Początki historii Mindfield sięgają 2008 roku. Od tamtej pory kwartet zdążył nagrać mini-album i, wliczając w to „(W)hole In The Head”, 2 krążki studyjne. Już ich pełnowymiarowy debiut był świadectwem na to, że nie są osobami z przypadku, które spotkały się żeby chwilę pobrzdękać. „Teeth Marks” miał wizję i wyznaczał obiecujący kierunek. Pozostało pytanie, czy na „(W)hole In The Head” podołali presji i udowodnili, że krążek numer 1 nie był tylko interesującym zrządzeniem losu.
Zaczyna się niepozornie. Jak na setkach, jeśli nie tysiącach innych albumów metalowych. Spokojne i niepokojące intro ma nas wprowadzić w nastrój oczekiwania przed pierwszym utworem, który eksploduje niespodziewanie. Z tym że Mindfield nie bawi się w oczywiste i schematyczne zagrywki. ’40 & Four’ pomimo wzmożonej pracy perkusji wespół z gitarą nadającej miejscami niczym karabin krótkimi seriami, zwalnia w refrenie żeby urzec słuchacza balladowym wyhamowaniem.
Nostalgia to jednak niejedyne oblicze grupy. ‘Pinky’ to numer przy którym aż trudno powstrzymać się od przynajmniej podrygiwania w rytm utworu. Koncertowo musi być to prawdziwa petarda. Jednak co najbardziej przykuło moją uwagę, to typowo southernowa gitara, która ma za cel intrygować słuchacza i zasiać mu w głowie ziarnko niepewności. Mindfield za połową kawałka odkrywają przed słuchaczem karty wprowadzając go w typowo akustyczno-southernową atmosferę.
Nagłe zmiany tempa i ciężaru to znak rozpoznawczy „(W)hole In The Head”. ‘Find Myself’ kontynuuje motyw z ‘Pinky’ dokładając do zestawu afrykańskie instrumenty perkusyjne i feeling przywodzący miejscami na myśl bardziej rzewne kompozycje Alice In Chains. Jakby tych wszystkich zaskakujących przewrotów było mało, ‘Lazarus’ będący najbardziej zadziwiającym utworem na całym krążku wprowadza początkowo elektronikę, by w połowie skonfrontować ją niespodziewanie z folkiem. W ‘Down’ z kolei udało się prześliznąć nieco bardziej progresywnym klimatom. Zarówno wokal jak i charakterystycznie brzmiący bas przywodzą mi na myśl jednoznaczne skojarzenia z Riverside. Porównanie być może karkołomne, ale nie całkiem bezpodstawne.
Kooperacje między muzykami różnych kapel stwarzają wiele możliwości. Zwłaszcza jeśli zaproszony do wzięcia udziału na albumie gość, na co dzień porusza się po nieco odmiennych muzycznych rewirach. Jest jednak też druga strona medalu. Na ręce wykonawcom albumu patrzą wtedy zarówno ich fani, jak i zaproszonego gościa. Pierwszym z nich jest Rafał ‘Rasta’ Piotrowski. Mimo że zarówno Decapitated jak i Mindfield eksplorują ciężką muzykę, to poruszają się po zupełnie różnych jej orbitach. Mimo to Rasta udowodnił, że równie komfortowo czuje się w stylistyce prezentowanej przez Mindfield, nie dominując jednocześnie całego utworu, ale dodając mu energii i kolorytu, a również pokazując inne oblicze niż te z którego jest znany z Decapitated (rapowana wstawka? czemu nie!). Również i w tym przypadku nie obyło się bez niespodziewanych zwrotów i zawirowań. Po sepulturowym (‘Attitude’) początku w stylu tradycyjno-brazylijskim (instrument nazywa się berimbau, właśnie oszczędziliście sobie minuty googlowania, nie ma sprawy) przerwanym prawdziwą eksplozją skumulowanej energii, przechodzimy do numeru który koncertowo musi rozkręcać okazałe pogo, by za połową zwolnić i udowodnić słuchaczowi, że nie jest to wyłącznie muzyka do zamiatania włosami podłogi.
Jednak nie tylko Rasta zagościł na „(W)Hole In The Head”. Nieco skromniejszy występ zaliczył również Titus. Mimo że to właśnie on wprowadza nas w atmosferę kompozycji, to oddaje pole Pinkiemu, którego refren wżyna się w pamięć na dłuższą chwilę. Słuchając początku ‘D.A.R.K.’ nie raz złapałem się na myśli, że tak powinno właśnie brzmieć Acid Drinkers po na nagraniu „Verses of Steel”.
Mimo że powtarzałem to już w tej recenzji niezliczoną ilość razy, to muszę to zrobić jeszcze raz. „(W)Hole In The Head” to album niesamowicie urozmaicony. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co wydarzy się za chwilę, ani co przyniesie następny numer. W odróżnieniu jednak od wielu innych albumów, nie jest to oznaka muzycznych poszukiwań, ale świadomy zabieg, który świadczy tylko o dojrzałości muzyków, którzy każdy składnik tej muzycznej układanki dopieścili do granic możliwości sprawiając, że tak chętnie wraca się do tego krążka. Zarówno w całości, jak i wybiórczo.
02. 40 & Four
03. D.A.R.K. (feat. Titus)
04. Pinky
05. Find Myself
06. Public Killa (feat. Rasta)
07. Lazarus
08. Down
09. Wild
10. Bloodstone, Pt. II
Wyro(c)k
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- Pierwsze wrażenie8
- Instrumentarium8.5
- Wokal8
- Brzmienie8
- Repeat Mode8



