Wobec czającej się śmierci każdy pozostaje równy. Tyczy się to bogatych i biednych, znanych jak i anonimowych szarych ludzi. Niestety, śmiertelnikami są także rockowi bogowie, którzy wydają się być niezniszczalnymi symbolami. Pod koniec zeszłego roku przekonaliśmy się, że na każdego przychodzi czas i nawet najwięksi herosi, których nie złamały żadne ziemskie nierzadko niebezpieczne przyjemności są bezradni wobec ostateczności.
3 grudnia 2015 roku zmarł wokalista Stone Temple Pilots, Scott Weiland i rozpoczął czarną serię. 28 grudnia 2015 przyszedł czas na Lemmy’ego Kilmistera. Rockowy świat, który nie otrząsnął się jeszcze po śmierci dwóch legendarnych frontmanów przyjął kolejny cios – 10 stycznia 2016 r. niespodziewanie odszedł David Bowie. Niestety, nie był to koniec i przez pierwsze 3 miesiące roku pożegnaliśmy jeszcze Glenna Freya (The Eagles), Dale’a Griffina (perkusistę Mott The Hoople), Jimmy’ego Baina (basistę m.in. Rainbow, Dio i Thin Lizzy), Paula Kantnera (Jefferson Airplane), Maurice’a White’a (Earth Wind & Fire), George’a Martina (słynnego producenta muzycznego, „piątego Beatlesa”), Keitha Emersona (klawiszowca Emerson, Lake & Palmer), a także „naszego” Piotra Grudzińskiego (gitarzystę Riverside).
Trzeba przyznać, że jeszcze nigdy muzyczne środowisko nie straciło tak wielu muzyków w tak krótkim czasie – no może równie tragiczny był przełom lat 1970/71, gdy przedwcześnie zakończyli swój żywot Jimi Hendrix, Janis Joplin i Jim Morrison dołączając do słynnego „Klubu 27”.
Z rzeczywistością – pomimo, że trzeba – trudno się pogodzić: największe gwiazdy muzyki i symbole popkultury mają już swoje lata. U większości z nich szczyt kariery przypadał na lata 70-te, gdy wszelkie rodzaje rocka pozostawały w rozkwicie. W tej chwili muzycy ci są już około 70-tki i biorąc pod uwagę ich styl życia powoli musimy się przygotowywać, że na nich też przyjdzie kolej. Co więcej, żyje jeszcze paru protoplastów, dzięki którym znamy rock and rolla w obecnej formie.
Poniżej prezentujemy zestawienie najstarszych żyjących rockowych muzyków. W tym momencie nachodzi refleksja, że jeżeli będzie taka okazja, warto pojawiać się na ich koncertach w Polsce, bo jak widać chociażby na przykładzie Lemmy’ego, który ostatni występ w naszym kraju dał parę miesięcy przed śmiercią – żyjemy obecnie w czasach zmierzchu wielkich legend. Trzeba się spieszyć, by zobaczyć je na żywo, bo później zostanie już tylko Nickelback i Coldplay…
Chuck Berry (89 lat)

Najstarszy w zestawieniu, jeden z pionierów rock’n’rolla i autor słynnego standardu „Johnny B. Goode”. Rozpoznawalny dzięki swojej marynarskiej czapce i czerwonemu Gibsonowi ES-335. Ostatnie koncerty zagrał w 2014 r.
Fats Domino (88 lat)

Jeden z najbardziej znaczących pianistów rhythm and bluesowych, który to gatunek był podwaliną rocka. Od początku XX-wieku zagrał jedynie parę koncertów, w tym najsłynniejszy w 2007 w ramach zbiórki pieniędzy na odbudowę miasta Nowy Orlean po uderzeniu huraganu Katrina.
Little Richard (83 lata)

Ekscentryczny pianista przez całe życie zmagał się z różnymi uzależnieniami i prowadził bardzo rockandrollowy styl życia. Ostatnie publiczne koncerty zagrał w 2013 r. W dziwnej peruce i ze sztucznym uśmiechem wyglądał raczej przerażająco.
Yoko Ono (83 lata)

Żona Johna Lennona również przekroczyła już 80-tkę. Pomimo to pozostaje aktywna artystycznie, choć ostatnio świat obiegły plotki o jej udarze. Zostały one jednak zdementowane.
Willie Nelson (82 lata)

Legendarny wykonawca country wciąż trzyma się dobrze i nagrywa nowe płyty – być może to dzięki dobremu towarowi. W jego trawkę ponoć zaopatruje się sam Snoop Dogg.
John Mayall (82 lata)

Bluesowy multiinstrumentalista pomimo 80-tki na karku wciąż nagrywa. Nie omija także Polski – od 2007 gra u nas właściwie co roku i zawsze jego koncerty spotykają się z wielkim zainteresowaniem publiczności.
Leonard Cohen (81 lat)

Kolejny „niezniszczalny” bard. W przyszłym roku będzie obchodził 50-lecie kariery muzycznej (wcześniej był pisarzem) i miejmy nadzieję, że będzie w stanie wyruszyć w kolejną światową trasę koncertową. Ostatnią odbył w 2013 roku, w ramach której wystąpił także w Polsce, gdzie zawsze jest przyjmowany niezwykle entuzjastycznie.
Jerry Lee Lewis (80 lat)

Amerykański pianista już w latach 50-tych wiódł rockandrollowe życie skandalisty. Gdy żenił się po raz trzeci (w wieku 22 lat) wyszło na jaw, że jego wybranka ma 13 lat, a do tego jest jego kuzynką. Od tej pory jego kariera uległa załamaniu, choć w następnych latach starał się odzyskiwać należne mu miejsce, wydając parę dużych przebojów. Lewis, pomimo 80-ciu lat, aktywnie koncertuje do tej pory.
Don Everly (79 lat)

Połowa duetu The Everly Brothers, którzy w latach 50-tych i 60-tych wylansowali 35 hitów w Top 100 Billboardu. Inspirowali się nimi Beatlesi, a Keith Richards nazwał Dona Everly jednym z najlepszych gitarzystów rytmicznych w historii. Jego młodszy brat Phil zmarł w 2014 roku.
Buddy Guy (79 lat)

Jeden z najbardziej wpływowych gitarzystów bluesowych w historii. Inspirował on największe gwiazdy lat 60/70, m.in. Claptona, Hendrixa, Page’a, Richardsa i Becka. Sam Clapton określił go jako „najlepszego żyjącego gitarzystę”. Jego znakiem rozpoznawczym jest czarny Fender Stratocaster w charakterystyczne białe kropki – wzór znany jako „polka dot”.
Kris Kristofferson (79 lat)

Choć mało znany w Polsce, Kirstofferson jest jednym z najbardziej cenionych amerykańskich songwriterów w historii. Z Johnnym Cashem, Williem Nelsonem i Waylonem Jenningsem tworzył legendarny kwartet country The Highwaymen. Wciąż pozostaje aktywny i obecnie pracuje nad solowym albumem.
Bill Wyman (79 lat), Charlie Watts (74 lata), Mick Jagger (72 lata), Keith Richards (72 lata), Ronnie Wood (68 lat)

Rolling Stonesi to symbol nie tylko rocka ale i popkultury. Mało który zespół tak dobrze zniósł upływ czasu i zmieniające się mody, pozostając wpływowym aż do dnia dzisiejszego. Muzycy wciąż są w formie, choć z tego grona najstarszy jest były basista, Bill Wyman. Najbardziej młodo z kolei muszą czuć się Jagger i Wood, którzy wciąż pokazują się z nowymi dziewczynami-modelkami, których mogliby być ojcami… lub dziadkami. Wood parę lat temu zasłynął skandalem zostawiąc żonę dla 18-letniej Rosjanki Ekateriny Ivanovej.
Ginger Baker (76 lat), Eric Clapton (70 lat)

Ze słynnego power-tria Cream zostały już tylko 2/3. Dwa lata temu zmarł basista Jack Bruce. 76-letni Baker zawiesił karierę w lutym tego roku po ogłoszeniu poważnych problemów z sercem, natomiast o 6 lat młodszy Clapton cieszy się dobrą formą, tak jak jego muzyka (przynajmniej w opinii fanów).
Ringo Starr (75 lat) Paul McCartney (73 lata)

Najważniejszy zespół rockowy w historii wciąż reprezentuje dwóch pozostałych muzyków – Starr i McCartney. Obaj cieszą się doskonałą formą, szczególnie McCartney, który wciąż ma wygląd i optymizm nastolatka i daje wielkie stadionowe koncerty. W ostatnich latach obaj występowali w Polsce – Ringo w Sali Kongresowej, a Paul na Stadionie Narodowym. Miejmy nadzieję, że jeszcze długo nie dołączą do Lennona zastrzelonego w 1980 r. i Harrisona, który zmarł na raka w 2001 r.
Joan Baez (75 lat)

Czarnowłosa piosenkarka z pokolenia Woodstock była jedną z pierwszych folkowych kobiet z gitarą. Inspirował się nią m.in. sam Bob Dylan i w swoim czasie była jedną z najbardziej wpływowych autorek piosenek.
Bob Dylan (74 lata)

Mówiąc o Dylanie – jest on jednym z najbardziej niezłomnych artystów w muzycznej branży i kontynuuje swoją karierę bez przerwy od wczesnych lat 60-tych. Pomimo, że nic już nikomu nie musi udowadniać i ma swoje miejsce w panteonie sław, wciąż nagrywa nowe płyty i koncertuje w ramach „Never Ending Tour”, czyli trasy koncertowej trwającej od prawie 30-stu lat. Inspirował chyba wszystkich muzyków, którzy nastąpili po nim, jego piosenki były coverowane niezliczoną ilość razy, a wiele z nich zostało przebojami – m.in. „All Along the Watchtower” w interpretacji Hendrixa czy „Knockin’ on Heaven’s Door” w wykonaniu Guns N’ Roses.
Paul Simon, Art Garfunkel (74 lata)

Duet stworzony przez jednego z najważniejszych amerykańskich songwriterów Paula Simona i obdarzonego niezwykłym głosem Arta Garfunkela sięga czasów studenckich. W parę lat przeobraził się on w megagwiazdę folk-rocka lansując takie ponadczasowe utwory jak „Mrs. Robinson”, „Sound of Silence”, „Bridge Over Troubled Water” czy „The Boxer”. Od czasu rozpadu w 1971 r. artyści okazjonalnie ze sobą występują, jednak prowadzą oddzielne kariery. W tym wypadku lepiej radę dał sobie Simon, który nagrał m.in. słynny album „Graceland” łączący muzykę afrykańską z popem, rockiem i folkiem.
Eric Burdon (74 lata)

Frontman The Animals, znanych przede wszystkim z „The House of the Rising Sun”. Po rozpadzie grupy w 1971 roku prowadzi karierę solową, jednak bez większych komercyjnych sukcesów. Ostatni raz polscy fani mieli okazję zobaczyć go we Wrocławiu w 2014 roku, kiedy wystąpił w ramach bicia Gitarowego Rekordu Guinessa.
David Crosby (74 lata), Graham Nash (74 lata), Stephen Stills (71 lat), Neil Young (70 lat)

„Amerykańscy Beatlesi”, czyli słynny kwartet Crosby, Stills, Nash & Young, także przekroczył już 70-tkę. Ostatni zrobił to Young w listopadzie zeszłego roku. Szczyt ich kariery jako zespołu przypadł na początek lat 70-tych, kiedy to jako pierwszy na świecie zespół odbyli stadionową trasę koncertową. Muzycy jednak pozostali niezależni od siebie z powodzeniem grając solowo. Największe sukcesy osiągnął Neil Young, który podobnie jak Dylan nieustannie nagrywa do tej pory i wciąż pozostaje jednym z najbardziej inspirujących rockmanów na świecie. W tym roku ukaże się jego 37. studyjna płyta.
Brian Wilson (73 lata)

Lider legendarnego zespołu Beach Boys. W tym roku rusza w trasę celebrującą 50-lecie najsłynniejszego albumu zespołu, czyli „Pet Sounds”. Regularnie wydaje również albumy solowe.
Joni Mitchell (72 lata)

Druga, obok Joan Baez, wielka folkowa gwiazda płci pięknej. Pod jej wrażeniem pozostawał m.in. Lemmy Kilmister. Aktywna do początku XXI wieku, ostatnio niestety nie cieszy się dobrym zdrowiem, gdyż rok temu zdiagnozowano u niej tętniaka mózgu. Od tej pory do mediów przedostają się jedynie plotki o jej lepszym lub gorszym samopoczuciu.
Roger Waters (72 lata), Nick Mason (72 lata), David Gilmour (70 lat)

Ze składu Pink Floyd żyje jeszcze trzech muzyków, lecz panowie nie umieją się porozumieć co do wskrzeszenia słynnej kapeli. Co więcej, od 2008 roku, gdy zmarł klawiszowiec Rick Wright szanse zmalały niemal do zera. Najbardziej przeciwny pomysłowi jest David Gilmour, który kontynuuje karierę solową nie oglądając się za siebie (jak Waters, który wciąż kultywuje spektakl „The Wall”) i parę miesięcy temu wydał nową, bardzo dobrze przyjętą płytę. W tym roku zagra we Wrocławiu, więc na pewno warto być uczestnikiem tego wydarzenia, by przez chwilę poczuć chociaż namiastkę Pink Floyd.
Roger Daltrey (72 lata), Peter Townshend (70)

Połowa brytyjskiego zespołu The Who, który w latach 60-tych i 70-tych był jednym z największych grup na świecie. Pozostali muzycy, Keith Moon i John Entwistle, już nie żyją, co nie przeszkadza jednak panom w dalszym ciągu grać pod słynnym szyldem. W zeszłym roku odbyła się trasa z okazji 50-lecia, a na ten rok planowane są dalsze atrakcje dla fanów.
Jimmy Page (72 lata), John Paul Jones (70 lat), Robert Plant (67 lat)

Led Zeppelin zakończył swoje panowanie w 1980 roku po śmierci perkusisty Johna Bonhama. Od tej pory każdy z trzech pozostałych muzyków poszedł swoją drogą, jednak prawdziwą karierę solową udało się zrobić tylko Robertowi Plantowi. Jones, jako wieczny outsider wydał jedynie dwie, choć świetne płyty solowe – „Zooma” i „The Thunderthief”, jednak najbardziej może dziwić brak sukcesów ze strony Page’a. Miał on parę wzlotów – m.in. płyta z Davidem Coverdale’em, jednak w ostatnich latach jego tematem nr. 1 jest powrót Led Zeppelin. Do tego nie kwapi się natomiast Plant, dlatego Page odgraża się, że wreszcie wystartuje z solowym projektem. Miał to zrobić ostatecznie w tym roku, jednak jest już prawie kwiecień, a konkretów wciąż brak.
Jeff Beck (71 lat)

Jeden z najważniejszych gitarzystów blues-rockowych tworzący we wczesnych latach zespół The Yardbirds z Page’em. Nie odniósł większego komercyjnego sukcesu, chociaż ma wielu wiernych fanów i wciąż koncertuje oraz nagrywa płyty.
Jon Anderson (71 lat), Steve Howe (68 lat)

Yes to jeden z pionierów rocka progresywnego, który jeszcze pod koniec 2014 roku odwiedził Polskę. Niestety w zeszłym roku zmarł na raka założyciel grupy Chris Squire. W tej chwili najstarszym muzykiem w składzie jest gitarzysta Steve Howe, a były, najsłynniejszy frontman zespołu, czyli Jon Anderson ma 71 lat.
Ritchie Blackmore (70 lat)

Genialny, lecz jednocześnie ekscentryczny i tajemniczy gitarzysta skończył 70 lat. W ostatnim czasie, po kilkunastu latach przewodzeniu Blackmore’s Night grającemu celtycki, średniowieczny folk zapragnął powrócić do rocka. Niestety, w szeregach Deep Purple od lat na wiośle panuje Steve Morse, dlatego Blackmore postanowił zreaktywować swój inny słynny zespół – Rainbow – z w większości anonimowymi muzykami. Efekty usłyszymy już w tym roku.
Ian Gillan (70 lat), Roger Glover (70 lat), Ian Paice (67 lat), Don Airey (67 lat)

Koledzy Blackmore’a ze wspomnianego Deep Purple także dobiegli lub dobiegają 70-tki. Tak jak ich były kompan wciąż grają, nagrywają i nie zamierzają przestać. W zeszłym roku gościliśmy ich w Polsce w ramach promocji ostatniej płyty „What Now?!”, a tymczasem już trwają prace nad jej następcą.
Patti Smith (69 lat)

Prawdopodobnie najważniejsza kobieta w historii rocka, poetka punka rozpoczęła karierę w 1975 roku ponadczasową płytą „Horses”. W zeszłym roku zagrała ją w całości z okazji 40-lecia na Off Festivalu w Katowicach. Kto był tam lub rok wcześniej w warszawskim Amfiteatrze Sowińskiego wie, że Patti wciąż jest tą samą zbuntowaną, niepokorną duszą co 40 lat temu. Mało pozostało tak prawdziwych artystów.
Marianne Faithfull (69 lat)

Rówieśniczka Smith, pochodząca z Anglii Marianne Faithfull ma życiorys wyjątkowo skomplikowany. Była kochanką większości Rolling Stonesów, w końcu poroniła dziecko Jaggera i próbowała (nie raz) popełnić samobójstwo. Uzależniona od narkotyków wiele lat mieszkała na ulicy, lecz po przełomowej płycie „Broken English” jej kariera wróciła na odpowiednie tory. W zeszłym roku wystąpiła w Chorzowie i pomimo, że większość koncertu przesiedziała i porusza się o lasce (złamane biodro, a następnie zakażenie kości) tak jak i Patti Smith wciąż pozostaje niezwykle charyzmatyczną postacią.
Robert Fripp (69 lat), Adrian Belew (66 lat)

Dwóch geniuszy gitary z King Crimson. Różnią się oni diametralnie nie tylko stylem grania, ale i osobowością. Belew zupełnie nie wygląda na swoje 66 lat i wciąż go rozpiera go energia twórcza, jak i sceniczna, co mogliśmy podziwiać w zeszłym miesiącu w Warszawie. Fripp jest natomiast niezwykle poważnym człowiekiem, trochę oderwany od rzeczywistego świata. Obecnie, ubierając się w garnitur nawet na scenę, przypomina nobliwego, starszego pana, który całą karierę spędził jako księgowy lub bibliotekarz. Już we wrześniu będziemy się mogli jednak przekonać, co jego zespół potrafi na żywo, bo polskich fanów czekają aż 4 koncerty.
Brian Johnson (68 lat)

Nieciekawe wieści nadeszły ostatnio z obozu AC/DC, którzy są skłonni pożegnać się z dotychczasowym frontmanem Brianem Johnsonem. Brian, który z powodzeniem zastąpił Bona Scotta i spędził w grupie 36 lat ma problemy ze słuchem, jednak jak się okazało nie przez muzykę, a przez zamiłowanie do wyścigów. Miejmy nadzieję, że to jeszcze nie koniec jego kariery, bo ciężko wyobrazić sobie AC/DC bez tak oryginalnego frontmana.
Carlos Santana (68 lat)

Znany i lubiany gitarzysta wciąż jest w formie – nagrywa i koncertuje, a nawet w 2011 wziął ślub ze swoją perkusistką Cindy Blackman. W tym roku zagra w Dolinie Charlotty już po raz trzeci.
Elton John (68 lat)

Elton John pomimo szalonego życia w latach 70-tych ustatkował się i obecnie prowadzi u boku swojego męża spokojne życie. Właśnie wydał najnowszą płytę „Wonderful Crazy Night”, a w czerwcu zobaczymy go na Life Festivalu w Oświęcimiu.
Ian Anderson (68 lat)

Frontman Jethro Tull także nie składa broni, a w ostatnich latach poczuł taki przypływ weny, że wydał kontynuację słynnej płyty „Thick as a Brick”. Obecnie przebywa w trasie wciąż celebrując muzykę swojego zespołu „Jethro Tull: The Rock Opera”.
Alice Cooper (68 lat)

Wokalista o demonicznym wizerunku chyba wciąż czuje się młodo, ponieważ założył niedawno nową supergrupę The Hollywood Vampires. Nosi ona nazwę na cześć „klubu pijących”, który Cooper założył w latach 70-tych, a sama twórczość zespołu jest hołdem dla muzyków, którzy już odeszli.
Tony Iommi (68 lat), Ozzy Osbourne (67 lat), Bill Ward (67 lat), Geezer Butler (66 lat)

Black Sabbath już w lipcu zagrają w Polsce i będzie to ostatnia okazja, by zobaczyć ich na żywo. Oby nie była to ostatnia okazja, by zobaczyć ich żywych. Tony Iommi choruje na raka, zdrowie Ozzy’ego Osbourne’a po dekadach brania narkotyków i picia może być równie nieobliczalne, a Bill Ward, który przeszedł już parę zawałów jest zdaniem członków zespołu w tak złej formie, że w ogóle nie bierze udziału w pożegnalnej trasie. Wygląda na to, że najlepszym zdrowiem cieszy się najmłodszy, wegetarianin Geezer Butler.
Greg Lake (68 lat), Carl Palmer (66 lat)

Dokładnie dwa tygodnie temu gruchnęła wiadomość, że zmarł nagle Keith Emerson, klawiszowiec słynnego progresywnego tria Emerson, Lake & Palmer. Pozostali muzycy zwalniają tempo, przygotowując się już do emerytury.
Brian May (68 lat), Roger Taylor (66 lat), John Deacon (64 lata)

John Deacon odszedł z Queen po śmierci Freddiego Mercury i od prawie 25 lat rzadko pokazuje się publicznie. May i Taylor wciąż próbują wskrzesić legendę Queen i abstrahując od tego, czy im się to udaje, trzeba przyznać, że wciąż są w dobrej formie fizycznej. W lutym Brian dał porywający koncert w Krakowie, a już w czerwcu odwiedzi nas ponownie, tym razem z Rogerem jako Queen. Zagrają oni u boku Eltona Johna na Life Festivalu.
Steven Tyler (67 lat)

Mimo, że czas odcisnął swoje piętno na wyglądzie wokalisty Aerosmith (jak i na wszystkich członkach zespołu), wciąż jest on równie ekscentryczny jak zawsze i nie zwalnia tempa. Zespół pomimo plotek o rozpadzie wciąż ma się dobrze i daje energetyczne koncerty, o czym fani mogli przekonać się dwa lata temu w łódzkiej Atlas Arenie. Steven wydał ostatnio nawet płytę solową, która jest utrzymana bardziej w klimacie country. Nie oznacza to jednak, że zbrzydły mu cięższe brzmienia, bo Aerosmith wciąż mają w planach koncertowanie.
Billy Gibbons, Dusty Hill, Frank Beard (66 lat)

Brodate trio (a raczej duet, bo perkusista pomimo „brodatego” nazwiska brody nie nosi) wciąż koncertowo ma się dobrze. Trochę gorzej jest z inwencją, jeżeli chodzi o nagrywanie płyt, bo ostatnia „La Futura” nie była zbyt porywająca. ZZ Top to jednak zespół typowo koncertowy i wydaje się, że więź łącząca tych trzech panów jest niezniszczalna. Pomimo, że frontman Billy Gibbons wydał niedawno płytę solową, ciężko wyobrazić sobie rockowy świat bez tego zespołu.
John Wetton (66 lat)

Basista i wokalista znany m.in. z King Crimson, Asia, Wishbone Ash i Uriah Heep ogłosił w zeszłym roku, że jest chory na raka i rozpoczyna leczenie. Życzymy mu zdrowia, bo miło byłoby zobaczyć jeszcze kiedyś jednego z najwybitniejszych basistów na scenie.
Gene Simmons (66 lat)

Słusznego wieku doczekali się również członkowie Kiss, a przede wszystkim założyciel Gene Simmons. Pomimo 66 lat jego długi język wciąż jest niewyparzony i ciągle dostarcza pożywek dla mediów. Ostatnio ogłosił na przykład, że nie może doczekać się końca rapu, a rock jest martwy. Jak widać chociażby z naszej listy, na szczęście nie ma on racji.
Glenn Hughes (64 lata)

Wydaje się, że Hughes gra od zawsze, a tymczasem ma on „dopiero” 64 lata. W swojej bogatej karierze zaliczył już przygodę w Deep Purple, Black Sabbath, a także założył pionierski dla hard rocka zespół Trapeze. Wciąż ma na siebie wiele pomysłów, o czym świadczy chociażby założenie z jego inicjatywy takich supergrup jak Black Country Communion, California Breed czy Kings of Chaos.
David Coverdale (64 lata)

Ostatni w naszym zestawieniu, to również patrząc na całą resztę „młodzieniaszek”, a wydaje się, że użycza swojego głosu w muzyce rockowej od zawsze. Śpiewał w Deep Purple (z Hughesem), a od prawie 40-stu lat przewodzi hardrockowej legendzie Whitesnake. W zeszłym roku wrócił do przeszłości połączając muzykę tych dwóch zespołów. Powstał „The Purple Album”, na którym Whitesnake mierzy się z twórczością Deep Purple. Nagrał również wspomnianą już płytę z Jimmym Page’em i jest zdecydowanie jednym z najbardziej cenionych wokalistów w historii rocka.
