Przyszedł czas, abym zaprezentował Wam swoją playlistę. Nie będę nic na początku zdradzał, ale myślę, że powinno się podobać. Niektórym nawet bardzo.
Sepultura – Arise (z albumu Arise)
Ten utwór to istna moc sama w sobie. Perkusja w rytmach bijącego serca jakiegoś nieszczęśnika z palpitacją, a gitary tworzą równie szybką, charakterystyczną melodię, która wwierca się w uszy, a potem w mózg, odmawiając wyjścia z niego. Potem tkwi ci tam przez jakieś pare dni/tygodni. Tematyka utworu jest czyście postapokaliptyczna, nawiązująca do wojny i okrucieństwa. Typowe dla Sepultury.
Furia – Idzie Zima (z albumu Martwa Polska Jesień)
Dobre, a do tego jeszcze polskie.
Utwór ma bardzo nietypowy wstęp. Zaczyna się… ani to blackowo, czy też w ogóle metalowo. To po prostu rytmiczny bas z perkusją w tle, zwiastujący zaczęcie jakiejś spokojnej, barowej muzyki. A tu zonk, bo za chwilę dostajemy falę mroku i groteski na twarz, a gitary zaczynają rozbrzmiewać z charakterystycznym tonem i tempem. Jest to dotychczas jeden z moich ulubionych blackowych utworów. Idzie zima!
Desaster – Teutonic Steel (z albumu Hellfire’s Dominion)
Najpierw pieści słuch w miarę łagodnym wstępem, by potem z czasem przyspieszać i rosnąć w siłę. Do tego wokal, jako wisienka na torcie. Został mi w głowie na długo i siedzi do teraz. Nie widzę też, aby miał zamiar z niej wyjść. Desaster był pierwszym zespołem, który zaczął moją przygodę z mieszaniem blacku i thrashu.
https://www.youtube.com/watch?v=Nj3ewbMQu2c
Running Wild – Beggars’ Night (z albumu Under Jolly Roger)
Dwa słowa.
To. Intro.
W dodatku tworzy ciekawy kontrast z całym utworem, który brzmi odrobinę jak szanta. W sumie, to jak większość albumu Under Jolly Roger, z którego ten kawałek pochodzi. Właśnie takie rytmy przyciągnęły mnie do Running Wild, by potem pozwolić mi się przekonać, że zespół potrafi coś więcej niż tworzenie pirackiego klimatu. Ba, jest w tym niesamowity.