Lysithea: Recenzja płyty „Star-Crossed”

0

Nowozelandzki duet po czterech latach powrócił w lutym z nowym albumem „Star-Crossed” wydanym pod banderą Rain Without End Records, który opowiada mroczną historię o miłości, stracie i śmiertelności. Według informacji od wytwórni wydawnictwo to ukazuje zespół od najbardziej zadumanej i potężnej strony.

Jak ten opis ma się faktycznie do zawartości muzycznej „Star-Crossed”? Jako że byłem ciekawy, to postanowiłem przekonać się na własne uszy, tym bardziej że grupa gra melodyjny death/doom metal, a ja takie klimaty lubię pod warunkiem, że taka muza jest dobrze zrobiona. Nie pozostało więc nic innego jak włączyć płytę i sprawdzić co też takiego ma do zaoferowania Lysithea.

Przyznaję, że duet, który również udziela się w Sojourner, pozytywnie mnie zaskoczył. Czasami bywa tak, że jakiś zespół jest reklamowany i chwalony pod niebiosa, tudzież pod piekło, przez wydawcę, a później okazuje się, że jego twórczość nadaje się co najwyżej do puszczania na dożynkach. Na szczęście Nowozelandczycy nie kwalifikują się na tego typu imprezy, a ich muzyka jest dojrzała, melodyjna i klimatyczna, i co ważne, nie kieruje się w stronę banału.

„Star-Crossed” nie przynosi może czegoś rewolucyjnego i nowatorskiego, lecz posiada swój urok i ma to coś w sobie, co sprawia, że człowiek zagłębia się w dźwięki na nim zawarte i odpływa podczas słuchania. Kompozycje posiadają świetną atmosferę, która w tej stylistyce jest potrzebna, a w zasadzie niezbędna. Ciężkie riffy, ładne i zarazem melancholijne melodie przeplatają się z subtelniejszymi fragmentami, tworząc zgrabny kolaż. Obowiązkowe klawisze spełniają swoją funkcję, a growling jest wręcz wzorcowy. Słychać w tym graniu trochę Paradise Lost, My Dying Bride czy Swallow The Sun. Taki jest mniej więcej obszar muzyczny, po którym porusza się Lysithea.

Sześć utworów znajdujących się na tej płycie wciąga, a 47 minut mija niezwykle szybko. Zespołowi udało się uniknąć niepotrzebnych dłużyzn i przeładowania płyty niepotrzebnymi kompozycjami. To z pewnością wyszło na dobre „Star-Crossed”. Dzięki temu słuchacz otrzymuje dzieło zwarte i konkretne. Mnie ten album przypadł do gustu i jeśli ktoś zadałby mi pytanie, czy ostatnio słyszałem coś dobrego z gatunku melodyjnego death/doom metalu to na pewno poleciłbym mu ten krążek.

www.facebook.com/lysitheaband

www.naturmacht.com

1. An Empty Throne
2. Away
3. The Longing
4. Celeste
5. Unearthly Burial
6. Fever Dream

Wyro(c)k

89%
89%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    8.5
  • INSTRUMENTARIUM
    9
  • WOKAL
    9
  • BRZMIENIE
    9
  • REPEAT MODE
    9
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Avatar

Miłośnik wszelkich odmian ciężkiej muzyki, Star Wars i egzotycznych miejsc. Mawia, że Jedi są spoko, ale Imperium też. Lubi dobrą książkę, film czy serial. Basista w stanie spoczynku. Grał w Island, Chainsaw, Puki' Mahlu i kilku innych zespołach. Od 30 lat w służbie metalu. Stay Heavy! \m/