NoNe to bydgoska grupa, która w szybkim tempie zdobyła w Polsce popularność za sprawą trzech stricte nu metalowych płyt wydanych pod skrzydłami Metal Mind na początku ubiegłej dekady. Uściślijmy jeden fakt – mowa tu o ciekawie brzmiącym nu metalu, przypominającym miejscami dokonania Machine Head z ery pomarańczowych dresów, przyprószonym dodatkowo dokonaniami Sepultury z czasów „Roots”. Brakuje za to (na szczęście!) cebulowatego zacięcia, które nieodłącznie towarzyszy zespołom pojawiającym się na stronie „Zdelegalizować polski nu metal”.
Można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby NoNe dalej drążył temat nu metalu i nagrywał płyty w tym klimacie, może i trafiłby w końcu na wyżej wspomnianą stronę. Na szczęście po wydaniu w 2003 roku albumu „Black Star” panowie postanowili zrobić sobie dłuższą przerwę wydawniczą i powrócili dopiero 5 lat później z płytą „The Rising”. Zmian było kilka – Metal Mind zamieniono na Mystic Production, Olassa, który już od paru lat wycinał riffy z Acid Drinkers, zastąpił Bartek „Bartass” Dębicki, a wokalistą został Bartosz „Chupa” Zawadzki. Co zmieniło się w kwestii muzycznej? Nu metal przeobraził się w metalcore inspirowany dodatkowo zespołami z nurtu New Wave of American Heavy Metal. W podobnych klimatach muzycznych i w niemal takim samym składzie (po drodze zespół zaliczył zmianę basisty) NoNe grał jeszcze przez dwa albumy, by ponownie zafundować fanom pięcioletnią przerwę.

Pod koniec zeszłego roku byliśmy po raz kolejny świadkami powrotu bydgoskiej grupy. Tym razem ze składu wypadł Chupa, który zdążył w tym czasie zaliczyć epizod w The Voice of Poland i wydać solowy album. Zawadzkiego zastąpił Łukasz „Pachu” Pach, znany głównie z występów w Vedonist i Huge CCM. Dokładnie 29 grudnia 2017 roku NoNe powrócił z albumem „VII”, wydanym tym razem na własną rękę. Po wstępie, który moim zdaniem był konieczny w przypadku tego zespołu, w końcu mogę zadać to pytanie – czy NoNe ponownie obrał nowy kierunek muzyczny i czy ich siódmy album studyjny zasługuje na to, by zostać zauważonym?
Na „VII” nie jesteśmy świadkami aż tak dużej zmiany stylistycznej, jak pomiędzy albumem trzecim i czwartym Bydgoszczan. Nie oznacza to jednak, że zmian nie ma w ogóle. Zespół zmniejszył w swoim brzmieniu pierwiastek metalcoru, zwiększył za to wspomniane wcześniej wpływy New Wave of American Heavy Metal. Wystarczy wsłuchać się w kilka pierwszych kawałków, by szybko zauważyć, że w trakcie nagrywania „VII” nowy wokalista NoNe, Pachu, był pod dużym wpływem Deza Fafary, a w szczególności stylu, który Amerykanin prezentuje na ostatnich płytach DevilDriver czy na albumie „Rivals” Coal Chamber z 2015 roku. „Wyszczekiwane” przez Pacha słowa tekstu, które pojawiają się w co drugiej zwrotce, to przecież znak firmowy Fafary. Najnowszy krążek NoNe zadowala też słuchacza pod względem brzmieniowym, czego najlepszym przykładem jest kawałek „What We Say To Death?”, czyli utwór, który już w kwietniu ubiegłego roku zapowiadał nowe wydawnictwo. Rozbujany riff na początku potrafi zachęcić do przesłuchania całego albumu.
Mimo spójności brzmienia i stylistyki, muzycy zadbali, by nie ucierpiała przy tym różnorodność. Tak więc mamy dwa solidne uderzenia na początku, w postaci wcześniej wspomnianego singla i otwieracza albumu, „A Place Of No Regret”, mamy bardziej melodyjny i wpadający w ucho refren w „Fear Feast”, przyjemne solówki gitarowe w „Ordinary Day”, a tempa średnie przeplatają się z wolnymi. Odbiór końcowy albumu zaburza tylko w niewielkim stopniu numer „With So Much Substance”, który sprawia wrażenie zapychacza, głównie za sprawą wymęczonego i topornego refrenu.
Gdyby tego było mało, to NoNe w swoim starym dobrym zwyczaju zadbał o gościnne występy innych artystów na swoim albumie. W taki oto sposób w bardzo „sixpounderowskim” kawałku „Fantasies” Pacha wspomaga nie kto inny jak Filip Sałapa, a w zamykającym płytę „Ordinary Day” w charakterystycznym (ale nie koniecznie wszystkim się podobającym) stylu śpiewa Zielony z Virgin Snatch. Poza tym panowie z NoNe najwyraźniej natrafili jeszcze w trakcie nagrywania na Ślimaka z Acid Drinkers, który nagrał intro perkusyjne do „Baptized By Fire” oraz na swojego byłego i wieloletniego basistę, Michała Kalecińskiego, który stworzył partie basu do pierwszego z kawałków na „VII”.
Być może „VII” nie jest tak przełomowa dla samego zespołu, jak jego pierwsze wydawnictwa, ale na pewno wróży dobrze na przyszłość i cieszy, że zespół przy okazji każdej następnej płyty wprowadza do swojej muzyki nowe elementy i, co najważniejsze, wychodzi z tego obronną ręką. Miejmy nadzieję, że na następny album NoNe nie będziemy musieli czekać kolejnych 5 lat, a skład z „VII” dotrwa do kolejnego wydawnictwa. Jeśli zespół będzie kontynuował brzmienie i styl zaprezentowany na ich najnowszym wydawnictwie, może w przyszłości będziemy ich mogli z czystym sumieniem nazwać polskim DevilDriverem.
2. What We Say To Death
3. Fear Feast
4. Fantasies (feat Filip Sałapa)
5. Mental Grave
6. Baptized By Fire
7. With So Much Substance
8. The Plague
9. Ordinary Day (feat Zielony)

Wyro(c)k
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- Pierwsze wrażenie6
- Instrumentarium6
- Wokal7
- Brzmienie8
- Repeat Mode6
