Lostbone: Recenzja kompilacji “Metal United 2015”

0

W dzisiejszych czasach, gdy playlisty utworzyć możemy sobie na niemal każdym serwisie, na którym dostępna jest muzyka, kompilacje stanowią raczej smaczek dla fanów niż pełnoprawną pozycję w dyskografii jakiejś kapeli. Kto w końcu kupować będzie składankę największych hitów jakiegoś artysty, skoro może sobie zrobić własną na Spotify czy za darmo posłuchać na Youtubie?

Tyż Lostbone

“Metal United 2015” wydana pod szyldem Lostbone to jednak coś zupełnie innego niż tradycyjne zbiorówki. Serwuje nam trzy nowe utwory grupy oraz po trzy kompozycje rumuńskich kapel, które towarzyszyły im w trakcie trasy z okazji dziesięciolecia ich istnienia. Muzycy twierdzą, iż przy tworzeniu jej, ich zamiarem było pokazać Polakom, jak gra się dobrą muzykę w Rumunii, zaś w Rumunii zaprezentować możliwości naszych rodaków. Takim tokiem myślenia na płycie znalazły się cztery kapele z zagranicy: Decease, Implant Pentru Refuz, Marchosias oraz Targ3t oraz sprawcy tego całego zamieszania, czyli Lostbone.

Choć tytuł płyty przywodzić na myśl może powermetalowe składanki z lat osiemdziesiątych, już pierwsze dźwięki pokazują nam, że nie na to powinniśmy się szykować. No, może nie pierwsze, bo otwierający płytę ‘Organic Hate’ zaczynają delikatne chórki, które jednak znikają równie szybko, co się pojawiły, ustępując miejsca dzikiemu, thrashowemu riffowi. Pojawia się agresywny, skandujący wokal, a wszystko bardzo przyjemnie buja łącząc groove z brutalnością. Janek zarzyna zestaw perkusyjny do granic wytrzymałości, zaś klarowna produkcja pomaga nadać odpowiedniego ciężaru całości. Jako drugi otrzymujemy bardzo przebojowy, przywodzący momentami na myśl Panterę ‘Some Rules Are Made To Be Broken” z bardzo chwytliwym, prostym refrenem. Po tym względnym uspokojeniu, dostajemy prawdziwą petardę w postaci “You Make Me Hate You”, atakującą nasze uszy serią siarczystych blastów, ciężkich riffów i niemal grindcore’owego tempa. Ten dwuminutowy killer to ostatnia propozycja naszych rodaków. Trzeba przyznać, że wykorzystali swoje trzy miejsca idealnie, prezentując cały wachlarz umiejętności kompozycyjnych. To jednak dopiero początek zabawy.

Drudzy pojawiają się Decease i nie bawią się w klimatyczne wprowadzenie. ‘Hypnotic Paranoia’ spuszcza nam sromotny łomot już na samym początku. Wprowadzone w połowie utworu linie gitar zmieniają nieco dynamikę, jednak na ostatnie pół minuty ponownie wracamy do rzeźnickiej młócki. Ciężkie deathmetalowe łojenie okraszane jest co jakiś czas solówkami na sześciostrunówce, a w ‘Cerebral Stagnation’ pojawia się nieco bardziej melodyjny riff. Brzmienie, choć nie tak klarowne, jak w wypadku Lostbone, nie przeszkadza zbytnio przy odbiorze muzyki.

I oto jako trzeci prezentuje się mój osobisty faworyt, czyli Implant Pentru Refuz. Witają nas spokojniejsze, w stosunku do poprzednika, riffy, pojawiają się orientalnie brzmiące melodie gitarowe. Stwarza się tajemnicza atmosfera. Wchodzi wokal, w połączeniu z charakterystycznym rytmem perkusji i riffami gitarowymi przywodzi na myśl Toola. Ciekawie ułożone harmonie wokalne przez chwilę myśl o metalcore’owych wpływach, gdy nagle, ku zaskoczeniu słuchacza, wokalista przechodzi ze spokojnego śpiewu w krzyk, zaś instrumentarium gra na bardziej agresywną modłę. Dalej zaskoczeń również nie brakuje, chociaż cały czas słychać gdzieś w tej muzyce echa ekipy Keenana. Mimo iż to tylko trzy tracki, słychać, że kapela ma już wykreowane własne brzmienie i charakterystyczny styl.

Marchoslas to gratka dla blackowców. Diaboliczne melodie, opętańcze wrzaski. a także klimatyczne melodie i podniosły charakter powinny wywołać perwersyjny uśmiech na twarzy każdego fana klasycznego blacku. Na ‘Sacred Book’ mamy kapitalnie wplecione chóralne przyśpiewy, zaś ‘Crownless’ rozwija przed nami cały wachlarz wokalnej ekspresji wielbionej przez fanów tego gatunku. Brzmienie, zgodnie z gatunkowymi standardami, jest surowe, jednak tylko na tyle, aby mniej obeznani z gatunkiem również muzykę przyswoili.

Ostatni swoją trójkę prezentuje Targ3t. Rozpoczyna industrialowo, pierwszy riff przywodzi na myśl Fear Factory, jednak wokalista śpiewa znacznie brutalniej niż Bell. Pojawiają się bardzo ciekawe, eksperymentalne riffy, zaś całość opiera się na bardzo głośnej stopie, która nadaje dynamiki kompozycjom. ‘I’m Done’ serwuje nam smutny, melodyjny refren łączący growl wokalisty i melancholijne melodie gitar, zaś na zwrotkach groove trochę jak u Maxa Cavalery. Targ3t przyciąga oryginalnością i prezentuje kawał dobrej muzyki.

Panowie z Lostbone swoje urodziny obchodzą hucznie i zapraszają do zabawy razem z nimi. Brawa należą się na pewno za pomysł na taką kompilację i ideę wzajemnego wspierania się undergroundowych kapel, tym bardziej, że grają muzykę na bardzo wysokim poziomie. Trudno jest oceniać tą składankę jako całość, gdyż każdy zespół ma swoje wady i zalety, ale też każdy gra inaczej. Po prostu posłuchajcie i wybierzcie coś dla siebie.

1. Organic Hate
2. Some Rules Are Made To Be Broken
3. You make me Hate You
4. Hypnotic Paranoia
5. Breeders of Malevolence
6. Cerebral Stagnation
7. A Singular Call
8. Break the Flow
9. March to the End
10. Above the Throne of God
11. Sacred Book
12. Crownless
13. Chemtrails
14. I’m Done
15. Obey

Lostbone

Wyro(c)k

77%
77%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • LOSTBONE
    8.5
  • DECEASE
    7
  • IMPLANT PENTRU REFUZ
    8.5
  • MARCHOSIAS
    7
  • TARG3T
    7.5
  • Oceny czytelników (1 głosów)
    8.1
Udostępnij to

O autorze

Vincent13

Miłośnik gitary pod każdą postacią, otwarty na różne gatunki muzyczne- od bluesa i funku po progresywny metal. Rok bez Woodstocku uważa za rok stracony. Poza muzyką zakochany w kinie, powieściach Agathy Christie i dziełach Beksińskiego.