Korn: Recenzja albumu “The Nothing”

0

Korn na scenie znajduje się już od 26 lat co jest naprawdę godnym podziwu wynikiem jak na zespół nu-metalowy. Przez lata swojej działalności miewali lepsze i gorsze momenty, jednak zawsze starali się pozostać wierni swojemu oryginalnemu stylowi. Na swoim koncie do 13 września posiadali 12 albumów. Musiał w końcu nadejść czas, gdy światło dzienne ujrzała “pechowa trzynastka” kapeli. Czy album naprawdę okazał się feralny? Czy spełni oczekiwania nowych oraz starych fanów? 

Zacznijmy od tego, że mam dość jawnie wytworzony love-hate relation z zespołem Jonathana Davisa. Okres gimnazjalny stał się dla mnie momentem poznania tej kapeli. Uwierzcie mi, dawno nie byłem zajarany tak bardzo czyjąś muzyką. Pamiętam jak dziś, że album Korn dostałem na mikołajki klasowe, po czym katowałem go dzień w dzień. Byłem niemalże oczarowany tymi niesamowicie brudnymi gitarami, basem wiercącym dziurę w brzuchu oraz intrygującym wokalem. Jednak młodość przemija i w pewnym momencie brzydko mówiąc zacząłem wstydzić się demonów przeszłości. Próbowałem sprzedać wszystkie albumy jakie miałem, ponieważ twierdziłem, że nu-metal jest dla pozerów. Na szczęście udało mi się wyrosnąć z tej śmiesznej ideologii i na nowy album kapeli zacząłem patrzeć całkowicie neutralnie. Stwierdziłem, że może mnie zaskoczą i album The Nothing okaże się czymś naprawdę dobrym.

Zaskakujący początek

Album otwiera niesamowicie niepokojące intro pt. The End Begins. Utwór rozpoczyna się od niepozornej melodii granej na dudach, do której dołączają ciężkie, niskie gitary. Następnie kompozycja jest wzbogacona o spokojny wokal Jonathana, który śpiewa o stracie i opuszczeniu (prawdopodobnie mowa o zmarłej matce i żonie). Same wprowadzenie do wydawnictwa kończy się panicznym płaczem wokalisty, który z całą pewnością nie został sfabrykowany. Przypomina się utwór Daddy, który opowiadał o niezbyt ciekawej rodzinnej przeszłości artysty, gdzie wybuchy płaczu również były obecne. Stąd rodzi się pytanie: Jakie były moje pierwsze wrażenia? Nie wierzę nawet sam sobie, ale zaskakująco pozytywne i pełne nadziei.

Następnym utworem, który tylko czekał na przesłuchanie był Cold. Rozpoczęcie okazało się niezwykle potężne. Kilka mocnych akordów, które wzbudziły pewną atmosferę niepokoju. Następnie dzieje się to, co Korn potrafi zrobić najlepiej, mowa tutaj o kontrolowanym chaosie. Często jest tak, że problemem wielu kapel jest mało słyszalna gitara basowa. Myślicie, że tak samo jest w tym przypadku? Przepraszam, ale czy wy znacie Korn od wczoraj? Bardzo często jest tak, że bas znajduje się na pierwszym planie i czaruje nas wyjątkowo niespokojnymi riffami, które tylko dodają uroku do tego brudnego brzmienia.

Czy całość się broni?

Nie będę omawiał każdego kawałka po kolei, bo raczej nie o to chodzi w recenzji. Jedno z całą pewnością mogę wam przyznać The Nothing jest naprawdę solidnym i równym albumem. Według mnie każda kompozycja dobrze się broni. Nie miałem absolutnie żadnego problemu z przesłuchaniem całej płyty i kto wie, czy nie będę puszczał jej sobie na zapętleniu przez najbliższy czas. Klimatycznie Davis i ekipa wracają do starszych albumów, takich jak Life is Peachy, bądź Issues i muszę otwarcie stwierdzić, że jest to bardzo mądre posunięcie. Niektóre utwory po prostu błyszczą świeżością i głowa sama aż się do nich kiwa. Moimi faworytami z tej płyty są kawałki The Darkness is Revealing oraz Idiosyncrasy. Oba są świetnie przemyślanymi tworami, w których wszystko znajduje się na swoim miejscu. W pierwszym mamy do czynienia z melodyjnym wokalem, który aż lał miód na serce. Zaś Idiosyncrasy jest najcięższym utworem na całym albumie, gdzie Jonathan pokusił się nawet o death metalowy growl. Kompletny odlot.

Prywatna terapia Davisa

Przejdźmy teraz do warstwy tekstowej. Jeżeli jesteś osobą, która szuka tylko pozytywnych treści, to najnowszego albumu Kornu powinieneś po prostu unikać. Davis od wielu lat jest uznawany za anioła przynoszącego ból, smutek, i beznadzieję. Jego teksty są pełne cierpienia, z którym przez wiele lat musiał zmagać się na co dzień. Według mnie najnowsze wydawnictwo jest dla muzyka pewnego rodzaju terapią oraz próbą pogodzenia się z jego ostatnimi stratami. Niektóre kawałki brzmią jak zwyczajne błaganie o pomoc w zrozumieniu tego, co go otacza. Czy takie przelewanie emocji na muzykę jest czymś złym? Oczywiście, że nie. Jeżeli artysta chcę się z nami dzielić swoją warstwą wewnętrzną poprzez formę sztuki, to raczej nikt z nas nie powinien się z tym kłócić.

Wierni stylowi

Jeżeli mowa o warstwie muzycznej, to ona również nie zawodzi. Korn to zespół, który nad swoim oryginalnym stylem pracował przez lata. No przepraszam bardzo, ale ten bas, który wierci w trzewiach niczym mieszacz do zapraw murarskich to już standard. Co prawda muzycy starali się odkryć swoją muzykę troszeczkę na nowo, co jest bardzo dobrą rzeczą. W niektórych kawałkach takich jak Can You Hear Me możemy usłyszeć motyw syntezatorowy, co przynosi delikatny powiew świeżości. Możemy również usłyszeć eksperymenty z dynamiką (perkusja w końcu robi to co powinna robić), które powodują, że album nie nudzi słuchacza.

Podsumowanie

Jak już wspominałem, The Nothing okazuje się być naprawdę dobrym albumem. Na pewno zostanę przy nim na dłużej, ponieważ z utworów, które Jonathan z zespołem nam zaoferował z całą pewnością da się wyciągnąć o wiele więcej po kilku przesłuchaniach. Być może nie jest to zbyt ambitne dzieło, ale z pełnym spokojem da się stwierdzić, że jest to wydawnictwo, które przynosi mnóstwo rozrywki. Wszystko znajduje się na swoim miejscu i zachowuje bardzo dobry oraz równy poziom.  Muszę przyznać, że jestem całkowicie zaskoczony, że chłopaki po 26 latach dalej potrafią zaskoczyć swoją twórczością. Ode mnie ogromne wyrazy szacunku, a teraz przepraszam dalej idę katować The Darkness is Revealing.

Tracklista:

1. The End Begins
2. Cold
3. You’ll Never Find Me
4. The Darkness Is Revealing
5. Idiosyncrasy
6. The Seduction of Indulgence
7. Finally Free
8. Can You Hear Me
9. The Ringmaster
10. Gravity of Discomfort
11. H@rd3r
12. This Loss
13. Surrender to Failure

Wyro(c)k

82%
82%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    7
  • Wokal
    9
  • Brzmienie
    8
  • Repeat Mode
    9
  • Oceny czytelników (14 głosów)
    7.2
Udostępnij to

O autorze

Michał Michalak

Dziwny typ, który nie widzi niczego dziwnego w słuchaniu Crystal Castles po wielogodzinnych sesjach z black metalem na głośnikach. Miłośnik wszelako pojętej muzyki, który nie będzie miał problemu ze znalezieniem czegoś co przypadnie mu do gustu w każdym gatunku muzycznym. Metalem zajarany od 13 roku życia kiedy to po raz pierwszy usłyszał Mayhem i Darkthrone.