Muzyk, podobnie jak cały świat, był zszokowany i głęboko zasmucony informacją o śmierci artysty. W takich momentach zapewne przypominają się ostatnie chwilę, które się z daną osobą spędziło. W ostatnim wywiadzie z RedBull.com Tom podzielił się tym wspomnieniem:
W styczniu po raz ostatni widziałem Chrisa. Graliśmy pierwszy od 12 lat koncert Audioslave (w Telegram Ballroom w LA). Wspaniale było go widzieć. To była jakaś charytatywna impreza. Był jednym z największych rockowych bogów wszech czasów. Wyglądał i śpiewał fantastycznie. Dziko i pięknie jednocześnie. I ten jego uroczy, słodki uśmiech. Było super. Jego ostatnie słowa do mnie brzmiały: „Świetnie spędziłem czas. Powtórzmy to! Odezwijcie się.”. To było bardzo miłe.
Dalej muzyk kontynuuje:
Wiele słów uznania dla niego dotyczyło tego, jakim wspaniałym wokalistą był, jakim przystojnym facetem i jakim dobrym ojcem. To wszystko prawda. Jednak ja myślę, że jego kreatywność, siła i blask pochodziły z tej ciemniejszej strony psychiki. Miał swoje demony. One były źródłem jego niesamowitości, ale także, jak się okazało, jego zguby. Potrafił też przemawiać do ludzi. Poczytaj jego teksty. Są piękne i poetyczne. Byliśmy szczęściarzami, że mieliśmy go przez te 52 lata.
