Magnetyki 2013 #1 – podsumowanie roku (EchoBartosz)

3

Końcówka roku to zawsze czas podsumowań. Jedni patrzą na to, co osiągnęli przez ostatnie 365 dni, inni robią rozrachunki z samym sobą albo wymyślają noworoczne postanowienia. Pamiętajmy jednak o tym, co było w minionym czasie najlepsze, a z chwil gorszych wyciągajmy jedynie wnioski. Idąc dalej tropem  gloryfikowania najciekawszych momentów roku 2013 przedstawiamy Wam Magnetyki – nasze własne zestawienia albumów i koncertów, które wgniotły nas w fotele i zjeżyły włos na głowie. Prezentujemy część pierwszą, nieco bardziej “mroczną” – już wkrótce kolejne podsumowania!

magnetyki-2013Zapraszamy!

Polska

5. Thaw – Thaw

Miła niespodzianka dla fanów mrocznego, ciężkiego grania. Thaw łączy w sobie elementy ambientu oraz black i sludge metalu. Patrząc na rozwijającą się w atomowym tempie karierę zespołu można mu tylko życzyć dalszych sukcesów i nagrywania jeszcze bardziej ponurych krążków.

4. Riverside – Shrine of New Generation Slaves

Klasyka polskiego progresywnego grania, Riverside, uderzyła ponownie z charakterystyczną dla siebie siłą. Jeśli panowie nie wypadną z sprawy to ich obecność na tego typu podsumowaniach będzie wciąż formalnością.

3. Antigama – Meteor

Przy okazji podsumowania roku 2013 ciężko nie zwrócić uwagi na ogromne umiejętności techniczne oraz kompozycyjne muzyków z Antigamy. Ich najnowszy album, Meteor, to mieszanka zabójczego tempa, idealnej precyzji i ciekawych pomysłów zamknięta w bezkompromisowe, grindcore’owe ramy.

2. Blindead – Absence

Kolejny, po rewelacyjnym Affliction XXIX II MXMVI, krążek formacji z Gdańska to dowód, że można skręcić w zupełnie inną stronę bo nagraniu płyty absolutnej, a nawet wskazówka, że tak właśnie należy zrobić. Krzyk Patryka Zwolińskiego zostaje zamieniony czystym wokalem, a muzycy grają lżej i z bardziej progresywnym zacięciem. Naszą recenzję krążka przeczytacie tutaj.

1. Obscure Sphinx – Void Mother

Zdecydowanie najlepszy polski album minionego roku. Moc barytonowych gitar, potężna perkusja i powodujący ciarki na plecach wokal – oto atmospheric sludge metal w wykonaniu polskiego Obscure Sphinx. Nowa płyta zespołu jest doskonałą alternatywą dla tych, którzy szukają w tym gatunku przede wszystkim ciężaru. Więcej o albumie możecie przeczytać tutaj.

Najlepsza polska płyta roku 2013 to

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

 

Świat

5. Nails – Abandon All Life

Zespół, o którym zrobiło się ostatnio głośno w grindcore’owym świecie. Trwająca 17 minut petarda to apogeum ciężaru i bezkompromisowości. Na najnowszym teledysku grupy Soulfly – Bloodshed – Max Cavalera ma na sobie koszulkę z logiem zespołu. Czy to wystarczająca rekomendacja?

4. Deafheaven – Sunbather

Czy komukolwiek marzył się kiedyś post-rock wyjęty ze swoich patetycznych ram i połączony z black metalem? Deafheaven proponuje świeże połączenie od razu zdobywając wysokie miejsca w podsumowaniach roku, w tym również i moim.

3. Avatarium – Avatarium

Frontman Candlemass oraz Krux postanowił, jak sam przyznał w jednym z wywiadów, „odpocząć”. Efektem krótko trwającego relaksu jest powalenie na kolana całego doom metalowego świata bardziej lirycznym podejściem do gatunku oraz fenomenalnym, kobiecym wokalem autorstwa Jennie-Ann Smith.

2. Cult of Luna – Vertikal

Cult of Luna postanowiło ponownie nagrać album koncepcyjny, tym razem odchodząc nieco od sludge’owego, gitarowego ciężaru na rzecz większej ilości elementów elektronicznych. Przy tworzeniu Vertikal zespół inspirował się klasycznym filmem Metropolis. Efekt jest zatrważający.

1. Corrections House – Last City Zero

Corrections House, jako supergrupa, jest bez wątpienia wyjątkiem potwierdzającym regułę. Na szczęście tym razem spotkanie czterech indywidualności nie poskutkowało stworzeniem krążka co najwyżej dobrego. Industrialny brud wylewa się z głośników stawiając słuchacza przed bezlitosną ścianą dźwięku. Połączone siły Minsk, Neurosis, Eyehategod i Yakuzy poskutkowały stworzeniem dzieła perfekcyjnego i tym samym najlepszego albumu roku 2013.

Najlepsza zagraniczna płyta roku 2013 to (max 3)

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Koncerty

Mijający rok był bogaty we wszelakie eventy, które warto było odwiedzić. Zainteresowani najprawdopodobniej na nie dotarli, a jeśli nie, to wysłuchali z uwagą szczegółowych relacji znajomych. Było jednak kilka momentów, które, przynajmniej mnie, szczególnie zapadły w pamięci, takich, które ciężko odtworzyć:

  1. Surfujący ponad głowami fanów Mario Duplantier na koncercie Gojiry. Miłośnicy zespołu ofiarowali również perkusiście dmuchanego wieloryba, co cała grupa przyjęła z nieskrywanym zadowoleniem.

  2. Rozbite czoło Scotta Kelly’ego na koncercie Neurosis. Do ekstremalnego headbangingu frontman sludge’owców zdążył nas już przyzwyczaić i z powodu bliskich spotkań z mikrofonem stracił już wiele zębów. W Warszawie jednak, przy graniu We All Rage in Blood, krew pojawiła się na jego czole, a mikrofon wypadł ze statywu.

  3. Deszcz na koncercie Mastodona na Impact Festival w Warszawie. Jako fan zespołu starałem się znieść silną ulewę by tylko usłyszeć swoje ulubione utwory na żywo. Niestety, z powodu bezpośredniego zagrożenia dla członków grupy, koncert został przerwany po zagraniu 4 kawałków. Miłym akcentem na koniec był, ubrany w koszulkę z polskim orzełkiem, Brent Hinds pokazujący środkowy palec w kierunku nieba.

  4. Nagłośnienie KoRna na Impact Festival w Warszawie. Czekanie na koncert idoli z czasów gimnazjum wiązało się ze sporym zniecierpliwieniem. Mimo intensywnego pogo ciężko było nie zauważyć, że na pierwszy plan wysunięto perkusję, bas oraz wokal zapominając o gitarach. Sporą część muzyki trzeba było sobie, niestety, dopowiedzieć. Niemniej zespół jako wypadł bardzo dobrze, szczególnie, że wystąpił razem ze swoim pierwotnym gitarzystą, Headem.

 

Bartosz Pietrzak

Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.