“Lady Justice has been raped”, czyli krytyczna recenzja “…And Justice For All” okiem znawcy prog-metalu

15

Niejaki Robert W. Brown, Jr. – autor paruset recenzji dzieł progresywnych wszelkiej maści dla cenionej wśród fanów gatunku witryny progarchives.com na jej łamach rozprawił się dopiero co z …And Justice For All – ogólnie i z każdym utworem z osobna. Na wynoszony pod niebiosa przez wielu album spojrzał w ujęciu metalu progresywnego i z czysto muzycznej perspektywy, ewidentnie z dużego dystansu. Choć prócz słów krytyki rzucił kilka pochwał, ostatecznie przyznał płycie jedynie 2/5 gwiazdek. Czy słusznie oddał wszystkim sprawiedliwość, oceńcie sami.

statue of liberty mobbing lady justice

Tłumaczenie START:
—————————–
Progresywna Metallica to jedna z tych rzeczy, które wydają się dobrym pomysłem, lecz dla mnie to nie działa w tym przypadku z kilku powodów. Przy całej uczciwości, moje metallikowe doświadczenie było odwrócone, ponieważ zacząłem od późniejszych albumów i w końcu dobrałem się do ich wcześniejszych dokonań, ale mam wrażenie, że to tak naprawdę nie ma znaczenia, że nadal wolałbym Metallikę w roli czysto metalowej z całą kolekcją ich chwytliwych jak cholera kawałków z czasów po 1990r.

Jednym z największych problemów, jaki mam z tym albumem [AJFA] jest to, że praktycznie cały czas grają to samo – ledwie kilka fragmentów zdradza jakąś oryginalność w aspekcie brzmienia, jako że zespół rzadko kiedy odstępuje od swojego stęchłego, szkieletowego metalu. Użyłem określenia “szkieletowego”, aby zilustrować inny główny problem, który dostrzegam na tym albumie: Kości wspaniałego, progresywnego metalu są tu obecne, lecz jest na nich ledwo trochę ciała, czy mięsa, który uwypuklałoby brzmienie. To natomiast spowodowane jest czymś, co z łatwością można by naprawić serią drobnych poprawek, których jednak nie zrobiono w studio. Po pierwsze, dlaczego perkusja brzmi jak zestaw dla początkujących? Werbel jest płaski, a reszta osprzętu ledwie słyszalna. Być może nieco pogłosu (reverb) czy “przestrzeni” (“room”) by pomogło.

[po tym akapicie małe przypomnienie z naszej strony: tu w zasadzie Hetfield & Ulrich pośrednio sami przyznają mu rację, czemu dali wyraz kilkukrotnie, m.in. w długim wywiadzie udzielonemu dla BBC Radio 1 – to głównie przez swoje niskie kompetencje producenckie zwrócili się do Boba Rocka – red.]

Gorszy od perkusji jednak jest absolutnie nieobecny bass. Bez jakichkolwiek dołów (a przez to rozumiem dosłownie JAKICHKOLWIEK – to zupełnie tak, jakby nowy w zespole Jason Newsted nie był w nim w ogóle) stopa brzmi jeszcze bardziej kiepsko i na płycie w ogóle nie występuje moc stosowna do metalowego szału, który mógłby być niesamowicie zaraźliwy. Mówiąc najzupełniej szczerze, ten album brzmi, jakby kilku sezonowych gitarzystów odpowiedziało na ogłoszenie na wspólne jammowanie z perkusistą z zestawem zabawkowym i basistą ze skonfiskowanym wzmacniaczem.

“Blackened”

Przesterowane riffy i agresywny, niemal ujadający wokal to najlepsze, co ten otwierający kawałek ma do zaoferowania, skoro ministerstwo bassu i perkusji zawaliło na całej linii. Gitara prowadząca wyróżnia się, zdradzając zręczność i świadomość o akompaniujących jej riffach. To jeden z najlepszych utworów na albumie.

“…And Justice For All”

Podwójne, czyste gitary we wstępie, rozproszone pośród potężnych, metalowych przerywników składają się na wspaniały początek. Bez wątpienia to jedno z największych progresywnych wyczynów Metalliki, zwłaszcza dalej, gdy kompozycja przesuwa się z miejsca na miejsce używając motywu otwierającego jako swoistej bazy wypadowej. Również różnica między dwiema solówkami jest jak ying i yang, zarówno pod względem brzmienia, jak i kompozycji, lecz obie robią ogromne wrażenie i świetnie wpisują się w kontekst.

“Eye of The Beholder”

Heavy metal wyłania się z eteru i materializuje się w ten solidny utwór, który zawiera w sobie kilka interesujących przejść rytmicznych. Po przyjemnej, podwójnej partii rytmicznej następuje trochę shreddingu, choć tyle, co kot napłakał.

“One”

Prosty, lustrzany i migotający clean robi miejsce nieco milutkiemu i również czystemu solo. To jedyny utwór, w którym pozbawiona życia perkusja sprawdza się na korzyść brzmienia, lecz niestety metalowy [kontrastujący] refren i rozwinięta końcówka nie przewijają się, lub też nie wpasowują się dobrze w większy kontekst całej płyty [chodzi mu o to, że godny pochwały, lecz jedyny taki progresywny ‘wybryk’ na albumie – red.]. Solówka zawiera dość sporo tappingu obiema rękami i kilka powtarzających się partii. Mimo wszystko, tę jedyną próbę Metalliki wstrzyknięcia w album wszechstronności można uznać za sukces.

“The Shortest Straw”

W tym momencie album zaczyna sprawiać wrażenie płyty jednego hitu (a może raczej: kitu?) – ten wypełniony po brzegi jest tymi samymi szybkimi, przesterowanymi gitarami, pustym waleniem w bębny, szredującym solo i jeszcze większą ilością szczekanego, rozzłoszczonego wokalu – nic poza tym, co miały do zaoferowania poprzednie utwory.

“Harvester of Sorrow”

Tu przynajmniej użycie czystych gitar dodaje nieco przestrzenności temu jednowymiarowemu, metalowemu festynowi, ale nie trwa to długo i po chwila wraca do tego, co zwykle. Jednakże, nawet lubię niektóre riffy tu użyte, a solówka jest całkiem niezła.

“The Frayed Ends of Sanity”

Wstęp brzmi jak plemienny heavy metal, ale wkrótce wracamy z powrotem do na znajome terytorium i teraz jest już niezmiernie nudno – jeszcze więcej tego samego.

“To Live Is To Die”

Po raz pierwszy na tym albumie pojawia się gitara akustyczna, która prawdopodobnie lepiej pasowałaby tu sama (zamiast iść z kroczącą leniwie perkusją, choć przynajmniej werbel brzmi tu lepiej, ale to nie potrwa długo). Ten akustyczny kąsek jest jednak po prostu niezbyt pasującym wstępem przyczepionym do tego samego, schematycznego brzmienia, którym zespół doprowadza do mdłości przez większość tej płyty. Na monotonnym riffowaniu pojawia się trochę recytowanych słów i okazyjnej gitary prowadzącej. Kończy się oderwaną od reszty akustyczną melodią.

“Dyers Eve”

Ostatni utwór jest najbardziej gniewnym, tak wokalnie jak i muzycznie od momentu, gdy ściana deszczu ciężkich gitar i tej brzmiącej jak z bazaru perkusji spada na piekielne, jadowite słowa wokalisty chlustającego pełne złości wersy o tym, jak rodzice spieprzyli mu życie, co brzmi tak tanio, że największych emo dzieciaków doprowadziłoby do wybuchu śmiechu w środku toczonego poetyckiego pojedynku slammerów.

Tłumaczenie STOP.
—————————–

lady justice whipping

Na koniec dodać trzeba, że autor sam gra (wszystkie instrumenty) i śpiewa  w raczkującym dopiero projekcie Epignosis. Za jego co najwyżej przyjemną dla ucha robotę można wystawić mu podobną ocenę. Szczególnie wokal mógł sobie odpuścić, choć trzeba mieć na uwadze, że w przeciwieństwie do wielu, których pracę ocenia na codzień, prawdopodobnie nie myśli poważnie o karierze muzycznej i nie ma to na dłuższą metę nic wspólnego z kompetencjami recenzenta. Wszak nie brak oddanych fanów zawiedzionych choćby samym tylko brakiem basu na Justice. Powstały nawet amatorskie re-edycje z uwypukloną linią Jasona. Przykładowo, tak mogłoby brzmieć “Dyers Eve”:

httpvh://www.youtube.com/watch?v=_E3LsTSDNZU

Na nieoficjalnej, fanowskiej stronie Jasona Newsteda do pobrania są inne, “poprawione” przez niejakiego Lokire utwory z AJFA w lepszej jakości w MP3:

http://www.jasonizer.com/justice.html

Inni z kolei inspirują się niedoskonałym brzmieniem Justice, zwłaszcza dało się słyszeć o wpływie albumu na co bardziej ekstremalne nurty black/death, trudno więc powiedzieć, czy da się to ocenić obiektywnie, czy jest to jedna z tych płyt, które zasłużyły, by kochać je takimi, jakie są.

lady justice

Przypominamy również, że już głosowaliśmy nad ulubionym brzmieniem Metalliki (można głosować cały czas) w poniższej ankiecie, plasując Justice na mocnym, trzecim miejscu:

Brzmienie których 2 albumów Metalliki podoba Ci się najbardziej?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...
Udostępnij to

O autorze

Avatar