Playlistę tego tygodnia zaczynamy trochę ekstremalnie, lecz poza black metalowym łojeniem znajdziecie i coś spokojniejszego. Nie uszło co prawda bez bluźnierstwa, któż to bowiem słyszał, by na jakiejkolwiek liście umieszczać obok siebie Dissection i Myrkur? Dla ukojenia emocji na koniec zostawiłem więc utwór, który przypadnie do gustu chyba przytłaczającej większości fanów muzyki metalowej.
Dissection – 'Night’s Blood’ („Storm of the Light’s Bane”, 1995)
https://www.youtube.com/watch?v=5Ge9k4fHWqg
Moja przygoda z Dissection rozpoczęła się ich debiutanckim albumem, „The Somberlain”. Z dużym rozczarowaniem przyjąłem wtedy informację, że dyskografia zespołu ogranicza się tylko do trzech krążków studyjnych. Pomimo niedużego dorobku grupy muzyka Jona Nödtveidta zasługuje na uwagę, bowiem w rzadko spotykany sposób godzi black metalową furię z melodycznością, której mogą pozazdrościć zespoły siedzące w dużo spokojniejszych podgatunkach muzyki rockowej. 'Night’s Blood’ to jeden z tych utworów, który wylądował wśród ulubionych zanim jeszcze na dobre się zaczął. Niestety, skromny dorobek Dissection nie zostanie już poszerzony, lider zespołu popełnił samobójstwo w 2006 roku, ważne jednak, że zostawił po sobie chociaż te trzy albumy, tym bardziej, że żadnemu z nich nie można zarzucić przeciętności.
Myrkur – 'Skøgen skulle dø’ („M”, 2015)
Myrkur to dosyć drażliwy temat w społeczności fanów muzyki metalowej. Lista zarzutów jest spora i skupia się przede wszystkim na twarzy zespołu, Amelii Bruun. Część jest zdecydowanie uzasadniona (próby grania na gitarze mogłaby sobie na razie odpuścić, wokalnie wypada bardzo dobrze), nad częścią z nich można by debatować (np. podobieństwa do twórczości Ulver), liczna reszta z kolei więcej mówi o oskarżających, na czele z zarzutami grania gównianej muzyki opartymi na złośliwych uwagach na temat aparycji wokalistki. Debiutancki album, zatytułowany krótko „M”, nie wliczam do najwybitniejszych nagrań ostatnich lat, ale ma parę udanych utworów. Niechęć sporej grupy słuchaczy powoduje na pewno kwalifikowanie tej muzyki do standardowego black metalu, co zdecydowanie mija się z prawdą. Nawet worek z napisem „post black metal” jest nieco przyciasny dla tego albumu.
Behemoth – 'If I Were Cain’ („Blow Your Trumpets Gabriel”, 2013)
Nie ma co ukrywać, bardzo podoba mi się kierunek, jaki obrał obecnie Behemoth. Zapoczątkowany na „The Satanist” styl połączył dotychczasową siłę zespołu z niesamowitą elegancją kompozycji. ‘If I Were Cain” swoją premierę miał na singlu ‘Blow Your Trumpets Gabriel’ i można się nieco pogłowić, czemu taka kompozycja niemal umknęła bez echa. Utwór nieco prostszy od materiału, który trafił na album w 2014 roku, niemniej energią nie ustępuje ani kroku. Nie pojawiłby się jednak na tej playliście, gdyby nie piękne outro, rozpoczęte wolnym, kołyszącym riffem, a zakończone gustowną melodią klawiszy. „The Satanist”, poza świetnymi kompozycjami na samej płycie, zagwarantował pokaźny zasób najlepszych odrzutów, jakie do tej pory miałem szansę usłyszeć.
Iron Maiden – 'Powerslave’ („Powerslave”, 1984)
Nie miałem okazji być na koncercie we Wrocławiu, ale za to obejrzałem transmisję zamykającego trasę koncertu w Wacken. Cóż, jakaś forma rekompensaty. Zespół trzyma wciąż imponującą formę, razem z Judas Priest zaskakują jakością występów pomimo wielu lat działalności. „Powerslave” to mój faworyt z całej dyskografii tego zespołu, a utwór tytułowy łączy wszystkie elementy, za które cenię tę płytę. Co tu dużo mówić – Iron Maiden w swoich najlepszych latach.
