Były perkusista Dream Theater niejednokrotnie udowadniał, że potrafi łączyć pracę w wielu zespołach. I choć obecnie skupia się na Sons of Apollo, to w wywiadzie dla Prog Magazine podzielił się swoim marzeniem zrealizowania długo wyczekiwanego projektu z Mikaelem Akerfeldtem.
Szczerze go uwielbiam. Jesteśmy bratnimi duszami. Po pierwsze, kocham muzykę, którą tworzy. Nie znajdziecie większego fana Opeth ode mnie. Uwielbiam wszystkie ich albumy, od najcięższych do najbardziej progresywnych epików. Łącząc je ze sobą otrzymujesz „brutalno-piękną” muzykę. Bardzo mnie ona porusza.
Jako przyjaciele i ludzie obaj jesteśmy fanami muzyki i kolekcjonujemy albumy. Gdy się spotkamy, to możemy rozmawiać o rock and rollu i jego historii godzinami. Uwielbiam go, szanuję i podziwiam. Jest jedną z osób, z którą chcę współpracować.
Gdy byłem w Dream Theater i byliśmy w trasie z Opeth, to ciągle myśleliśmy o wspólnym projekcie. Rozmawiamy o tym już od 10 lub 15 lat. Czekamy na właściwy moment. Ta współpraca wciąż mnie elektryzuje i cierpliwie na nią czekam. Mógłbym grać razem już jutro – Mike o tym wie.
Myślę jednak, że on jest bardziej niezdecydowany. Oczywiście ja jestem bardzo dobry w ogarnianiu 87 zespołów na raz. On pewnie myśli „Czy mogę to zrobić? Czy to odpowiedni moment? Co z tego wyjdzie?”
Ciągle go zaczepiam, mówiąc „Mike, kumplu, cokolwiek z tego wyjdzie, to będzie genialne – zamknijmy się w pokoju i pograjmy razem!”
Jesteście ciekawi, jakie byłyby owoce takiej współpracy?
