Portal GearGods.net przeprowadził wywiad z wieloletnim basistą Megadeth – Davidem Ellefsonem. Poniżej udostępniamy kilka przetłumaczonych fragmentów rozmowy.
Geargods.net: Jedna z rzeczy, która mnie zastanawiała, to fakt, że w okolicach wydania „Countdown to Extinction” zarówno ty, jak i kilku innych basistów na scenie metalowej, zaczynaliście odchodzić od grania razem z gitarą i staraliście się wyjść naprzód. Pamiętam swoją pierwszą książkę z tabulaturami na bas jaką kiedykolwiek kupiłem, to były taby do „Countdown to Exctinction.” Byłeś wówczas tego świadomy czy raczej o tym nie myślałeś?
Zdawałem sobie z tego sprawę. „Countdown…” było bardzo przemyślanym nagraniem. Wyszliśmy z tematu „Rust In Peace”po 18 miesiącach w trasie i zakończyliśmy występy w ramach Clash Of The Titanswraz z Anthraxem i Slayerem. Zdaliśmy sobie sprawę, że to były maksymalne rozmiary, do jakich może się rozrosnąć thrash metal. Dojście do takiego etapu i osiągnięcie w nim sukcesu to połączone zasługi całej naszej trójki. Wiedzieliśmy, że te niezwykłe predyspozycje do pisania utworów i nasze wyczucie melodii jest czymś więcej, niż thrash metalem. Naszym zamiarem nie jest obrażanie thrashu, ale byliśmy przekonani, że jesteśmy w stanie zrobić coś więcej. Zabraliśmy się więc do komponowania „Countdown…”w dwóch fazach.
Pierwszy etap był bardziej thrashowy, ponieważ taką muzykę graliśmy co wieczór na koncertach w ramach trasy Clash Of The Titans. Kiedy jednak skończyliśmy występować spędziliśmy dwa miesiące na pisaniu materiału w listopadzie i grudniu 1991 roku przy czym wiedzieliśmy, że styczeń 1992 roku upłynie pod znakiem nagrywania. Te ostatnie dwa miesiące przyniosły utwory takie, jak 'Sweating Bullets’, 'Symphony of Destruction’, 'This Is My Life’, 'High Speed Dirt’ czy ’Captive Honor’. Byliśmy bardzo zdeterminowani, a każda nuta była dopieszczona do ekstremalnego poziomu. „Rust In Peace”było napisane na salce prób, a potem po prostu wcisnęliśmy czerwony guzik i każdy nagrał swoje partie.
„Countdown To Extinction”za to było wyczerpującym procesem analizowania każdego dźwięku: dlaczego on tam jest, czy jest odpowiednio zagrany, czy zapewnia odpowiednią melodyjność i harmonię dla konkretnego utworu. Dlatego właśnie nagrywanie tego albumu było wręcz bolesne, ale przy tym oczyszczające, ponieważ powiedzieliśmy sobie: „Hej, nie zamierzamy się trzymać utartego schematu. Nie chcieliśmy zrobić czegoś, co jest zawsze robione. Naprawdę zamierzaliśmy się przezwyciężyć by przenieść ten album na wyższy poziom i pozwolić Megadeth wejść na nową ścieżkę rozwoju.
Ten krążek okazał się być naszym największym sukcesem. Oczywiście, zaangażowanych w to było wiele gwiazd: MTV grało wówczas metal, ta muzyka była wtedy bardzo popularna. Tak więc było wiele czynników zewnętrznych, które dodatkowo pomogły nam nabrać wiatru w żagle. Jest to o tyle ważne, że dwa lata później, kiedy nagrywaliśmy „Youthanasia”, nagle metal przestał być już popularny i przestał być grany przez MTV. W wyniku tego płyta, która mogła sprzedać się tak samo dobrze jak „Countdown…”osiągnęła zaledwie połowę wyników sprzedaży poprzedniego albumu.
Geargods.net: Mniej więcej wtedy każdy zaczął unikać nazywania swojego zespołu metalowym. To była dziwna, dwuletnia zmiana.
Ellefon: Tak, to było dziwne, ale też interesujące, ponieważ w momencie, w którym USA zaczęło się wycofywać z heavy metalu, my odkrywaliśmy nowe terytoria takie, jak Ameryka Południowa. Widzieliśmy tam świetlaną przyszłość dla metalu. Istniały wtedy państwa, które uwalniały się od dyktatury i właściwie co miesiąc miała miejsce jakaś rewolucja lub obalenie rządu. Kiedy tak właśnie wyglądają nastroje polityczne, heavy metal okazuje się być doskonałym soundtrackiem to radykalnych zmian. Dlatego właśnie mieliśmy tak oszałamiającą karierę w Ameryce Południowej. Co do tego, że sytuacja w USA się zmieniła i faktu, że często w wielu kwestiach zmieniamy zdanie – stanowimy bardzo zależne i zmienne społeczeństwo, w którym jednego dnia coś jest popularne, a coś innego nie. Chcemy to, co najlepsze i najnowsze, a przy tym jesteśmy krótkowzroczni i nieotwarci. Nie tyczy się to tylko muzyki, ale dosłownie wszystkiego: ubrań, mody, wody mineralnej czy systemów operacyjnych. Jesteśmy bardzo zmienni i żądamy rzeczy najlepszych. Muzyka jest pod wpływem tego zjawiska. Myślę, że przez te wszystkie lata zaczęliśmy to zauważać… Na szczęście jesteśmy światowym zespołem, więc zasady obowiązujące w USA nie muszą znajdować odzwierciedlenia wszędzie. To, co nas napędzało to po prostu bycie „Megadeth”, bez względu na wyniki sprzedaży albumów czy inne wzloty i upadki.
Geargods.net: Odkąd wydaliście „Youthanasia”, jest jedna rzecz, która mnie ciekawi odnośnie tego nagrania. Słyszałem swojego czasu plotki, że na prośbę producenta tempo utworów na albumie zostało zmienione kiedy weszliście do studia. To tylko legenda, czy jednak prawda?
Ellefson: Nie, nie, to prawda. Max Norman (producent) zauważył, że większość piosenek puszczanych w popularnych stacjach radiowych ma prędkość w okolicach 120 uderzeń na minutę, ponieważ współgra to z liczbą uderzeń serca. Dlatego właśnie muzyka rezonuje i dopasowuje się do wielu ludzi – z powodu ich bicia ich serc. To tak jakby twoje ciało się do tego dostosowało i się zsynchronizowało. Podobne jest to do wchodzenia do pokoju z ustawioną temperaturą – kiedy ciało się przyzwyczai do warunków przestaje mu być gorąco lub zimno, czuje się dobrze. W muzyce obowiązują podobne zasady, ponieważ muzyka to energia, a muzyka, która rezonuje z ciałem jest zazwyczaj akceptowana przez człowieka w przeciwieństwie do czegoś, co jest zbyt mocne lub zbyt łagodne. To było zamierzone. Na albumie było kilka utworów, które moglibyśmy zagrać szybciej by były bardziej thrashowe, ale pierwsze piosenki „Megadeth”, które napisaliśmy były początkowo bardzo wolne: 'The Skull Beneath The Skin’, ’Looking Down The Cross’ czy 'The Conjuring’ z pewnością nie miały szybkiego tempa. Pamiętam dzień, w którym jeden z naszych fanów napisał list do Dave’a, było to po wydaniu „Kill 'Em All” Metalliki. W wielu miejscach ten album był wolniejszy od pierwszej kasety demo, którą nagrał Dave – „Till Leather”. Fan napisał coś w stylu: „Mam nadzieję, że nowy materiał jest szybszy niż Metallica i to był moment, w którym wszystko się zaczęło [śmiech]. Wszystkie utwory stały się szybsze o 20, 30, 40 uderzeń na minutę.Ten jeden list od fana prawdopodobnie zmienił drogę „Megadeth”. To napędzało Dave’a by być na szczycie, być najlepszym, numerem 1. To było fajne, ponieważ te potrzeby odblokowały jego agresywną osobowość w zespole. To uczyniło „Megadeth” prawdziwym, thrashowym zespołem.
Cały wywiad do przeczytania na GearGods.net
Przeczytaj również wywiady z Davem Mustainem: o płytach Megadeth oraz o rodzicielstwie.
