Ostatnie albumy Hey musiały przyprawiać o zawał serca fanów pamiętających ich dokonania w latach 90-tych. Tym razem, po dwóch płytach wypełnionych elektroniczno-alternatywnymi brzmieniami zespół zapowiedział powrót do prostszego, bardziej rockowego brzmienia. Jaki jest więc rezultat i czy Nosowska zgodnie z obietnicami wróciła do śpiewania swoją charakterystyczną chrypką?
Na początku pragnę rozwiać wątpliwości – jeżeli ktoś liczył na to, że Hey w 2016 roku znów zacznie grać grunge, tym razem znów może się rozczarować. Jednak doceniam to, że błędy ostatnich dzieł zostały na tym najnowszym wyeliminowane. Nie ma już pretensjonalnych tytułów, jak „…że się kupidyn tobą interesuje” albo „Lot pszczoły nad tymiankiem”, a teksty, jak i muzyka są prostsze i bardziej zwarte. To duży plus, bo pomimo że Katarzyna Nosowska jest bezapelacyjnie jedną z najlepszych wokalistek i tekściarek w naszym kraju, to według mnie ostatnie lata jej twórczości były typowym przerostem formy nad treścią. Trzyminutowe pop-rockowe piosenki rządzą się swoimi prawami i schematami i upchnięcie w nich poetyckich opisów wyjścia na zakupy po prostu się nie sprawdza. „Błysk” jest więc w tym sensie udanym powrotem „starej” Nosowskiej, a tytuły są proste do bólu, pozostawiając więcej miejsca do własnej interpretacji – „Historie”, „2015”, „Hej hej hej”, „Cud” itd.
Wracając jednak do muzyki – gitary są obecne, jednak nie uświadczymy na płycie riffów w stylu „Zakochani” czy „Dorosłość jako początek umierania”. Obecnie w muzyce Hey instrumenty strunowe spełniają raczej rolę tworzenia i wypełniania przestrzeni. Należy wspomnieć, że podczas prac nad poprzednią płytą do zespołu na stałe dołączył klawiszowiec Marcin Macuk i wyraźnie zaznacza on swoją obecność. Najbardziej konkretnym w zestawie 10-ciu piosenek jest chyba promujący płytę „Prędko, prędzej”, którego główny motyw jest jednak bardziej basowo-syntezatorowy, niż gitarowy. Podobny klimat panuje w „Hej hej hej” i „Szum”, które są mieszanką syntezatorów i przebijających się gdzieniegdzie gitar. Do swojego chrypiącego wokalu Kasia powraca natomiast w piosence „Historie”, zespół idzie jednak w bardziej delikatną stronę i dzięki temu otrzymujemy zgrabny numer zawieszony gdzieś pomiędzy starym, a nowym Heyem – kandydat na kolejny singiel. Ciekawą nowością w twórczości zespołu jest także niepokojący „Błysk” z transowym motywem i recytacją.
Opisując płytę, nie można nie wspomnieć o graficznej stronie wydawnictwa. Zespół od pewnego czasu dba bowiem nie tylko o muzyczną zawartość, ale i o opakowanie swoich dzieł. Album „Błysk” ukazał się w czterech kolorystycznych wersjach – zielonej, beżowej, pomarańczowej i różowej, które różnią się także kolejnością utworów. Co więcej, w edycjach specjalnych fani znajdą dodatkowo plakat, zdjęcia, wlepki i opaskę. Miły gest w stronę słuchaczy, a z tego co widzę, ci najbardziej hardkorowi pokusili się już o zakup wszystkich kolorów. Co do samej muzyki – myślę, że najbardziej usatysfakcjonowani nowym albumem będą jednak fani pozyskani od czasów „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”, bo słychać, że muzycy inspirują się już zupełnie innymi rzeczami niż na początku kariery. Oczywiście jest to naturalne i można albo to zaakceptować i cieszyć się „Błyskiem” lub znienawidzić i pozostać przy wczesnej twórczości Heya, która mimo wszystko wciąż pozostanie monumentem, z którym zawsze nowy materiał będzie porównywany.
2. Szum
3. Ku słońcu
4. Prędko, prędzej
5. 2015
6. Dalej
7. Hej Hej Hej
8. I tak w kółko
9. Cud
10. Historie

Wyro(c)k
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets
- Pierwsze wrażenie7
- Instrumentarium8
- Wokal8
- Brzmienie8
- Repeat mode7
