Killsorrow: Recenzja płyty ”Little Something For You To Choke”

0

Killsorrow to znana zapewne w kręgach krakowskich metalowców kapela. Ciężko jednoznacznie zakwalifikować ich gatunkowo, ale uznanie zdobędą na pewno wśród fanów melodycznego death metalu jak i osób lubujących się w czystych, progresywnych brzmieniach. Zespół powstał całkiem niedawno, bo w 2008 roku z inicjatywy utalentowanego gitarzysty, Michała Sokoła. Reszta członków natomiast również nie próżnowała i zaliczyła występy u boku takich artystów jak Vader, Kat & Roman Kostrzewski, czy nawet brytyjski Paradise Lost. Połączenie tych kilku dusz muzycznych zaowocowało powstaniem naprawdę mocnego i energicznego zespołu, stawiającego na technikę i jakość brzmienia. Wielkimi krokami zbliża się premiera pierwszego longplaya Killsorrow o tytule ”Little Something For You To Choke”. Jak widać kapela długo zwlekała z wydaniem tego dzieła, ale jak się niedługo dowiecie, warto było czekać, bo album jest dopracowany w każdym możliwym aspekcie i dopieszczony do granic możliwości. Serdecznie zapraszam do lektury!

Little_Something_For_You_To_Choke - Cover

Na pierwszy ogień idzie ‘Heading Home’. Pierwsze wrażenie? Poprzeczka postawiona bardzo wysoko. Świetnie brzmiący, gęsty i bardzo chwytliwy riff powoduje, że zaczynamy się zastanawiać czy, aby na pewno mamy do czynienia z polskim undergroundowym zespołem. Czuć tu profesjonalizm i dopracowanie niczym u doświadczonego bandu będącego na scenie już wiele lat. Perkusja fenomenalnie współpracuje z łamanymi gitarami, a cały kawałek idealnie wprowadza w epicki klimat albumu. Następnie do wszystkiego dochodzi świetny wokal i to wtedy dostajemy pełnego, solidnego kopniaka. Ciężko znaleźć wokalny odpowiednik, ale jeśli byłoby to konieczne, jest on z lekka podobny do Randy’ego Blythe’a z Lamb Of God. Jest on jednocześnie bardzo oryginalny, warty docenienia i pasuje do ogólnej epickiej otoczki jaką oferuje Killsorrow. Mniej tu deathu, a więcej heavy co przypomina nam dobrze znane Amon Amarth. Warto wspomnieć dodatkowo o solówce jaką oferuje utwór, wspaniała sekcja rytmiczna i kliniczność, dosłownie nie ma do czego się przyczepić. Wszystko okraszone jest ponadto w pamiętliwe i idealne do nucenia refreny, widać dzięki temu, że kapela pragnie, aby album na długo został w naszych głowach.

Kolejnym utworem jest ‘My Way’ i tym razem dostajemy więcej oczekiwanego deathu, jest szybciej, agresywniej, a ponadto ciężej. Można powiedzieć iż czuć w niektórych momentach nawet inspiracje technicznym thrashem. Wokal znów idealnie współpracuje z resztą instrumentów i powoduje, że czujemy się jak byśmy słuchali zespołu światowej rangi. Nie mam pojęcia jak przy pierwszym wydawnictwie udało się wydobyć z wszystkiego tak selektywne brzmienie. Świadczy to jednak o talencie muzyków, znajdzie się tu również miejsce na skromny breakdown jak i na pełne wdzięku, pamiętliwe, skwierczące solówki. Wszystko świetnie współgra między sobą i utwierdza nas w przekonaniu, że Killsorrow powinno ujrzeć więcej światła dziennego. ”My Way” idealnie nadaje się do grania koncertowego. Jest szybki, zróżnicowany i efektywny, a to tego wymagają wszyscy fani metalowej młócki.

‘Farmer’s Hand’ jest następny na liście. Tytuł utworu odzwierciedla to co usłyszymy, bardzo zapracowane ‘ręce farmerów’, czyli członków Killsorrow. Kliniczny riff przeplata się z przytłumionymi szybkimi uderzeniami gitar, a wszystko dodatkowo udekorowane jest doskonałą grą perkusji. Kompozycja jest zróżnicowana, wyczuwalne są inspiracje takimi bandami jak In Flames, czy Soilwork. Dostajemy tutaj również cięższe partie, pokazujące jak ciężko wrzucić Killsorrow do worka z konkretnym gatunkiem muzycznym. Docenić musimy także kunszt muzyków odpowiadających za kompozycję. Rzadko zdarza się, tak miażdżące połączenie, na tak wysokim poziomie. Utwór docenią fani zarówno tych cięższych brzmień, jak i komercyjnego metalu. Zespół celuje w szeroki target odbiorców i robi to z wielką gracją.

Następnie nadchodzi spokojniejszy i zróżnicowany rytmicznie ‘Of a Weakened Soul’. Bardzo złożony, wpadający w ucho i nie chcący go opuścić, na czym zależało zespołowi. Znów na krążku znajduje się kawałek, który idealnie nadaje się na setlistę zespołu. Masa wspaniałych melodycznych solówek oraz gitary, wydające z siebie dźwięk, który jak już wspomniałem nie pozwoli nam spokojnie skupić się na innych czynnościach, ponieważ ciągle będziemy starali się nucić motyw przewodni utworu.

‘What We’re Praying For To’ zaczyna się nadzwyczaj spokojnie, aby następnie dać nam solidnego kopa. Dodaje dużo świeżości do albumu, sam tytuł w jakiś magiczny sposób znajdując się w refrenie powoduje, że na długo zapamiętamy te słowa. Ciężko to wytłumaczyć, ale po przesłuchaniu utworu zobaczycie, że tytuł idealnie pasuje do klimatu panującego w tym kawałku.Te przytłumione riffy, dobrze słyszalna perkusja i przeszywający wokal. Jest w nim coś melancholijnego i epickiego, słychać ponadto, że zespół lubuje się w progresywnych brzmieniach. Można powiedzieć, że zostajemy wprowadzeni w drugą, nieco inną, właśnie bardziej eksperymentalną część krążka.

‘Revolution’, to magiczna rewolucja jaką zaserwował nam Killsorrow. Progresywne brzmienie gitar i klimat panujący w utworze powodują przechodzenie ciarek na ciele. Głównym czynnikiem wpływającym na ogólne wrażenie jest kobiecy wokal. Tak, przez pół krążka ukrywany, aby uderzyć nas w refrenie i przeplatać się wraz z głosem głównego wokalisty. Niewiele zespołów decyduje się na takie odważne wprowadzenie damskiego, w pełni czystego wokalu rodem z Evanescence. W tym wypadku eksperyment zaliczam do bardzo udanych. Dodaje to wiele świeżości, ale i klimatu, którego na krążku i tak nie brakuje. Poza przeplatanką wokalną w utworze występuje też masa wolniejszych, bardzo dobrych solówek. Ogółem ‘Revolution’ zasługuje na miano melodycznej, death metalowej ballady i następnego utworu gotowego do zagrania na scenie, aby wprowadzić słuchaczy w trans.

Kolejnym utworem jest drapieżny, tytułowy ‘Little Something For You To Choke’. To chyba najbardziej koncertowy kawałek na płycie. Bardzo dużo zmian temp, skocznych riffów i ciężkich momentów z wspaniałym groovem. Zespół pokazuje swój pazur. Jeden z momentów przywołuje nawet na myśl takie kapele jak Meshuggah, przygniatający i mocno przytłumiony fragment na pewno wprawił by osoby będące na koncercie w skoczny i brutalny szał. Nawet wokale wydają się w tym wypadku nadzwyczaj ciężkie i przypominające nieco Roberta Flynna z Machine Heada. Utwór niesie ze sobą ogromny pokład energii jaką oferuje zespół, jest to zdecydowanie jeden z najlepszych kawałków tego wydawnictwa.

‘Falling’ natomiast bazuje na rytmicznej perkusji i mistrzowskiej, eksperymentalnej grze gitar. Jest bardziej heavy metalowy i gęsty. Najcudowniejszą jednak rzeczą w tym utworze jest wspomniana praca gitar. Ciężkie, następnie ciche i piszczące. Nic jednak nie dorówna końcówce w której dźwięk jest załamywany na wszelakie sposoby. Fragment naprawdę budzi respekt, a jeśli owy dźwięk mielibyśmy do czegoś porównać to chyba do głosu przyduszonej kaczki, kiedy już dane będzie Wam to usłyszeć to doskonale mnie zrozumiecie. Dzięki temu momentowi, następny utwór znów nie może zostać nazwany wypełniaczem. Album jest kompletny i wszystko zostało doskonale przemyślane, aby utrzymać słuchacza przy słuchawkach.

Przedostatnim trackiem jest ‘Buried Hopes’, w którym przewodzą kobiece wokale znane wcześniejszego ‘Revolution’. Czyste długie wokalizy wsparte brutalnymi growlami oddają wspaniały klimat. Utwór co chwila zmienia tempo, aby z powolnego refrenu przejść do szybkich thrashowych zwrotek i stawiających na ich techniczne zagranie riffów. Są szybkie i naprawdę wymagają wysokiego poczucia rytmu. Wszystkiemu wyrazistości nadaje selektywna perkusja, której każde uderzenie doskonale jesteśmy w stanie wychwycić.

Ostatni utwór to ‘Angel’s Kiss’, otóż jest to pożegnalny anielski pocałunek jaki zaserwowała nam kapela. Nie wiedząc, że jest to ostatni kawałek na krążku i tak z łatwością można byłoby się tego domyśleć. Został dobrze dopasowany i słychać iż jest to podsumowanie całego albumu. Mamy tu death, thrash, heavy czyli wszystko co uprzednio dostaliśmy na płycie. Gitary galopują, dają skromne breakdowny uzupełniane piskami, a znajdzie się też miejsce na bardziej ustabilizowane i spokojne fragmenty. Wokal jest jakby bardziej monumentalny, a całość daje wrażenie zakończenia epickiej podróży jaką zaserwował nam zespół.

Reasumując. Killsorrow zaserwowało nam naprawdę jeden z ciekawszych albumów metalowych jakich mogliśmy się spodziewać w 2016 roku. Mamy tu doskonałą mieszankę stylową w żadną stronę pod żadnym pozorem nie przesadzoną. Docenić warto pracę jaką zespół włożył w nagranie krążka, pomógł im w tym Tomasz Zalewski, który wykonał kawał świetnej roboty wydobywając tak efektowne brzmienie. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik i perfekcyjne. Miłośnicy czystych brzmień będą zachwyceni wydawnictwem. Nie oznacza to, że album nie jest przewidziany dla fanów czystego death metalu. Sam nie jestem fanem klinicznych brzmień, a krakowski zespół pokazuje, jak można zostać ciekawym grając współczesny metal. Cała ta epicka otoczka i klimat trafia do słuchacza, a utwory są bardzo charakterystyczne i pamiętliwe, aż proszą się o teledysk. Docenić trzeba też konstrukcję całego krążka. Słuchając go wcale się nie nudzimy, nie doświadczymy tu żadnych wypełniaczy, a każdy kawałek jest na tyle wysublimowany i przemyślany, że nie ma miejsca na jakiekolwiek pustki. Nie odczuwamy żadnych zastojów, wszystko jest podobierane w taki sposób, aby utrzymać słuchacza i nie pozwolić mu nic pominąć. Krótko mówiąc, album jest kompletny, a obcowanie z nim to czysta przyjemność. Killsorrow odwaliło kawał świetnej roboty. Pokazało swój talent i wysoko podniosło sobie poprzeczkę, bo ciężko będzie przebić poziom jaki zaprezentowali na swoim pierwszym pełnoprawnym albumie. Czekajcie zatem na premierę, gdyż album ukaże się już niebawem!

1. Heading Home
2. My Way
3. Farmer’s Hands
4. Of a Weakened Soul
5. What We’re Praying To
6. Revolution
7. Little Something For You To Choke
8. Falling
9. Buried Hopes
10. Angel’s Kiss

 

Wyro(c)k

91%
91%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    9
  • Instrumentarium
    9.2
  • Brzmienie
    9.5
  • Wokal
    9.1
  • Repeat Mode
    8.8
  • Oceny czytelników (7 głosów)
    8.9
Udostępnij to

O autorze

Dawid Marzęcki

Miłośnik wszelakich form metalu i jego pochodnych. Ze szczególnym naciskiem na to drugie, ponieważ poza lubianym przeze mnie blackiem, czy deathem zakochany jestem w wielu eksperymentalnych brzmieniach. Moje uznanie znajdują takie nurty jak stary, surowy industrial, djent w wykonaniu Meshuggah, a nawet odrobina elektroniki. Serwis pozwala mi zgłębiać wiedzę muzyczną i dzielić się nią z innymi.