tutaj też elektroniki, efektów gitarowych, a mało klasycznych, rockowych przesterów i brudnego brzmienia, z którego przecież QOTSA swojego czasu słynęła i które wprowadzała na salony. Niech rękę podniesie ten, kto nie śmigał w nocy stuningowanym autem słuchając kawałka 'In My Head’ w Need For Speed: Underground 2.
I tak właśnie prezentuje się „Villains” – najbardziej przystępny, najłagodniejszy i najbardziej zachowawczy album, jaki QOTSA zdołała do tej pory nagrać. Obcowanie z nieco ponad 40 minutami muzyki serwowanej przez ekipę Josha Homme jest doświadczeniem nad wyraz przyjemnym i wartym poświęconego czasu. Z drugiej strony Queens of the Stone Age zdążyło przyzwyczaić fanów do zaskakiwania wraz z każdym wydanym albumem. Czy te czasy minęły bezpowrotnie? Ciężko powiedzieć. Na ten moment QOTSA zapewniła sobie byt na najbliższe lata wydając „Villains” – album, o którym można spokojnie i bez zgorszenia wspomnieć w Teleexpressie o godzinie 17:00.
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- PIERWSZE WRAŻENIE8
- INSTRUMENTARIUM9
- BRZMIENIE7
- REPEAT MODE8
