Będąc właśnie w oku koncertowo-festiwalowego cyklonu przyszła moja kolej na stworzenie playlisty. W związku z tym wyjątkowo łatwo przyszło mi umieszczenie tutaj pięciu kawałków, które chciałbym Wam zaprezentować. Są to głównie nowe rzeczy, które obecnie mnie inspirują i są powodem tego, by prawie codziennie pojawiać się w innym mieście w Polsce. W tym roku mam szczęście być świadkiem wielu ważnych dla mnie wydarzeń – premier płyt ulubionych zespołów, które ukształtowały mój gust muzyczny oraz koncertów, których nie mogę ominąć:
1.Elton John – Goodbye Yellow Brick Road
Pierwszy utwór to coś nieprzystającego do reszty, chociaż jeżeli patrzycie na Eltona poprzez pryzmat ekscentrycznej i kapryśnej gwiazdy popu, to właśnie powinniście dać szansę tej piosence i zweryfikować swoje poglądy. Będąc świeżo po Life Festivalu w Oświęcimiu, którego gwiazdami byli Queen oraz właśnie Eton John, muszę stwierdzić, że ten prawie 70-letni artysta wciąż jest w doskonałej formie wokalnej, a jego koncerty prezentujące ponadczasowy repertuar to klasa światowa. „Goodbye Yellow Brick Road” to utwór z okresu szczytu popularności Eltona, czyli lat 70-tych. Nie zabrakło go także na koncercie i była to zdecydowanie jedna z bardziej wyjątkowych chwil tamtego wieczoru.
2. Filter – Nothing In My Hands
Jutro w Gdańsku zagra zespół, który swojego czasu wprowadził z takimi artystami jak Nine Inch Nails, Marilyn Manson czy Rob Zombie industrialny metal na salony, chociaż w Polsce pozostaje właściwie nieznany. Filter dowodzony przez Richarda Patricka to właściwie jego jednoosobowy projekt, bo tak jak u byłego kolegi Trenta Renzora nie sposób nadążyć za zmieniającymi się w składzie muzykami. Filter wydał właśnie swój 7. album studyjny, ciepło przyjęty „Crazy Eyes”. Jest to jeden z niewielu zespołów, których słucham od dawna (mniej więcej od czasów „Title of Record”, czyli ponad 15 lat) i na koncercie którego jeszcze nie byłem, więc jest to dla mnie wielkie przeżycie. Również Wam polecam zapoznanie się z twórczością tej grupy.
3. David Gilmour – Today
Jutro Gdańsk, a już w sobotę Wrocław i jedno z największych wydarzeń tego roku, czyli koncert legendarnego wokalisty i gitarzysty Pink Floyd – Davida Gilmoura. Jego ostatnia solowa płyta „Rattle That Lock” okazała się wielkim artystycznym i komercyjnym sukcesem, a występy podczas których prezentuje on mieszankę twórczości solowej oraz utworów swojej macierzystej kapeli są podobno magiczne. Choć najsłynniejszym fragmentem z nowej płyty został tytułowy, to mi najbardziej do gustu przypadł ten, w którym najbardziej obecny zdaje się duch Pink Floyd. Pomimo 70-tki na karku David, podobnie jak Elton, jest w wybornej formie.
4. Radiohead – Ful Stop
Na nową muzykę od zespołu, który zrewolucjonizował podejście do rocka w latach 90-tych trzeba niestety czekać coraz dłużej i coraz częściej martwić się o jej poziom. O ile moim zdaniem “The King of Limbs” było przerostem formy nad treścią, o tyle na nowym albumie “A Moon Shaped Pool” Radiohead wraca na właściwy tor. Chociaż wokal Thoma Yorke’a jest momentami jeszcze bardziej zawodzący i płaczliwy niż zwykle, to na szczęście w warstwie muzycznej pojawia się więcej żywych instrumentów. Chociaż płytę promują inne utwory, mi najbardziej do gustu przypadł napędzany niepokojącą linią basu “Ful Stop”, który mógłby znaleźć się równie dobrze gdzieś pomiędzy “Kid A”, a “Hail to the Thief”.
5. Red Hot Chili Peppers – Dark Neccessities
Na Openerze najbardziej czekam na Red Hot Chili Peppers oraz PJ Harvey. Red Hoci, którzy także cierpią na syndrom wielkiego zespołu, który nic nie musi już udowadniać, więc wydaje płyty od niechcenia raz na 6 lat, w tym roku wreszcie uraczyli nas nowym dziełem. Od odejścia genialnego Johna Frusciante wiele się zmieniło, a entuzjastą nowego gitarzysty Josha Klinghoffera nie jestem. Chłopak po prostu nie ma tego funkowego feelingu i w ogóle nie pasuje do grupy, choć np. w garażowym rocku wspomnianej PJ Harvey sprawdzał się doskonale. W “Dark Neccessities” najbardziej spodobał mi się opublikowany parę dni temu teledysk, który chociażby ze względu na Flea grającego leżąc w kuchennym zlewie warto zobaczyć. Mam nadzieję, że na koncercie grupa będzie miała więcej energii niż na płycie.
