Na wstępie chciałbym zaznaczyć. Nie znajdziecie w moim podsumowaniu ostatniego Iron Maiden, nie rozpływam się również nad „Repentless”. Mam jednak nadzieję, że bardziej mainstreamowo-metalowi czytelnicy również znajdą coś dla siebie. A jeśli nie, to cóż. Przynajmniej próbowałem.
1. Płyta roku 2015 – Polska: Coffinfish – „I Am Providence”

Krakowski Coffinfish krąży w klimatach post-metalowych, sludge i eksperymentalnych. Przez „I Am Providence” przeprowadzają nas stąpając na granicy szaleństwa, tajemnicy i niepewności. Nic w tym dziwnego, bo Coffinfish sięgają po twórczość jednego z najbardziej inspirujących (szczególnie dla metalowych wykonawców) pisarzy, H.P.Lovecrafta. I z całym szacunkiem dla Metalliki i ich 'Call of Ktulu’, ale to krakowianie stworzyli najbardziej doskonałe kompozycje nawiązujące do prozy mistrza horroru i grozy.
2. Płyta roku 2015 – świat: Periphery: „Juggernaut: Alpha/Omega”

Dwupłytowym „Juggernaut” Periphery zawędrowali w nieco inne rejony niż do tej pory przez nich eksplorowane. Jest ciężej, mroczniej, a w wielu momentach również bardziej melodyjnie. Utwory uzupełniają się wzajemnie tworząc spójny koncept. Nie mówiąc już o brzmieniu tych numerów na koncertach. Potrafią przemielić.
3. Piosenka roku 2015 – Polska: Mindfield – 'Public Killa’, Coffinfish – 'The Expedition’ / J. D. Overdrive – 'Fury In Me’
Pozwoliłem sobie na małą rewolucję w kategorii 'piosenka 2015′. Częściej zdarza mi się słuchać całych albumów, niż poszczególnych utworów, więc wybrałem kilka piosenek z albumów, które były świetne (subiektywnie oczywiście, jak cała ta lista), a przy tym miały momenty które szczególnie wybijały się ponad całość. 'Public Killa’ z ostatniego albumu Mindfield, „(W)hole In The Head”, to zdecydowanie jeden z najbardziej 'killa’ utworów na całym krążku. Obecność Rasty z Decapitated nie zagłusza i nie przyćmiewa reszty grupy, a jego głos towarzyszy i uzupełnia śpiew 'Panku’. Energetyczna petarda z chwilą przystopowania.
O Coffinfish zdążyłem już napisać kilka słów w kwestii mojego ulubionego polskiego krążka 2015. Trudno jest tak naprawdę wybrać jeden wałek z „I Am Providence”, bo całości słucha się niczym jednego, świetnego utworu. Jednak 'The Expedition’ zawiera jeden z najbardziej podniosłych i dosadnych momentów na całym krążku.
J. D. Overdrive udowodnili już nie raz, że potrafią nagrać wolne i miażdżące wałki, a nieźle sobie radzą również z szybszymi. Jednak punkowa wręcz siła i energia zawarta w 'Fury In Me’ jest nie do zdarcia. Ten numer wyrywa z kapci i wciąga w pogo. Yeeeeeaaah!
4. Piosenka roku – świat: Baroness – 'Chlorine & Wine’ / Grave Pleasures – 'New Hip Moon’ / Royal Thunder – 'Floor’
Baroness powrócili! I to w jakim stylu. „Purple” jest dziełem niemal doskonałym. Grupie po wymianie 50% składu udało się tchnąć w kompozycje nową, odżywczą energię, której miejscami brakowało na „Yellow & Green”. Bas i perkusja brzmią świeżo, słychać w nich inspiracje jazzem, czy mocniejszym graniem, a przy tym jest w tym wszystkim po prostu dusza, emocje i melancholia.
Smutna to była wiadomość, że po dopiero jednym albumie, Beastmilk rozpadają się. Jednak nie trzeba było czekać długo, a Khvost pełniący obowiązki wokalisty w Beastmilk, powołał do życia jego reinkarnację w postaci Grave Pleasures. Na stanowiskach gitarzysty i perkusisty obsadził panią Linnea Olsson, znaną wcześniej z The Oath i Uno Bruniussona bębniącego wcześniej w In Solitude. I podobnie jak przeprowadzenie zmian w składzie Baroness wyszło im w końcu na dobre, podobnie jest w przypadku Grave Pleasures. „Dreamcrash” jest lepiej wyprodukowane, mniej powtarzalne, a przy tym wciąż w tej samej, apokaliptycznej i ponurej atmosferze.
Głos Mlny Parsonz był dla mnie jednym z największych odkryć dogorywającego już roku. Jak ta kobieta brzmi, nie da się opowiedzieć, tego trzeba posłuchać! „Crooked Doors” to krok do przodu w kierunku własnego stylu, a nie kolejny Black Sabbathowo brzmiący krążek, którym był (mimo wszystko niezły) „CVI”.
Jakie utwory mogłyby się tu jeszcze znaleźć:
Shining – 'Last Day’
Between The Buried And Me – 'The Coma Machine’
Intronaut – 'Fast Worms’
Failure – 'Counterfeit Sky’
Chelsea Wolfe – 'Carrion Flower’
Tribulation – 'Strange Gateways Beckon’
Dorthia Cottrell – 'Gold’
5. Najlepszy koncert festiwalowy/stadionowy 2015: The Dillinger Escape Plan @ Brutal Assault
Koncerty Dillinger Escape Plan owiane są legendami. W sieci krążą nagrania na których Puciato skacze po głośnikach, rozwala sobie czoło z którego krew spływa mu wartkim strumieniem na oczy, a reszta zespołu nie pozostaje za nim w tyle. Obyło się tym razem bez posoki, ale energia była dokładnie ta sama co na wszystkich tych nagraniach, z tym że skumulowana przez możliwość uczestniczenia w tym całym szaleństwie.
6. Najlepszy koncert klubowy/halowy 2015: Periphery @ Fabryka / Shining @ Fabryka / Decapitated @ Fabryka
Wszystkie moje najlepsze tegoroczne wspomnienia koncertowe wiążą się z krakowską Fabryką, która koncertem Decapitated w towarzystwie Frontside, Totem i Materii zakończyła swój żywot w dotychczasowej lokalizacji. O każdym z poszczególnych koncertów można mówić godzinami, a zamknięcie klubu będę wspominał zapewne do końca życia. Farewell Fabryko.
7. Nadzieja na 2016
Więcej koncertów, Klub Fabryka w nowej, lepszej lokalizacji, dziesiątki świetnych albumów, zaskakujące debiuty, powrót Kvelertak i Municipal Waste i wiele, wiele innych.
8. Polski underground 2015: Batushka – „Litourgiya”

Mam problem ze stwierdzeniem 'underground’. Czy to każdy zespół, który nie gra na Woodstocku? A może mowa tu o black metalowym podziemiu? Albo o każdym zespole który ma mniej niż 1000 polubień na fejsie? W pojęcie 'undergroundu’ w sposób jaki ja go rozumiem, wpisuje się idealnie Batushka. Ten zespół (projekt?) pojawił się znikąd, jakby dosłownie wyszedł z podziemi opuszczonej cerkwi. Więcej takich pozytywnych zaskoczeń w 2016 poproszę.
