Gitarzysta znany m.in. z Audioslave i Rage Against the Machine w rozmowie z The Red Bulletin opowiedział o swoich muzycznych idolach i lirycznej stronie metalowych utworów.
Część moich idoli jest muzykami, a część nie. Wychowywałem się w środowisku o określonych poglądach, jednak długo w muzyce nie mogłem odnaleźć zespołu, które przedstawiałby mój światopogląd. Do czasu aż poznałem The Clash i Public Enemy. Lubiłem metal, jednak strona liryczna nie robiła na mnie wrażenia. I wreszcie znalazłem artystów, którzy trafiali do mnie także słowami. Świetnie pamiętam, gdy po raz pierwszy usłyszałem 'London Calling’ od The Clash. Pożyczyłem od kumpla vinyl i nagrałem sobie kasetę. Myślałem, że to heavy metal, bo koleś na okładce trzaskał gitarą. Myślałem sobie „To musi być wspaniałe.”
Byłem nieźle zaskoczony, gdy okazało się, że to nie metal. To jedna z największych niespodzianek w moim życiu. Pamiętam, że nie mogłem się nadziwić, że teksty są tak mądre i klarowne, a także głębokie. Moje poglądy pokrywały się z zespołem oddalonym o 9500 kilometrów. Nie mogłem w to uwierzyć. Dzięki temu poczułem się mniej samotny w moim odczuciu sprawiedliwości.
